11/05/2026
REKLAMA
Start Wkręć się Nie da się tego przestać kochać

Nie da się tego przestać kochać

Z Warszawy na Moto Arenę – Teresa Juraszek nie wyobraża sobie niedzieli bez hałasu silników i emocji na torze.
Nie da się tego przestać kochać

Z kibicowską pasją przez dekady, przez miasta i przez ligowe szczeble. Przy okazji meczu H. Skrzydlewska Orzeł Łódź – Cellfast Wilki Krosno spotkaliśmy Teresę Juraszek, która – choć mieszka dziś w Warszawie – sercem wciąż kibicuje swojemu Startowi Gniezno. Co ją przyciąga na trybuny pierwszoligowych stadionów? Dlaczego żużel nie daje się zastąpić żadną inną dyscypliną? Przeczytajcie sami.

 

Z jakim nastawieniem przyjechała Pani dziś na Moto Arenę?


Emocje są ogromne – to przecież pierwsza liga! Mój Start Gniezno jeździ teraz w drugiej lidze, gdzie niestety brakuje emocji na takim poziomie. Liczę jednak, że Gniezno wkrótce wróci do pierwszoligowego ścigania. A dziś? Cieszę się, że mogę zobaczyć na żywo dobre zawody. Bardzo lubię Łódź i Krosno. Nie przepadam za ekstraligą – jest zbyt sformalizowana, nadęta, tworzy się jakaś bariera między kibicami a żużlem. A pierwsza liga? To po prostu fantastyczne widowisko, czysty sport. Dlatego z ogromną przyjemnością przyjeżdżam na mecze do Łodzi.

 

Skoro nie kibicuje Pani ani drużynie z Łodzi ani z Krosna, to komu dziś będzie Pani dopingować?

Oj, będzie trudno! Będziemy po prostu wrzeszczeć, niezależnie od sytuacji na torze. Mamy swoich ulubieńców – lubimy Václava Milíka, Roberta Chmiela, Patryka Hansena… To im życzymy dobrego występu, niezależnie od barw klubowych.

 

Skąd wzięła się ta miłość do czarnego sportu?

Pochodzę z Gniezna i mam dwóch braci. Ojciec zabierał nas na mecze Startu, bo – nie ma co ukrywać – oprócz katedry i śpiewania w chórze, nie było tam wielu atrakcji. Żużel w niedzielę był świętością. Chodziliśmy na każdy mecz i tak już zostało. Nawet na studia nie poszłam do Poznania, jak większość znajomych, tylko do Bydgoszczy – bo tam był żużel.

 

Czym żużel różni się od innych sportów? Co sprawia, że zostaje w sercu na zawsze?

Ojej… Zapach metanolu, ryk silników, poświęcenie zawodników – to jest niesamowite. Wystarczy spojrzeć na Patryka Hansena – jaki on jest uparty! Całą zimę oglądałam serial o jego walce, jak wracał do formy po kontuzji. Rehabilitacja, determinacja… To było coś. I Krzysiek Cegielski – człowiek, który się nie poddał po wypadku. W żużlu jest coś wyjątkowego. Prawdziwe charaktery, prawdziwe historie. I jeszcze jedno – kobiety naprawdę mdleją na widok kevlarów! (śmiech) Próbowałam zimą chodzić z wnuczkiem na siatkówkę – Projekt Warszawa – ale to nie było to samo. Żużel to emocje, których nie da się zastąpić.

 

Wspomniała Pani o wisiorku. Można zapytać o jego historię?


Oczywiście! To Jarek Hampel – mój ukochany zawodnik. Koleżanka z Poznania kupiła mi ten srebrny wisiorek. Poprosiłam ją, żeby wzięła też kilka dla znajomych – no i się rozeszły. Jarek to mój idol. Mam ogromny sentyment i wielki szacunek do niego.

Wstecz