A nie mówiłem?
Marcin Nowak, zawodnik H. Skrzydlewska Orła Łódź:
Drużynowo do połowy meczu było naprawdę fajnie. Była piłka w grze cały czas, później gdzieś tam gospodarze nam uciekli. Indywidualnie też wyszło lepiej niż w fazie zasadniczej. Gdzieś tam wyciągnąłem wnioski z tego poprzedniego meczu i cieszę się, że tak to się udało. Chociaż jestem mega rozgoryczony pierwszym wyścigiem.
Później udało mi się trafić z ustawieniami, ale żałuję trochę, że mocniej nie uwierzyłem w to, co miałem w zeszycie zapisane, tylko na bieżąco gdzieś tam chciałem to ustawiać, a to niestety nie zagrało.
Tutaj tor zazwyczaj jest podobny – ten start jest bardzo ważny i ta ścieżka, która gdzieś tam na zewnętrznej w Bydgoszczy króluje. Trochę to wygląda tak, że kto pierwszy dopadnie do tej ścieżki, ten wygrywa wyścig. Parę razy się udało, parę razy nie, ale całokształt indywidualnie naprawdę fajny, a drużynowo – powiedzmy, że do dziesiątego biegu.
O sezonie:
Ja mogę powiedzieć tylko: a nie mówiłem? W zimowych wywiadach powtarzałem, że stać nas na awans do pierwszej czwórki. Gdzieś tam przez niektórych byłem wręcz wyśmiewany, że bujam w obłokach. Udowodniliśmy, że nas na to stać. Jestem bardzo zadowolony. Cały sezon mieliśmy trochę pecha i trochę szczęścia w niektórych przypadkach, suma summarum chyba wyszło na zero.
Byliśmy w tej czwórce, jesteśmy cały czas. Aż można powiedzieć, że szkoda, że to z Bydgoszczą jechaliśmy w tych półfinałach, no ale trudno.
Dziękuję kibicom, że nas wspierali przez cały sezon, bo trafiły nam się dwa takie mecze pod rząd – bodajże właśnie w Bydgoszczy tutaj na wyjeździe, a później mecz domowy z Ostrovią Ostrów – gdzie nie za ciekawie nam poszło. Tu nie ma się co czarować, zawiedliśmy na całej linii. Ale bardzo cieszę się i bardzo dziękuję, że byliście z nami cały czas, a po tych dwóch kiepskich meczach gdzieś tam się odbiliśmy. Raz bywało lepiej, raz gorzej, ale suma summarum wyszło na plus. Dziękuję, że nam w tym pomogliście, bo to jest też Wasza zasługa.

