12/08/2026
Start News Decyzja podyktowana dobrem klubu

Decyzja podyktowana dobrem klubu

Jan Konikiewicz, dyrektor zarządzający H. Skrzydlewska Orzeł Łódź, był gościem programu „Kolegium Żużlowe”. W trakcie rozmowy odpowiedział na liczne pytania, które w ostatnich dniach nurtują kibiców łódzkiej drużyny.
Jan Konikewicz

Mówił między innymi o tym, jakie były kulisy rozstania z trenerem Januszem Ślączką, z jakimi wewnętrznymi problemami boryka się klub oraz jakie są plany na bieżący sezon. Mamy zapis najważniejszych fragmentów.

 

Powody rozstania z trenerem Januszem Ślączką

Jan Konikiewicz: Powodów było dużo. Ostatnia sytuacja tylko przyspieszyła pewne rzeczy, na które zwracaliśmy uwagę już od jakiegoś czasu. Tylko w przeciwieństwie do trenera, staramy się takie rzeczy załatwiać w swoim gronie klubowym – zarząd, pion sportowy. Jasno to artykułowaliśmy, on doskonale wiedział, co mamy na myśli – to nie są żadne gierki. To nie jest tak, że to jest efekt ostatniego meczu, tylko to już się ciągnie od dłuższego czasu i dotyczy wielu aspektów, o których nie chcieliśmy mówić i w sumie dalej nie chcemy, ale powoli zaczynamy rozumieć, że rzeczywiście może to na zewnątrz wyglądać niepokojąco, chaotycznie dla kibiców, dlatego może pewne rzeczy należałoby powiedzieć. Mogę na 100% podkreślić, że tych przyczyn było dużo i że to jest efekt kilkutygodniowych rozmów.

Jasno określaliśmy, co musi ulec zmianie. Dla mnie menedżer żużlowy, trener żużlowy to jest przede wszystkim osoba, która dba o dobrą atmosferę, o dobrą komunikację, która nikogo nie faworyzuje, która umie odpowiadać na wszelkiego rodzaju zapytania – głupie, mądre, potrzebne, mniej potrzebne – z każdego obszaru działalności klubu. Przede wszystkim musi dbać o spokój zawodników, o wizerunek w mediach. Musi dbać o to, żeby tor był powtarzalny. I tak samo, jeżeli mamy zawodników zagranicznych, to ta komunikacja musi przebiegać co najmniej dobrze, albo chociaż muszą być podejmowane próby tej komunikacji, zwłaszcza jeżeli mamy taką sytuację, jak u nas w klubie, gdzie jeden z zawodników tak naprawdę dopiero zaczyna swoją profesjonalną karierę, jest elementem rotacji składu. Więc te rzeczy są bardzo delikatne i po pierwsze trzeba zadbać o komunikację, a po drugie, w momencie, kiedy pewne decyzje sami ogłaszamy, trzeba wziąć na siebie za to odpowiedzialność. Bardzo wiele rzeczy poszło nie tak. Mogę powiedzieć, że przed meczem z Unią Leszno nasz toromistrz i Janusz Ślączka zostali odsunięci od przygotowań torowych do meczu. Teraz byliśmy w takiej sytuacji ekstremalnej, wiedzieliśmy, że glinki jest za mało. Kilka dni przed zawodami poprosiłem o oficjalne spotkanie na piśmie, z adnotacją „ważne, pilne”, że musimy spotkać się dwa dni przed meczem – trener, toromistrz i cały sztab, bo przewiduję, że będzie tak i tak. Nie mówię tego z satysfakcją, tylko po prostu w poniedziałek przed tym czwartkiem spodziewałem się, że to może wszystko się tak potoczyć, i to nie była niczyja wina, i chcieliśmy zamknąć to we własnym gronie. Niestety na tym spotkaniu trener i toromistrz się nie pojawili. Wtedy już była taka czerwona kartka. Co się potem wydarzyło, to już Państwo widzieli sami. Mogę tylko przeprosić całe środowisko i kibiców za to, że byli świadkami tego, bo to jest przykre.

