Tylko 28 punktów w Bydgoszczy
Pisanie tekstu po takim meczu wcale nie jest ani proste, ani przyjemne. Można najprościej „przejechać po kracie”, do tego dorzucić coś mocniejszego i pewnie świetnie będzie się klikało. Jednak nie o to chyba nam tutaj chodzi. Mecz zapowiadany był jako hit kolejki, a wyszedł z tego kit, jednak wyłącznie w wykonaniu łódzkiej drużyny. Tak naprawdę nie stało się jednak nic, czego nie można było przewidzieć, ponieważ pompowanie balonika przed tym spotkaniem okazało się po prostu za duże. I nie mam tutaj na myśli działań łódzkiego klubu. Żużlowy świat bardzo chciał chyba zobaczyć w Bydgoszczy mecz, który na ten moment nie miał prawa się odbyć.
Pojedyncze próby
Pisanie, że Bydgoszcz miała mecz pod kontrolą, gdy spojrzymy na wynik, będzie truizmem. Gospodarze po prostu robili swoje, a łódzcy zawodnicy od czasu do czasu przypominali sobie, że też są na torze. Były to jednak pojedyncze wyskoki i do tego nierówne – gdy dany zawodnik błysnął w jakimś wyścigu, gasł w kolejnym.
Początek miał nam dać nadzieję, że będzie w tym meczu trochę emocji. Pierwszy bieg przyniósł upadek Villadsa Nagela tuż po starcie. W powtórce udało się jednak temu zawodnikowi zdobyć dwa punkty i był to – jak się później okazało – jego najlepszy biegowy dorobek w tym meczu. To był najsłabszy występ młodego lidera łódzkiej drużyny. Bieg juniorski pokazał to, co w sumie wiedzieliśmy już wcześniej – w tych formacjach między zespołami jest po prostu przepaść. Mnóstwo emocji było w trzecim starciu, gdzie świetnie pojechał Oliver Berntzon i utrzymał prowadzenie mimo wściekłych nacisków Krzysztofa Buczkowskiego. Punktowaną pozycję zajmował także Zach Cook, ale na samej mecie minął go Aleksandr Łoktajew i skończyło się tylko remisem. W kolejnym biegu kapitalnie pokazał się Szymon Szlauderbach, który wygrał, ale za jego plecami przyjechali rywale, więc znów zanotowaliśmy biegowy remis. Patrzyliśmy jednak na wynik 15:9 z nadzieją, że może w kolejnych seriach coś dorzucą pozostali zawodnicy i uda się utrzymać z gospodarzami bliski kontakt.
Budowanie nokautu
W drugiej serii, a dokładnie w szóstym wyścigu, świetnie zaprezentował się Cook, który pognał po wygraną, a punkt dorzucił Marcin Nowak. Dzięki temu Orzeł wygrał swój pierwszy bieg w tym meczu. Jak się potem okazało, było to jedyne drużynowe zwycięstwo łódzkiej ekipy tego dnia. Sam Cook był bardzo powtarzalny w swoich zdobyczach: przywoził albo trójki, albo zera, z jednym odstępstwem na jeden punkcik.
Liczyliśmy, że Berntzon, który tak dobrze pokazał się w pierwszej serii, będzie w stanie dalej stawiać się gospodarzom. I próbował to robić, jednak efektem tego były już same „jedynki”. Szlauderbach też pokazywał ambicję, ale za wrażenia artystyczne na torze punktów niestety się nie przyznaje. Po pierwszej „trójce” w kolejnych startach uzbierał razem już tylko trzy punkty.
Im dalej w mecz, tym pewniej czuła się Bydgoszcz, a po zawodnikach Orła było widać coraz mniej wiary. Po dziewiątym starciu, które zakończyło się remisem po wreszcie dobrym biegu Nowaka (prowadził od startu przed Woźniakiem i Przyjemskim), wydarzyło się coś, co wcale nie tak często można oglądać na żużlowych torach. Przy wyniku 34:20 zaczęła się potężna seria gospodarzy, którzy wygrali cztery biegi z rzędu w stosunku 5:1. To właśnie wtedy została zbudowana ta wstydliwa przewaga. W biegach nominowanych Orła było stać tylko na remis w czternastym starciu dzięki Cookowi. Przed ostatnim wyścigiem dnia pytanie brzmiało już tylko: czy uda się przekroczyć barierę 30 punktów? Nie udało się, bo ostatnie starcie znów zostało przegrane podwójnie.
