Orzeł latał nad Skorpionami
Nieczęsto w pomeczowych relacjach można przeczytać pochwały pod adresem sędziego. Jednak dzisiaj warto zacząć właśnie od kilku słów na temat prowadzenia meczu przez Bartosza Ignaszewskiego. Arbiter poprowadził zawody bardzo sprawnie. Jechaliśmy bez zbędnych równań toru. I nawet gdy zaczęło mocniej padać, a doszliśmy już do regulaminowych ośmiu biegów, sędzia nie przerwał jazdy – co przecież tak często się zdarza i skutkuje uciążliwym czekaniem na to, co się wydarzy. Nie puścił też ciężkiego sprzętu na coraz bardziej mokry tor, co też zazwyczaj nie pomaga nawierzchni. Dzięki tej konsekwencji całe zawody zostały bezpiecznie odjechane do samego końca i nikt nie może mieć pretensji o skrzywdzenie przez przedwczesne zakończenie meczu.
Waga meczu
O nastrojach panujących przed tym spotkaniem już pisaliśmy, więc nie ma sensu do tego wracać. To Orzeł był tutaj na absolutnym musiku, z kolei Poznań przyjechał do Łodzi z bardzo udaną serią na koncie.
Zaczęliśmy piętnaście minut wcześniej, by uciekać przed nadciągającym frontem deszczowym. Na początek dostaliśmy remis 3:3. Niels Kristian Iversen idealnie wykorzystał pierwsze pole startowe. Za nim napędzał się Ryan Douglas, ale w poznańską parę umiejętnie wmieszał się Marcin Nowak. Jadący na czwartej pozycji Oliver Berntzon zdołał jednak na trasie wyprzedzić Douglasa i mieliśmy sytuację remisową, a na koniec Australijczyk zaliczył jeszcze defekt motocykla. W biegu młodzieżowym juniorzy Orła świetnie wykorzystali pierwsze i trzecie miejsce startowe, błyskawicznie wychodząc na podwójne prowadzenie. Krzysztof Lewandowski pojechał jednak w pewnym momencie za szeroko i stracił drugą pozycję na rzecz Mencela. Zamiast podwójnego uderzenia, Orzeł wygrał ten wyścig 4:2. Goście odbili dokładnie taki sam wynik w trzecim starciu, prowadząc od startu na 5:1. Bardzo ambitny Zach Cook dogonił jednak i wyprzedził na dystansie Berge, co uratowało dwa punkty dla gospodarzy. Do czwartego starcia podchodziliśmy dwukrotnie. Na wyjściu z pierwszego łuku fatalnie upadł Villads Nagel po tym, jak z impetem wjechał w niego Witkowski. Junior z Poznania został wykluczony. W powtórce dwójka Orła szybko wysunęła się na prowadzenie, choć Mencel jechał niezwykle ambitnie. Kacper Halkiewicz popełnił niestety błąd na trasie i stracił drugą lokatę. Wygrana Nagela i drużynowe zwycięstwo Orła 4:2 zamykało pierwszą serię startów wynikiem 13:11.
Lepiej latali w deszczu
Piąte starcie na pewno na długo zostanie w pamięci kibiców i to z dwóch różnych względów. Po pierwsze, było niezwykle emocjonujące pod kątem czystej walki na torze. Do samego końca o wygraną biło się trzech zawodników, którzy właściwie równo wpadli na linię mety. Pierwszy był Szlauderbach, a gdy Douglas przedarł się na drugą pozycję, niesamowicie ambitny Berntzon zdołał rzutem na taśmę odzyskać ją na samej kresce! Dało to pierwszą podwójną wygraną łodzian w tym meczu. Jednak tuż po minięciu mety Douglas niefortunnie najechał na Szlauderbacha, stracił panowanie nad motocyklem i wsunął się z impetem pod dmuchaną bandę. Wyglądało to bardzo dramatycznie. Na szczęście zawodnik wstał i o własnych siłach wrócił do parku maszyn. Mieliśmy jednak dłuższą przerwę związaną z naprawą uszkodzonej bandy, co nieco wybiło zawody z rytmu szybkiego rozgrywania. Weszliśmy w kolejny etap meczu, w którym nad stadionem zaczęło już znacznie mocniej padać. Na torze trwała twarda wymiana ciosów. Goście zdołali nawet odrobić część strat i po regulaminowych ośmiu biegach, potrzebnych do zaliczenia wyników, na tablicy widniał stan 25:23.
Sygnał do decydującego ataku dał Marcin Nowak w biegu dziewiątym. To był kolejny kapitalny mecz tego zawodnika. Widać, że forma drużyny mocno faluje, ale on niezmiennie trzyma gaz. W dziewiątym starciu Nowak świetnie wystartował na już mocno błotnistym torze i pewnie prowadził. Z kolei Nagel kapitalnie przedarł się z czwartej pozycji na drugą i Orzeł z dużym zapasem wygrał ten wyścig podwójnie. W kolejnym biegu świetną dyspozycję zaprezentował kapitan Orła, Oliver Berntzon. To był zupełnie inny, o niebo lepszy mecz tego zawodnika w porównaniu do jego ostatnich występów. W 10. starciu Szwed kapitalnie tasował się z rywalami i ostatecznie zameldował się na pierwszej pozycji. Do samego końca Szlauderbach musiał twardo walczyć o utrzymanie trzeciej lokaty, co mu się udało i kolejne 4:2 wpadło na konto Orła. Goście próbowali jeszcze odwrócić losy spotkania – w kolejnym biegu w ramach rezerwy taktycznej pojawił się Douglas, jednak to nie były udane zawody w jego wykonaniu. W tym wyścigu znów klasę pokazał Nowak, który ruszając z trzeciego pola, na wyjściu z drugiego łuku efektownie objechał rywali i wyszedł na pierwsze miejsce, nie oddając prowadzenia do mety. Bieg zakończył się remisem.
