W którą stronę?
Weszliśmy w taki etap sezonu, w którym trzeba już dyskontować potencjał. Po wczorajszym wieczorze na Moto Arenie można mieć wrażenie, że gdy inne ekipy po początkowych problemach zaczynają się rozjeżdżać, Orzeł obiera kierunek odwrotny.
Quo vadis, Orle?
Pewnie można znaleźć dziesiątki wytłumaczeń na to, co wczoraj się stało. Bo plandeka, bo rywale doskonale wszystko wiedzieli; każda seria porażek kiedyś musi się skończyć i Ostrów miał wczoraj swój dzień; dawno Orzeł nie jechał u siebie i tak dalej. Tylko po co tego szukać, skoro wczoraj wyrównana walka trwała jedynie do połowy tego spotkania? Miała ona dość osobliwy charakter, bo wymiana ciosów w dwóch pierwszych seriach to regularne 5:1 w jedną lub drugą stronę, z wyjątkiem remisu w biegu szóstym. Potem z tej żużlowej szamotaniny lepiej wyszli goście. Orzeł podał tlen drużynie z Ostrowa, sam odbierając sobie szansę na ugruntowanie pozycji tak mocno wywalczonej – i na pewno ku zaskoczeniu wielu obserwatorów – od początku sezonu.
Rozjazd wyniku
Trzecia seria zaczęła się od remisu i po ósmym biegu ostatni raz widzieliśmy korzystny dla łodzian wynik (24:24). Potem goście przejęli kontrolę nad meczem i nie tylko jej nie oddali, ale do samego końca powiększali przewagę. Co ma oczywiście realny wpływ na losy punktu bonusowego w rewanżu.
Można rzecz jasna dyskutować, czy przed biegiem 12., gdy Ostrovia wyszła na sześcio-punktowe prowadzenie, można było taktycznie zrobić coś więcej. Czyli zamiast jednej rezerwy taktycznej (Kacper Halkiewicz za Krzysztofa Lewandowskiego) nie rzucić na tor drugiej – za mającego słabsze wyniki Szymona Szlauderbacha. Ten wyścig miał ogromne przełożenie na końcowy wynik. Gdy wydawało się, że Orzeł odbije rezultat, mając podwójne prowadzenie, Jonas Seifert-Salk stwierdził: „no nie tak prosto, panowie” i odzyskał pierwsze miejsce. Skończyło się tylko remisem.
W trzynastym biegu do ostatniego metra próbował ratować wynik Orła Villads Nagel. Długie oczekiwanie na werdykt sędziego i jednak łódzki zawodnik był trzeci, a nie drugi, co dało podwójną wygraną gości i już pewność, że ten mecz wygrali. Gdyby to Duńczyk był drugi, byłaby jeszcze teoretyczna szansa na remis w całym spotkaniu. Biegi nominowane miały być próbą zmniejszenia strat przed rewanżem, a skończyło się powiększeniem przewagi rywali.
Gdzie jest prędkość?
Orzeł był słaby na starcie, a potem trudno było gonić na dystansie. To nie była żadna niespodzianka, biorąc pod uwagę, że tor był schowany pod plandeką. A gdy pojawiały się już próby ataków, były one po łódzkiej stronie raczej nieudane.
Wczoraj bardzo brakowało punktów Marcina Nowaka i oby to był tylko mecz w stylu „wypadek przy pracy”. Widowiskowo jak zawsze jeździł Nagel, ale wczoraj więcej w tym było samego widowiska niż zdobyczy punktowej, do jakiej zdążył nas już przyzwyczaić. Osiem punktów w sześciu startach to nie jest standard tego duńskiego, młodego dynamitu. Zrezygnowany po meczu był Szymon Szlauderbach, który sam od siebie na pewno wymaga więcej.
Jeśli szukamy jakichś pozytywów, to na pewno był nim Halkiewicz. Nie chodzi tylko o punkty, bo 5 z 2 bonusami to bardzo dobry wynik jak na juniora, ale wczoraj pokazał on przede wszystkim odważny styl jazdy. Niestety, drugi łódzki junior cały czas jest na etapie „szukania rozwiązań”.