Jechać dalej
Po meczu oczywiście można było usłyszeć, że „jest nad czym pracować”. To takie sportowe banały – pewnie, że zawsze trzeba pracować. Nie ma jednak co wpadać w panikę, bo prawda jest trochę bardziej skomplikowana niż sam kontekst dzisiejszego wyniku. I leży ona zapewne w zupełnie też w innym miejscu niż wysokie, drugie miejsce w tabeli. Gdzieś pośrodku tego wszystkiego jest realna siła dzisiejszego Orła. Warto, abyśmy teraz nie zapominali o tym, co już w tym sezonie udało się zbudować. Przed Orłem trzy mecze u siebie i to jest naprawdę duża szansa, by mocno utwierdzić swoją pozycję w górnej części tabeli.
Łukasz Bazylewicz
Abramczyk Polonia Bydgoszcz - H.Skrzydlewska Orzeł Łódź 62:28
Abramczyk Polonia Bydgoszcz
9. Szymon Woźniak - 13+1 (3,3,2,3,2*)
10. Bartosz Nowak - ns (-,-,-,-)
11. Kai Huckenbeck - 11+1 (1,2*,3,3,2)
12. Aleksandr Łoktajew - 9+4 (1*,3,2*,2*,1*)
13. Krzysztof Buczkowski - 13 (2,2,3,3,3)
14. Maksymilian Pawełczak - 4+2 (2*,1*,1)
15. Kacper Andrzejewski - 5+1 (3,0,2*)
16. Wiktor Przyjemski - 7+3 (2,2*,1*,2*)
H.Skrzydlewska Orzeł Łódź
1. Marcin Nowak - 4 (0,1,3,0,0)
2. Zach Cook - 7 (0,3,0,1,3)
3. Villads Nagel - 3 (2,1,0,0)
4. Szymon Szlauderbach - 6 (3,0,2,1,0)
5. Oliver Berntzon - 7 (3,1,1,1,1)
6. Krzysztof Lewandowski - 0 (0,0,-)
7. Kacper Halkiewicz - 1 (1,0,0)
8. Seweryn Orgacki - 0 (0)
1. (63,03) Woźniak, Nagel, Huckenbeck, Nowak - 4:2 - (4:2)
2. (63,13) Andrzejewski, Pawełczak, Halkiewicz, Lewandowski - 5:1 - (9:3)
3. (62,49) Berntzon, Buczkowski, Łoktajew, Cook - 3:3 - (12:6)
4. (62,51) Szlauderbach, Przyjemski, Pawełczak, Lewandowski - 3:3 - (15:9)
5. (63,36) Łoktajew, Huckenbeck, Nagel, Szlauderbach - 5:1 - (20:10)
6. (62,96) Cook, Buczkowski, Nowak, Andrzejewski - 2:4 - (22:14)
7. (62,17) Woźniak, Przyjemski, Berntzon, Halkiewicz - 5:1 - (27:15)
8. (62,60) Buczkowski, Szlauderbach, Pawełczak, Nagel - 4:2 - (31:17)
9. (62,45) Nowak, Woźniak, Przyjemski, Cook - 3:3 - (34:20)
10. (62,13) Huckenbeck, Łoktajew, Berntzon, Orgacki - 5:1 - (39:21)
11. (62,87) Woźniak, Łoktajew, Szlauderbach, Nowak - 5:1 - (44:22)
12. (63,40) Huckenbeck, Andrzejewski, Cook, Halkiewicz - 5:1 - (49:23)
13. (63,48) Buczkowski, Przyjemski, Berntzon, Nagel - 5:1 - (54:24)
14. (62,53) Cook, Huckenbeck, Łoktajew, Nowak - 3:3 - (57:27)
15. (62,68) Buczkowski, Woźniak, Berntzon, Szlauderbach - 5:1 - (62:28)