 

O tym, kto podjął decyzję o zmianach w sztabie 

To była bardzo burzliwa jesień. Janusz Ślączka miał duży udział w kreowaniu tego zespołu i on już tutaj pracował, zanim został realnie zatrudniony. Jest bardzo blisko pana Skrzydlewskiego, bardzo dobrze się znają. Mają duże zaufanie do siebie wzajemne. Z bardzo dużym respektem i szacunkiem podchodziliśmy do decyzji Janusza. W momencie, kiedy zaczęliśmy rozmawiać o tym, że coś nam się nie podoba, to liczyliśmy jednak na dialog, a skończyło się takim typowym syndromem oblężonej twierdzy. Mogę też podać przykład takiej komunikacji medialnej, która mi się bardzo nie podoba. Przed tym meczem w Krośnie mieliśmy zupełnie inne plany treningowe ogłoszone przez trenera bez żadnej konsultacji. On ogłosił, że trenujemy w Łodzi dwa dni przed meczem. Rozdzwoniły się telefony do mnie, do kierownika drużyny od zawodników, że to przecież nie ma żadnego sensu. Dlaczego nie pojedziemy na jakiś długi tor? Wiadomo, nam nie jest łatwo w tym czasie pojechać na długi tor, bo nikt nas nie chce wpuścić, bo jesteśmy w tej samej lidze. Tak naprawdę został nam Lublin, który miał mecz w piątek w Grudziądzu. Wzięliśmy z Maciejem sprawy w swoje ręce – kilka telefonów, kilka próśb i się udało. Lublin pomógł nam tę sobotę dobrze przepracować. Uważam, że to był jeden z głównych elementów, który zadecydował o tym, że w Krośnie było dobrze. W przestrzeni medialnej pojawiła się ta informacja i że to był dobry pomysł. Są miliony dowodów z wypowiedzi, tekstów i tak dalej, że Janusz Ślączka był gorącym przeciwnikiem tego, nie dołożył nawet ręki do tego, żeby ten trening w Lublinie się odbył, a potem kilka dni później w mediach przedstawiał tę sytuację zupełnie inaczej. To jeden z takich przykładów, które pokazują, że nie da się w tak zdestabilizowanej sytuacji funkcjonować. Mamy zbyt poważną misję do wykonania – to jest świetny stadion, świetny klub, świetne miasto i chcemy obronić tę ligę. A jeżeli mamy teraz polegać na swoim torze, na tym, że on będzie przygotowany tak jak trzeba, że zrobimy wszystko na tip-top, to trzeba rozmawiać, a te ostatnie trzy tygodnie i ta sytuacja z ubiegłego tygodnia moim zdaniem definitywnie pokazały, że to jest niemożliwe w tej konfiguracji ludzi. W stosunku do Macieja miałem też bardzo duże zastrzeżenia na początku sezonu. On o tym wie i o tym rozmawialiśmy, no i jakoś się dogadaliśmy. Uważam, że po prostu w tym kierunku należy iść. Klub to duży, żywy organizm. Są tutaj nowi zawodnicy, niektórzy się znają bardziej, niektórzy mniej, trzeba nad tym pracować. Bez komunikacji, bez prawdomówności nie jesteśmy w stanie funkcjonować. Uważam, że teraz sytuacja się bardzo oczyściła. Prezes Skrzydlewski bardzo ostrożnie podchodził do tej decyzji, bo on przez te 20 lat nigdy nie zwolnił trenera w ciągu sezonu. Ale postanowiliśmy coś zmienić, póki jest na to czas, żeby potem na koniec sezonu nie powiedzieć: „no dobra, no ja wiedziałem, że to się nie uda, ale co mieliśmy zrobić”. Biorę pełną odpowiedzialność za to, co się teraz tu dzieje. Mamy dobrą energię, mamy dobry team, mamy dobrych zawodników i ja wierzę, że się utrzymamy. 

Chcę powiedzieć z całą stanowczością i z odpowiedzialnością, że decyzje o zmianach personalnych zostały jednogłośnie przez zawodników przyjęte z entuzjazmem. Kilka tygodni temu, kiedy pojawiły się opinie o tym, że coś nie gra, pewne rzeczy nie wychodzą tak, jak trzeba, zorganizowaliśmy anonimową ankietę. Zawodnicy nie znają do dzisiaj jej wyników. Zna je zarząd i sztab szkoleniowy, oczywiście łącznie z Januszem, bo umawialiśmy to wspólnie. Jej wyniki – żółta kartka dla sztabu trenerskiego. Niektórzy wzięli to sobie do serca, zaczęli nad tym pracować i ta współpraca w ostatnich tygodniach naprawdę super wyglądała, a niektórzy się odizolowali, odwrócili plecami i zaczęli wykonywać rzeczy, które nie będą w klubie profesjonalnym, zawodowym akceptowane. 

 

O wypowiedziach po meczu z Rzeszowem

W obowiązkach trenera w pierwszym punkcie jest to, że ma panować nad torem. Mógł dobrać sobie toromistrza takiego, jak chciał. Nikt nie utrudniał mu tej współpracy. Budowaliśmy wszelkie możliwe narzędzia, dawaliśmy wszystko jako klub z tej organizacyjnej strony, żeby w tym sektorze działało.

