Przez duże Ż
Są takie mecze, które zostawiają w nas coś więcej. Z których napisanie zwykłej relacji po prostu nie ma sensu. Bo sport dlatego jest taki wciągający, że potrafi pisać niezwykłe scenariusze. Tak było wczoraj na Moto Arenie w Łodzi.
Dwa lata w Łodzi czekano, by znów pojechać w play-offach. Te są już zupełnie inne, bo nie z sześcioma, a tylko z czterema drużynami. Samo znalezienie się tam było sukcesem tego sezonu dla drużyny Orła. Trafienie w półfinale na faworyta do awansu zdejmowało presję wyniku. Nikt niczego wielkiego nie oczekiwał. Jednak tak jak pisaliśmy przed meczem – była szansa, by dostać coś ekstra. I to stało się wczoraj na stadionie. Było tak blisko niesamowitej sensacji, że uczucie niedosytu to bardzo dobra puenta na wydarzenia na torze.
Jeżeli ktoś miałby się zakochać w żużlu w Łodzi, która cały czas jest na drodze budowania swojej tożsamości w czarnym sporcie, to właśnie na takim spotkaniu. Na meczu, w którym są emocje, trybuny żyją bardzo mocno, a na torze piszą się niesamowite historie. I te dobre, jak porywające biegi, i te przykre, jak koszmarnie wyglądające upadki. Bo taki właśnie jest ten cały żużel. Niesie ze sobą nieprzewidywalność i zagrożenie, ale także niesamowite wybuchy eksplozji radości – w pakiecie z rozczarowaniem.
Gdyby ktoś przed meczem powiedział, że Orzeł będzie prowadził ośmioma punktami przed biegami nominowanymi, mógłby zostać uznany za wariata. My podchodziliśmy do tematu jednak optymistycznie i napisaliśmy, że Orzeł to wygra dwoma punktami. I przed piętnastym biegiem naprawdę czuliśmy, że to się wydarzy. Nie udało się. Ale cały ten mecz to taki Orzeł w pigułce w tym sezonie. Z jednej strony potrafi zaskakiwać pozytywnie, a z drugiej też wyhamować rozpędzone w sercu emocje. Bo przecież kto przed meczem by powiedział, że Szymon Szlauderbach w swoich pierwszych czterech startach przywiezie cztery komplety? A on to zrobił, wspierany w tym meczu przez mechaników od Mateja Žagara.
Pisanie scenariuszy z dramatem w tle to kwintesencja tego sportu. Nagel, który walczył jak mógł w tym meczu, w 14. starciu wjeżdża w taśmę. I jak słyszymy, zrobił to celowo, bo ręka już tak bolała, że nie byłby w stanie jechać. Wie, że taki ruch da szansę drużynie na pełną obsadę, bo na torze pojawi się junior.
Przed nominowanymi, w trzynastym biegu budzi się Berntzon, który wcześniej nie mógł się odnaleźć, i świetną jazdą daje drużynie biegowy remis, co pozwala utrzymać zbudowaną ośmiopunktową przewagę przed nominowanymi. I to właśnie ta cała przewrotność, że w tych nominowanych zamiast dwóch jedynek zabrakło tej jednej dwójki. Co los czasem da, czasem też zabierze.
Oczywiście to spotkanie to także bardzo groźnie wyglądająca kontuzja Krzysztofa Buczkowskiego, który trafił do szpitala i nie mógł kontynuować jazdy. To stwarzało szansę dla Orła. Jednak jak już pisaliśmy wyżej, zdarzenie, w którym upadł także Nagel, miało wpływ na jego jazdę. Choć jeszcze w biegu dziewiątym pokazał on niesamowity charakter, gdzie po wykluczeniu Nowaka został sam na torze. I udźwignął to swoją ambitną jazdą, dając w pojedynkę biegowy remis.
Czy można mieć do kogoś pretensje o cokolwiek? Nie, bo mecz szedł swoim szalonym scenariuszem. Marcin Nowak zrobił dwie trójki, potem został wykluczony, a potem przywiózł zero. Nie pojawił się w nominowanych i jak popatrzymy na czyste statystyki, to tylko 6 punktów. Piszemy „tylko”, bo przyzwyczaił nas do czegoś więcej. Ale czy na torze nie było widać, że chce więcej? Było i to bardzo mocno widać. Po prostu nie zawsze wyjdzie. To był mecz-niespodzianka i taki bonus za cały ten niezły sezon. A skoro bez presji można się dobrze bawić na torze, to przecież kto broni to kontynuować w rewanżu?
(MJ)
H.Skrzydlewska Orzeł Łódź - Abramczyk Polonia Bydgoszcz 45:45
H.Skrzydlewska Orzeł Łódź
9. Marcin Nowak - 6 (3,3,w,0)
10. Villads Nagel - 7+1 (2,2*,3,0,t)
11. Zach Cook - 7+1 (1,1,2*,3,0)
12. Szymon Szlauderbach - 13 (3,3,3,3,1)
13. Oliver Berntzon - 7 (0,1,2,3,1)
14. Kacper Halkiewicz - 3+1 (2,1*,0,0)
15. Krzysztof Lewandowski - 2+1 (0,0,2*)
16. Dan Thompson - ns
Abramczyk Polonia Bydgoszcz
1. Szymon Woźniak - 14 (2,3,2,2,2,3)
2. Maksymilian Kostera - 1 (-,-,1,0,-)
3. Kai Huckenbeck - 1 (w,0,1,-,-)
4. Aleksandr Łoktajew - 10+3 (0,2,3,1*,2*,2*)
5. Krzysztof Buczkowski - 1+1 (1*,w,-,-)
6. Maksymilian Pawełczak - 12+2 (3,3,2*,0,1*,3)
7. Kacper Andrzejewski - 6 (1,2,1,1,1)
Bieg po biegu:
1. (60,94) Nowak, Woźniak, Cook, Huckenbeck (w/u) - 4:2 - (4:2)
2. (60,38) Pawełczak, Halkiewicz, Andrzejewski, Lewandowski - 2:4 - (6:6)
3. (62,05) Szlauderbach, Andrzejewski, Buczkowski, Berntzon - 3:3 - (9:9)
4. (60,86) Pawełczak, Nagel, Halkiewicz, Łoktajew - 3:3 - (12:12)
5. (61,70) Szlauderbach, Łoktajew, Cook, Huckenbeck - 4:2 - (16:14)
6. (61,51) Woźniak, Pawełczak, Berntzon, Lewandowski - 1:5 - (17:19)
7. (61,53) Nowak, Nagel, Andrzejewski, Buczkowski (w/su) - 5:1 - (22:20)
8. (63,24) Łoktajew, Berntzon, Huckenbeck, Halkiewicz - 2:4 - (24:24)
9. (62,53) Nagel, Woźniak, Kostera, Nowak (w/su) - 3:3 - (27:27)
10. (62,53) Szlauderbach, Cook, Andrzejewski, Pawełczak - 5:1 - (32:28)
11. (62,74) Szlauderbach, Woźniak, Łoktajew, Nowak - 3:3 - (35:31)
12. (62,18) Cook, Lewandowski, Andrzejewski, Kostera - 5:1 - (40:32)
13. (61,84) Berntzon, Woźniak, Pawełczak, Nagel - 3:3 - (43:35)
14. (62,05) Pawełczak, Łoktajew, Berntzon, Halkiewicz (Nagel - t) - 1:5 - (44:40)
15. (62,26) Woźniak, Łoktajew, Szlauderbach, Cook - 1:5 - (45:45)