Ważne przebudzenie juniora
Wynik całego meczu ostatecznie ustawił bieg dwunasty. Od startu pewnie prowadził Krzysztof Lewandowski, a potem na trasie Berntzon minął jeszcze Smektałę i Orzeł wyszedł na podwójne prowadzenie. Na dodatek defekt zanotował Mencel i na metę łodzianie przyjechali na 5:1, co dało prowadzenie w meczu 42:30. W tym momencie było już wiadomo, że Orzeł tego zwycięstwa z rąk nie wypuści. Warto skupić się na moment na tej trójce Lewandowskiego, bo to może być niezwykle ważny znak przełamania tego juniora. Nieraz jeden taki udany wyścig potrafi przywrócić wiarę we własne możliwości i pomóc w kolejnych startach. Zresztą dzisiaj zdobycze całej formacji juniorskiej były dokładnie takie, jakich moglibyśmy sobie życzyć w każdym spotkaniu. Osiem punktów od młodzieżowców to potężna i ważna cegiełka do końcowego dorobku drużyny. Remis w trzynastym starciu już oficjalnie przypieczętował meczowy triumf.
To było naprawdę dobre żużlowe popołudnie i tym razem zobaczyliśmy wersję Orła w ustawieniach z samego „początku sezonu”. Drużyna świetnie reagowała na dynamicznie zmieniający się przez deszcz tor. Bardzo cieszy również fakt, że znów widać sportowy ząb w jeździe kontuzjowanego ostatnio Nagela – to znak, że chłopak chyba na dobre uporał się z urazem. Jego widowiskowa jazda i odważne mijanie rywali na trasie dostarczyły łódzkiej publice mnóstwo radości. Orzeł dzięki wygranej za trzy punkty z bonusem wraca na razie na drugie miejsce w tabeli. Marzenia o play-offach dzięki tej wygranej cały czas pozostają w grze!
H.Skrzydlewska Orzeł Łódź - Hunters PSŻ Poznań 51:39
H.Skrzydlewska Orzeł Łódź
9. Marcin Nowak - 13 (2,3,3,3,2)
10. Villads Nagel - 10+2 (3,1,2*,1*,3)
11. Oliver Berntzon - 8+2 (1,2*,3,2*,0)
12. Szymon Szlauderbach - 4 (0,3,1,0)
13. Zach Cook - 8 (2,2,1,2,1)
14. Kacper Halkiewicz - 4 (3,1,0)
15. Krzysztof Lewandowski - 4 (1,0,3)
16. Dan Thompson - ns
Hunters PSŻ Poznań
1. Niels Kristian Iversen - 10 (3,1,1,2,0,3)
2. Bartosz Smektała - 10+1 (3,3,2*,0,1,1)
3. Ryan Douglas - 5+1 (d,1,3,1*,-,-)
4. Rafał Romaniak - ns (-,-,-,-)
5. Dimitri Berge - 8 (1,0,2,3,2)
6. Kamil Witkowski - 0 (0,w,0,-)
7. Antoni Mencel - 6 (2,2,2,0,0,0)
8. Stanisław Ignaszak - ns
1. (60,61) Iversen, Nowak, Berntzon, Douglas (d/4) - 3:3 - (3:3)
2. (61,07) Halkiewicz, Mencel, Lewandowski, Witkowski - 4:2 - (7:5)
3. (60,16) Smektała, Cook, Berge, Szlauderbach - 2:4 - (9:9)
4. (59,71) Nagel, Mencel, Halkiewicz, Witkowski (w/su) - 4:2 - (13:11)
5. (60,00) Szlauderbach, Berntzon, Douglas, Witkowski - 5:1 - (18:12)
6. (60,91) Smektała, Cook, Iversen, Lewandowski - 2:4 - (20:16)
7. (61,92) Nowak, Mencel, Nagel, Berge - 4:2 - (24:18)
8. (62,83) Douglas, Smektała, Cook, Halkiewicz - 1:5 - (25:23)
9. (63,46) Nowak, Nagel, Iversen, Smektała - 5:1 - (30:24)
10. (63,23) Berntzon, Berge, Szlauderbach, Mencel - 4:2 - (34:26)
11. (62,29) Nowak, Iversen, Douglas, Szlauderbach - 3:3 - (37:29)
12. (62,97) Lewandowski, Berntzon, Smektała, Mencel - 5:1 - (42:30)
13. (61,27) Berge, Cook, Nagel, Iversen - 3:3 - (45:33)
14. (61,32) Nagel, Berge, Cook, Mencel - 4:2 - (49:35)
15. (61,06) Iversen, Nowak, Smektała, Berntzon - 2:4 - (51:39)
(statystyki za sportowefakty.wp.pl)