Nieobliczalność
Ostrów złapał wczoraj na Moto Arenie tak potrzebny oddech. Pod wodzą Tomasza Gapińskiego wygrali i przerwali serię porażek, co na pewno da im potężnego kopa. Wrócił Chris Holder, który wywalczył ważne punkty dla drużyny. Krytykowany Jakub Krawczyk także coś dorzucił – jak mówili nam dziennikarze z Ostrowa, właśnie takiego meczu ten zawodnik potrzebował, by wreszcie się przełamać. Do tej pory pewnym punktem Ostrowa był tylko Frederik Jakobsen. Wczoraj, gdy do jego punktowania dołączyli Gleb Czugunow i Jonas Seifert-Salk, od razu miało to przełożenie na wynik.
W Łodzi jest o czym myśleć, a czasu jest niewiele. Po wczorajszej wygranej Ostrovię od Orła dzielą już tylko 2 punkty. W niedzielę przyjedzie kolejna drużyna na tak zwanym „musiku”. Wilki Krosno też dzielą od Orła zaledwie 2 punkty, ale Wilki mają niespełnione aspiracje i na pewno wczoraj widziały, że w Łodzi można złapać tlen.
Orzeł miał umacniać się w górnej części tabeli, a sytuacja robi się coraz bardziej zagmatwana. Oby ten mecz nie był zwiastunem, że sinusoida formy łodzian przesunie się teraz w dolne rejony. A drużyna, nazywana do tej pory nieobliczalną, nie pokazała w dłuższym wymiarze czasu tej gorszej strony żużlowych emocji.
Trenowaliśmy w różnych warunkach, również podczas deszczu, dlatego jesteśmy gotowi praktycznie na każdy scenariusz — mówił przed tym meczem trener Maciej Jąder. Życie pokazało, że drużyna nie była jednak przygotowana na każdy scenariusz.
H.Skrzydlewska Orzeł Łódź -Moonfin Magnus Ostrów 38:52
H.Skrzydlewska Orzeł Łódź
9. Marcin Nowak - 2+1 (0,2*,d,0,-)
10. Oliver Berntzon - 10 (3,3,1,0,3)
11. Szymon Szlauderbach - 3+2 (1,0,1*,1*)
12. Zach Cook - 9 (3,1,2,2,1)
13. Villads Nagel - 8+1 (2*,3,2,1,0,0)
14. Kacper Halkiewicz - 5+2 (0,2*,1*,2)
15. Krzysztof Lewandowski - 1 (1,0,-)
16. Seweryn Orgacki - ns
Moonfin Magnus Ostrów
1. Gleb Czugunow - 11+1 (3,2,3,1,2*)
2. Jonas Seifert-Salk - 8+2 (0,1*,2*,3,2)
3. Frederik Jakobsen - 14+1 (2*,3,3,3,3)
4. Jakub Krawczyk - 5+1 (0,2*,0,3)
5. Chris Holder - 7+2 (1,0,3,2*,1*)
6. Filip Seniuk - 4 (3,1,0)
7. Paweł Sitek - 3+1 (2*,1,0)
8. Nikodem Łuczak - ns
1. (62,05) Czugunow, Jakobsen, Szlauderbach, Nowak - 1:5 - (1:5)
2. (61,81) Seniuk, Sitek, Lewandowski, Halkiewicz - 1:5 - (2:10)
3. (61,64) Cook, Nagel, Holder, Seifert-Salk - 5:1 - (7:11)
4. (62,05) Berntzon, Halkiewicz, Seniuk, Krawczyk - 5:1 - (12:12)
5. (62,95) Jakobsen, Krawczyk, Cook, Szlauderbach - 1:5 - (13:17)
6. (61,77) Nagel, Czugunow, Seifert-Salk, Lewandowski - 3:3 - (16:20)
7. (61,68) Berntzon, Nowak, Sitek, Holder - 5:1 - (21:21)
8. (62,05) Jakobsen, Nagel, Halkiewicz, Krawczyk - 3:3 - (24:24)
9. (61,25) Czugunow, Seifert-Salk, Berntzon, Nowak (d/4) - 1:5 - (25:29)
10. (61,02) Holder, Cook, Szlauderbach, Seniuk - 3:3 - (28:32)
11. (61,94) Krawczyk, Cook, Czugunow, Nowak - 2:4 - (30:36)
12. (62,00) Seifert-Salk, Halkiewicz, Szlauderbach, Sitek - 3:3 - (33:39)
13. (60,82) Jakobsen, Holder, Nagel, Berntzon - 1:5 - (34:44)
14. (61,48) Berntzon, Seifert-Salk, Holder, Nagel - 3:3 - (37:47)
15. (61,62) Jakobsen, Czugunow, Cook, Nagel - 1:5 - (38:52)
(statystyki za sportowefakty.wp.pl)




