„Byli Państwo znakomici”
To była taka impreza na otwarcie sezonu w Łodzi, jakiej tutaj bardzo potrzebowano. Często mówi się, że to miasto jest przeklęte dla żużla, jednak po raz kolejny przy okazji dużego wydarzenia trybuny zapełniły się bardzo gęsto. Może nie do ostatniego miejsca, jednak taką Moto Arenę aż chce się oglądać.
Najlepsi światowi żużlowcy przyciągnęli kibiców z całej Polski, ale także w bardzo dużej liczbie z Łodzi i okolic. Było to słychać, gdy fanów wywoływał świetnie prowadzący imprezę Jacek Dreczka. Był on zdecydowanie jednym z jasnych punktów tego wieczoru. Żużel to show, także między wyścigami, a Dreczka złapał – zresztą kolejny raz – świetny kontakt z publiką na stadionie. To właśnie z jego słów: „Byli Państwo znakomici”, zbudowaliśmy tytuł tego komentarza.
Sportowo, jak na początek sezonu, było na pewno ciekawie. Mieliśmy dobrze przygotowany tor, który wraz z kolejnymi biegami „otwierał się” coraz bardziej. Służyło to rywalizacji i mijankom, które tak elektryzują kibiców. Stawka mocno się tasowała i nie brakowało zaskoczeń, co świetnie budowało dramaturgię tego wieczoru. Dość wspomnieć, że w finale zabrakło jednego z głównych faworytów, Bartosza Zmarzlika. Pojechał w nim natomiast Martin Vaculík, który po rundzie zasadniczej był dopiero dziewiąty.
Wygrał Brady Kurtz. Sam zawodnik często podkreśla, że łódzki tor jest jednym z jego ulubionych – jeździł tu przecież w barwach Orła i po prostu lubi się tu ścigać. Widać było, że spora część publiki mocno wspierała Australijczyka, więc mamy tu mały, łódzki akcent historyczny.
Z kolei jak najbardziej teraźniejszym łódzkim akcentem było pojawienie się na torze w 17. biegu Villadsa Nagela. Świeży nabytek łódzkiego zespołu wyjechał jako rezerwowy po tym, jak Michael Jepsen Jensen dotknął taśmy. Rywali miał znakomitych, bo pod taśmą stanął obok Zmarzlika, Kurtza i Łaguty. Nagel pokazał zarówno żużlowy „ząb”, jak i szybkość, dając sobie radę z byłym mistrzem świata, Artiomem Łagutą. Mówiąc brutalnie: trochę „wywiózł go”, a potem nie oddał punktowanej, trzeciej pozycji. Zostało to przyjęte na trybunach euforycznie.
Niestety nie obyło się bez wpadek. Nie działający telebim utrudniał części kibiców – szczególnie tym bywającym na żużlu sporadycznie – śledzenie wyników i punktacji. Jednak największym problemem okazała się maszyna startowa. Postanowiła ona chyba przejąć kontrolę nad zawodami, a nierówne starty powodowały kolejne powtórki. W sumie aż pięć razy taśma poszła nierówno. W jednym przypadku sędzia zdecydował o powtórce wyścigu dopiero po jego zakończeniu.








