Utrzymanie i bajkopisarstwo
Witold Skrzydlewski był gościem dzisiejszego „Kolegium Żużlowego”. Podczas rozmowy prezes H. Skrzydlewska Orła Łódź dość oschle wypowiadał się o swoich zawodnikach i trenerze.
Rozmowę rozpoczął Michał Mitrut, pytając, czy prezes jest dumny, że po raz kolejny udało się do Orła sprowadzić „gwiazdy jutra” – czyli Villadsa Nagela i Zacha Cooka.
Witold Skrzydlewski: Dumny byłbym wtedy, gdybyśmy wygrali z Ostrowem. Tymczasem polegliśmy na całej linii na własnym stadionie z drużyną, która była na ostatnim miejscu. Wydaje mi się, że naszego trenera zgubiła próżność, bo uważał, że spacerkiem zjemy ten klub. A okazało się, że na 15 wyścigów przegraliśmy 13 startów. To o czymś świadczy.
Michał Mitrut: Co działo się bezpośrednio po tym meczu? Widziałem, że rozmawiał Pan z trenerem Maciejem Jąderem.
Witold Skrzydlewski: Jestem człowiekiem impulsywnym. Nie rozmawiałem tylko z trenerem. Poprosiłem pana Szazę, pana Mikołajczaka i pana trenera. Powiedziałem im, co zrobili źle i że nie wyobrażam sobie, żeby tak dalej było. Dałem słowo, że na następny mecz nie przyjdę. Na spotkaniu z Wilkami Krosno nawet nie oglądałem transmisji w telewizji. Po dziewiętnastej zadzwoniłem i zapytałem, jaki jest wynik. Powiedziano mi, że wygraliśmy dwoma punktami, co mnie zaskoczyło, bo uważałem, że przegraliśmy.
W rozmowie dla Canal+ Sport prezes zdradził również, że drużyna miała mieć finansową motywację do wygrania trzech domowych spotkań, jednak mecz z Ostrowem unieważnił umowę między prezesem a zawodnikami.
Witold Skrzydlewski: Tak. Była umowa, że jeśli wygramy trzy mecze będące w naszym zasięgu – z Ostrowem, Wilkami Krosno i Rzeszowem – zawodnicy dostaną całą pulę pieniędzy. Dzisiaj już jest po tej puli, bo pierwszy warunek nie został spełniony. Uważam, że przez tę porażkę możemy zapomnieć o pierwszej czwórce.
Michał Mitrut próbował skierować rozmowę w kierunku pozytywnych stron zespołu. Jedną z jaśniejszych postaci drużyny mógłby wydawać się Villads Nagel.
Witold Skrzydlewski: Cieszymy się z Nagela, ale proszę zwrócić uwagę, że jego gwiazda zaczyna trochę przygasać. Zdobywa coraz mniej punktów. Ja wiem, jaka jest przyczyna. Ten chłopak codziennie albo co drugi dzień jeździ mecze. Ma młody organizm, ale tego nie da się wytrzymać.
Prezes Witold Skrzydlewski w rozmowie zaznaczył, że jego zdaniem czwartkowa porażka z Ostrowem zaważy na wejściu Orłów do play-offów. Krzysztof Jankowski dopytał, o co więc obecnie jedzie Orzeł Łódź.
Witold Skrzydlewski: O utrzymanie. Tak mówiłem od początku. Poza tym zależy nam, żeby na naszym stadionie były ładne widowiska i żebyśmy wygrywali mecze u siebie. Nawet jeśli wygramy dwoma punktami, a później wysoko przegramy na wyjeździe, to kibica tak bardzo nie boli. Ludzie przychodzą, oglądają dobre zawody i może wtedy jedna osoba namówi drugą. Teraz ważne jest dla nas piąte miejsce. Wtedy sami wybieramy przeciwnika. Nie chciałbym, żeby powtórzyła się sytuacja z ubiegłego roku, gdy do końca jechaliśmy z nożem na gardle.
Orzeł Łódź znany jest z corocznej rotacji zawodników. Jak to ma wyglądać w następnym okienku transferowym?
Witold Skrzydlewski: Na pewno nie chcemy co roku wymieniać wszystkich seniorów. Wszystko jednak zależy od pieniędzy. Dzisiaj 75–80 procent budżetu pochodzi od mojej rodziny. Na pewne rzeczy nas stać, na inne nie. Kontraktujemy tylko tych zawodników, którym jesteśmy w stanie zapłacić. W tym roku też mieli pojawić się sponsorzy, ale skończyło się tak, jak często bywa – dużo było zapowiedzi, a efektów nie było.
W łódzkiej drużynie kwestią kontrowersyjną są również polscy juniorzy. Prezes wypowiedział się kolejno o Krzysztofie Lewandowskim i wypożyczonym z Częstochowy Kacprze Halkiewiczu.
Witold Skrzydlewski: To porażka. Ja tego zawodnika nie wymyśliłem. Nie będę mówił, kto w klubie przekonywał, że to ma być właśnie ten żużlowiec. Mogę mieć pretensje do trenera, że nie dawał szans naszemu juniorowi, a cały czas wystawiał Lewandowskiego. Na treningach błyszczy, ale kiedy staje pod taśmą, ogarnia go blady strach. I na tym się kończy. Pan Kacper Halkiewicz – kiedy ma na czym jechać, to pokazuje, że jedzie.
Na zakończenie prezes Witold Skrzydlewski został spytany o współpracę z dyrektorem zarządzającym Janem Konikiewiczem. Odpowiedź była krótka: — Największy bajkopisarz w Układzie Warszawskim.
Link do całej rozmowy: https://www.youtube.com/watch?v=Uc5MeJDtY6c&t=3425s

