Ostatni taki sezon
Patrycja Pąśko: To Twój ostatni sezon w roli juniora. Czy nakłada to na Ciebie dodatkową presję, czy raczej motywuje do działania?
Krzysztof Lewandowski: Tak, to mój ostatni rok w gronie młodzieżowców. Staram się jednak nie nakładać na siebie zbędnej presji. Nie podchodzę do tego na całkowitym luzie, bo jestem bardzo skoncentrowany i wiem, że walczę o jak najlepszy wynik oraz swoją dalszą przyszłość w sporcie, ale jednocześnie staram się po prostu cieszyć jazdą. Chcę wyciągać wnioski z każdego startu i doceniać miejsce, w którym się znajduję.
Jak wyglądały Twoje przygotowania do sezonu — nie tylko pod kątem sportowym i technicznym, ale też mentalnym?
Tej zimy nie korzystałem zbyt intensywnie z pomocy psychologa czy trenera mentalnego. Oczywiście w momentach, gdy czułem, że potrzebuję wsparcia, brałem udział w takich zajęciach, ale w tym roku założyłem, że to sala treningowa będzie moim najlepszym „psychologiem”. Spędzałem mnóstwo czasu na bieżni i na treningach siłowych – to tam budowałem pewność siebie.
Jak czujesz się po sparingach? Wypadłeś w nich bardzo obiecująco. Jak jeździło Ci się na Moto Arenie w warunkach meczowych?
Czuję się całkiem dobrze. Wiem, że muszę jeszcze nieco popracować nad dopasowaniem sprzętu, ale cieszę się, że podczas meczów kontrolnych mogłem przetestować różne silniki i przełożenia. Sprawdzałem też swoje nastawienie oraz to, jak zachowuję się w ferworze walki na torze. Te sparingi dostarczyły mi wielu cennych wniosków i mam nadzieję, że wyciągnięte lekcje zaprocentują w lidze.
Jakie masz konkretne cele na ten nadchodzący sezon?
Chcę przede wszystkim czerpać jak najwięcej przyjemności z samej jazdy. Wierzę, że jeśli głowa będzie „czysta”, to dobre wyniki przyjdą same.
Pierwszy mecz jedziecie na wyjeździe. Z perspektywy zawodnika to dobra sytuacja, czy jednak wolałbyś zaczynać u siebie?
Szczerze mówiąc, to mecz jak każdy inny. Nigdy nie odczuwałem dużej różnicy między startami u siebie a na wyjeździe — nawet jeśli były to derby czy ważne spotkania w fazie play-off. Do każdego startu podchodzę tak samo. W Rzeszowie czuję się dobrze, zawsze lubiłem tamtejszy tor i nigdy nie zanotowałem tam słabszych zawodów. Nie odczuwam więc żadnego dyskomfortu z powodu tego, że zaczynamy właśnie tam.

