Mamy kochają żużel
Żużel od lat łączy pokolenia. Dla wielu kibiców wszystko zaczęło się właśnie od mamy, taty albo rodzinnego wyjścia na stadion. W Dniu Matki warto przypomnieć historie kobiet, które nie tylko pokochały czarny sport, ale też przekazały tę pasję swoim dzieciom i wnukom.
„Na żużel po raz pierwszy zabrała mnie mama. Najpierw poszła z moją siostrą, bo ja nie byłam chętna, ale jak wróciły, to opowiadały mi o tym, jak było super. Przekonały mnie, następnym razem poszłam i tak już zostałam” – opowiadała Nadia Warzynkiewicz. Dziś trudno wyobrazić sobie sektor bez zaangażowania jej mamy, czyli Lidii Dziabas, która tworzy żużlowe inicjatywy i organizuje wyjazdy kibiców. Jak podkreślała wtedy w rozmowie Nadia, żużel to coś więcej niż sport. „Najlepsze jest to, że w środowisku żużlowym każdy traktuje siebie jak rodzinę” – mówiła.
Rodzinne historie przewijają się niemal w każdej rozmowie z kibicami. Agnieszka Sobczyńska przyznała, że początkowo wcale nie była przekonana do czarnego sportu. „Szczerze powiem, że moje pierwsze wrażenia nie zachęcały mnie do tego, żeby ponownie przyjść na mecz. Nie widziałam nic nadzwyczajnego w tym, że na torze jeździ czterech panów w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara”. Wszystko zmieniło się jednak za sprawą syna.„Mój tata, czyli jego dziadek, zabrał Patryka na mecz, gdy ten miał trochę więcej niż rok. Powiedział mu, że jest coś takiego jak żużel, motory. Jak to małe dziecko… zaświeciły mu się oczy i poszliśmy. Od tamtej pory chodzimy na praktycznie każdy mecz” – wspominała.Dziś jej syn jest jednym z bębniarzy na sektorze „O”. Sama pani Agnieszka nie ukrywa dumy. „Oczywiście, że jestem dumna z niego, że ma taką pasję. Cieszy mnie, że wśród kibiców jest rozpoznawalny. Myślę, że jest też szanowany w tym gronie”.Żużel potrafi też połączyć całą rodzinę przed telewizorem. Jedno ze wspomnień Agnieszki Sobczyńskiej pokazuje, jak wielkie emocje wywołuje ten sport nawet poza stadionem.„Siedzieliśmy w domu i oglądaliśmy transmisję w telewizji. Oczywiście dzieci bardzo chciały kibicować. Córka wzięła garnek, łyżkę i jako bębniarz bębniła, był szał ciał, krzyki w domu. Ja mówię: «Uspokójcie się! Okna w domu są pootwierane, bo jest już w miarę ciepło. Sąsiedzi nie będą wiedzieli, o co chodzi»”.
Dla wielu mam żużel stał się również miejscem budowania relacji i poznawania ludzi. Doskonale opowiadała o tym Agnieszka Wałęska, która na stadion przychodzi ze swoją rodziną.„Pierwszy raz na żużel przyjechałam w zeszłym roku z mężem. Gdy mecz dobiegł końca, nie wyobrażałam sobie, że nie pojawię się na kolejnych rozgrywkach”.Najbardziej urzekły ją emocje i atmosfera. „Kibicowanie, trzymanie kciuków za swoją drużynę bez zwracania uwagi na to, czy jest dobrze, czy jest źle. Po prostu zawsze jesteśmy z nimi”. Jak sama podkreśla, żużel najlepiej zrozumieć na żywo. „Dopiero po doświadczeniu tego, zobaczeniu na własne oczy, człowiek może się zachwycić. Gwarantuję, że mało kto powie, że więcej nie pójdzie na mecz”.
Piękną historią podzieliła się również Katarzyna Jędrzejczak, która swoją przygodę z żużlem zaczynała jeszcze jako mała dziewczynka w latach 70.„Za każdym razem, gdy mój tato chciał iść na hokej, boks czy żużel, mama mówiła: „Zabierasz Kasię”. Tata odpowiadał: „Ale dziewczynę na taki mecz?”. Na co mama: „Trzeba było chłopaka zrobić”. I tak za tatą dreptałam na boks, hokej i żużel”. Dziś sama przekazuje tę pasję kolejnym pokoleniom. „Od kiedy na świat przyszły wnuki, pakujemy całą ekipę i ruszamy na mecz razem”. Jak przyznaje, najbardziej kocha stadionowe emocje. „Możliwość wyżycia się, krzyki, klaskanie, wuwuzele. Ubieram się specjalnie na ten dzień, mam biało-niebieską opaskę na głowę i szalik”.
Linki do wywiadów:
https://www.lodzkizuzel.pl/czytelnia/34/zaczelo-sie-od-mamy/#read
https://www.lodzkizuzel.pl/czytelnia/40/mama-zona-fanka/#read
https://www.lodzkizuzel.pl/wkrec-sie/13/dla-mnie-to-zawsze-spektakl/#read

