Sport indywidualny, ale to drużyna daje wsparcie
Jakie są założenia na starcie obozu?
Krzysztof Lewandowski: Integracja jest bardzo ważna. Pomimo tego, że żużel to sport indywidualny i każdy z nas ma świadomość bycia osobną jednostką, to jednak tworzymy zespół. Drużyna jest po to, aby wspierać się w ciężkich momentach i pomagać sobie nawzajem. A do tego potrzebne są dobre relacje. Dlatego oprócz wspólnych treningów, integracja i wspólnie spędzony czas są na takich obozach kluczowe.
Na obozie przede wszystkim chodzi o to, żeby się „nie zajechać” i w dobrej formie dotrwać do ostatniego dnia. Ważna jest też rywalizacja z chłopakami – to fajna część zgrupowania, kiedy możemy się sprawdzić i zobaczyć, jak wypadamy na tle kolegów.
Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni, bo za nami dopiero pierwszy trening. Wydaje mi się, że trener trochę nas testuje i sprawdza, ile jesteśmy w stanie wytrzymać. Myślę jednak, że przez lata przygotowań zbudowaliśmy taką odporność na przeciążenia, że jesteśmy w stanie dosyć szybko się regenerować.
Częsty dylemat w dzisiejszym żużlu: co jest ważniejsze – maszyna czy człowiek?
Myślę, że w dzisiejszych czasach maszyna oraz ludzie, których dobieramy do współpracy, są niezwykle istotni. Oczywiście talent i profesjonalizm zawodnika mają ogromne znaczenie – jeśli na przykład ktoś ważyłby ponad 70 kilogramów, to motocykl nie pojedzie tak, jak powinien. Żyjemy jednak w czasach, w których niemal wszystko zależy od przełożeń. Mamy świetny przykład: nawet Bartek Zmarzlik potrafi przegrać bieg i przywieźć „zero”, jeśli pomyli się z ustawieniami. Myślę, że rozkłada się to mniej więcej w proporcji 60 do 40 procent na korzyść maszyny.