Trener ma do dyspozycji sprzęt, ma do dyspozycji ludzi, którzy nadzorują pewne prace. Trener i toromistrz mają za zadanie doprowadzić to do takiego stanu, jak był na środowym treningu, bo po to na przykład Andreas zwolnił się z meczu w lidze duńskiej, żeby potrenować w środę. Wszyscy w środę byli zadowoleni. Zgadzam się, że o 14.00 tor był regulaminowy, ale znacząco odbiegał od tego, co było wcześniej i po prostu ta sytuacja się powtórzyła po raz enty.

Wracając do meczu z Lesznem też na treningu mieliśmy kartoflisko, też mieliśmy gigantyczne problemy. Zostały zamówione dodatkowe usługi w trakcie treningu, na którym była obecna cała drużyna, więc trzeba było go przerwać.  Wówczas odsunęliśmy trenera i toromistrza od przygotowania toru do meczu z Lesznem.

Nie obwiniam trenera Ślączki za tę konkretną sytuację, tylko obwiniam za całość tego, co się tutaj dzieje, bo jeżeli ktokolwiek źle polewał ten tor, to cały czas było to pod egidą toromistrza i trenera Ślączki. Jeżeli coś było nie tak, to trzeba było to powiedzieć, ale nikt takiej informacji nie dostał.

 

O stanowisku toromistrza

My takie rzeczy chcemy zamykać w swoim gronie. Dla publiczności żużlowej większość rzeczy powinna kręcić się wokół akcji na torze, a nie tego, co dzieje się za kulisami. Wskazywanie palcami, kto, co, gdzie i jak, to nie jest w naszym stylu i będę to dalej powtarzał. Okej, dzisiaj trochę się z tego wyłamuję, bo po prostu jestem sfrustrowany i zmęczony tym wszystkim, co się naokoło dzieje. Więc jeżeli chodzi o postać toromistrza, na ten moment jest u nas w klubie, mam nadzieję, że się porozumiemy. Działamy aktywnie, o czym też dobrze wiecie, bo mamy zawieszoną licencję.

Decyzja podyktowana dobrem klub
Decyzja podyktowana dobrem klub

O zawieszonej licencji

Trochę nawaliliśmy w niedzielę, możemy przyznać, że tak było. Wynikało to z okna pogodowego, z pilnej potrzeby dosypania glinki, z dostępności odpowiednich ludzi i sprzętu. Te prace były wykonywane w bardzo dziwnych godzinach nie dlatego, że tak zaplanowaliśmy, tylko po prostu to była jedyna możliwość i tak naprawdę z godziny na godzinę podjęliśmy tę decyzję, nie zdążyliśmy poinformować PZM. W momencie, kiedy poinformowaliśmy, to już było za późno, automatycznie zgodnie z regulaminem tracimy licencję. Przyjęliśmy to ze spokojem, zrozumieniem. Na jutro jest zaplanowany odbiór toru i nie mam żadnych wątpliwości, że przebiegnie on okej. Także troszkę to burza w szklance wody. Znamienne jest też to, że informacji o utracie licencji nie było nigdzie w przestrzeni medialnej, nie było komunikatu PZM w tej sprawie, a jednak komuś zależało na tym, kiedyś może powiem komu, żeby to się dostało do mediów. Kiedyś powiem, bo taka jest teraz moda… Ktoś chciał, żeby to jak najszybciej się rozlało, żeby wzbudzić sensację.

 

O planach na przyszłość

Kto może nam pomóc w zapełnieniu trybun? Zmiany, które przeprowadziliśmy. To są rzeczy stabilizujące, a nie destabilizujące ten klub.

Tor od niedzieli dobrze wygląda. Gdybyśmy mogli, to chcielibyśmy jechać już dzisiaj, pojutrze mecze, ale pogoda jest, jaka jest. Jesteśmy gotowi do walki w tych decydujących meczach.

Te wszystkie awantury medialne, podsycanie jakiś kwestii, których nie powinno się wyciągać nie pozwalają na taki PR zaplanowany, na taki marketing, jaki byśmy chcieli. Ale też nie ukrywajmy, to wynik drużyny zapełnia trybuny, więc o to wszystko trzeba walczyć. Mecz z Krosnem na wyjeździe dał super energię.

Uważam, że jesteśmy teraz na dobrej ścieżce do tego, żeby po prostu tę jedność w zespole mieć, bo mamy naprawdę fajnych chłopaków i ekipę. Nie ma sensu, żebyśmy wkładali sobie kij w szprychy. Uważam, że więcej sobie zaszkodziliśmy sporem wewnątrz niż walką z przeciwnikami, ale to już się skończyło, jestem o tym przekonany. 

 

Cały wywiad trwał blisko 30 minut. Znajdziecie go poniżej:

Jan Konikiewicz w Kolegium Żużlowym

Wstecz