Nie chciałem odchodzić
Dlaczego wróciłeś do Łodzi i jaki masz plan na najbliższy sezon?
Tak naprawdę nigdy nie chciałem odchodzić. W zeszłym roku czekałem tak długo, jak tylko mogłem, ale w pewnym momencie prezes Witold Skrzydlewski powiedział, że kończy z żużlem. Nie mogłem dłużej zwlekać, inaczej chętnie bym został. Plan jest prosty: wygrywać i być coraz lepszym. Miałem naprawdę trudny sezon, dlatego zamierzam bardzo ciężko pracować, żeby wrócić silniejszy. Moto Arena to mój ulubiony tor. Było to widać po wynikach rok temu i chcę to powtórzyć.
Jakie są Twoje cele na kolejne lata i gdzie będziesz startował za granicą?
Nie mam jednego konkretnego celu. Muszę po prostu dalej ciężko pracować, znaleźć znowu dobre silniki, wejść w rytm, jaki miałem kilka lat temu i zacząć wracać do tamtego poziomu. W zbliżającym się sezonie za granicą będę reprezentował Indianernę Kumla oraz Örnarnę Mariestad.
Nie jesteś pierwszym żużlowcem w swojej rodzinie. Czy miało to wpływ na Twój start i rozwój kariery?
W Szwecji to właściwie warunek konieczny, żeby w ogóle zacząć jeździć – trzeba mieć członka rodziny albo kogoś bliskiego, kto się ścigał. Powiedziałbym więc, że tak – zapewne w ogóle nie zacząłbym jeździć, gdyby nie to.Wychowywałem się na stadionie w Gislaved, gdzie najpierw jeździł mój dziadek, a potem tata, który później został trenerem w zespole Lejonen.
Kiedy pojawiła się myśl o startach w Polsce? Czy dostrzegasz różnice między ligami?
Taka myśl towarzyszyła mi od zawsze, bo w Polsce jeździli wszyscy najlepsi. Miałem kilka przymiarek dzięki kontraktom warszawskim i sparingom, ale tak naprawdę zacząłem jeździć na poważnie od 2014 roku w Opolu. Pod względem samego ścigania nie widzę wielkich różnic. Jedyna odczuwalna kwestia to presja ze strony otoczenia, która oczywiście wynika z dużej publiczności i większych pieniędzy.

