Trzeba celować w pierwszą czwórkę
Od samego początku istnienia portalu najbardziej zależało nam na Waszej aktywności. To się nie zmieniło, a wręcz planujemy to zaangażowanie rozszerzać. Dlatego publikujemy ciekawy głos jednego z kibiców łódzkiego Orła przed zbliżającym się sezonem. Mateusz Ruprecht pisze o rywalizacji w składzie, zmianach wokół klubu i korzyściach z braku zdecydowanego lidera.
Nastroje przed nadchodzącymi rozgrywkami są tym razem zdecydowanie bardziej stonowane niż rok temu. Do nowego sezonu podchodzę z większym chłodem i dystansem. Poprzednie rozgrywki, mimo dużych nadziei i głośnych nazwisk w składzie, przyniosły sporo rozczarowań, złych emocji i decyzji, które z perspektywy czasu trudno uznać za trafione. To wszystko sprawiło, że dziś entuzjazm miesza się z ostrożnością.
Uważam jednak, że chłopaki „będą gryźć tor”. Zarówno Zach Cook, jak i Dan Thomson będą chcieli się bardzo dobrze pokazać, bo oni dopiero zaczynają przygodę w naszej lidze. Na pewno mocnym punktem drużyny będzie Villads Nagel – kwestia tylko, żeby ci młodzi zawodnicy się nie spalili.
Istotnym atutem obecnego składu może być także rywalizacja wewnętrzna. Szeroka kadra sprawia, że każdy musi trzymać rękę na gazie i regularnie potwierdzać swoją formę. Brak komfortu „pewnego miejsca” w składzie ma działać mobilizująco, a nie destrukcyjnie. To również zabezpieczenie na wypadek kontuzji czy słabszej dyspozycji – coś, czego w poprzednich sezonach często brakowało.
Nie spodziewam się jednego wyraźnego lidera, który będzie kręcił kosmiczne średnie biegowe powyżej 2,5. Uważam natomiast, że mimo faktu, iż wszyscy eksperci spisują Orła na straty, będzie to mocna drużyna. Nie mamy wielkich nazwisk, ale uważam, że w żużlu nie zawsze są one potrzebne.
Jeśli chodzi o końcowy układ tabeli, wierzę w miejsce w pierwszej czwórce. Czas pokaże też, jak ta drużyna będzie prowadzona. Myślę, że nie ma jednego, wielkiego faworyta ligi. Niby Wilki Krosno są uznawane za takowego przez wszystkich, natomiast proszę zauważyć, że jeśli jakakolwiek kontuzja przydarzy się Jasonowi Doyle’owi, stają się średniakami – oczywiście nie umniejszając żadnemu innemu zawodnikowi.
Kwestią, którą warto jeszcze poruszyć, jest to, co dzieje się wokół klubu i osób zarządzających. Orzeł Łódź przestaje być, moim zdaniem, klubem chaotycznym. Nie wiem, czy to zasługa pana Konikiewicza, pana Skrzydlewskiego, czy też innych ludzi, ale proszę zauważyć, że Orzeł zaczyna być klubem poukładanym. Zaczyna być organizacją, która naprawdę może aspirować do Ekstraligi. Może jeszcze nie w tym sezonie, chociaż i w tym na pewno może popsuć sporo krwi rywalom.
Moim zdaniem świetnym ruchem są pierwsze dwuletnie kontrakty z młodymi chłopakami. To pokazuje, że jako klub chcemy czegoś więcej, a drużyna nie jest budowana tylko jako chwilowa „przejściówka”. Ale jak będzie w rzeczywistości – to zobaczymy w trakcie sezonu i po jego zakończeniu.
Mateusz Ruprecht

