12/08/2026
Start News Psychika się uspokoiła. Teraz mogę robić swoje

Psychika się uspokoiła. Teraz mogę robić swoje

Po wysokiej porażce w Lesznie Robert Chmiel nie rozkłada rąk. Mówi wprost: psychicznie złapał już luz, a sprzęt pracuje jak trzeba. W pomeczowej rozmowie tłumaczy, co zawiodło w Lesznie, dlaczego zmiana motocykla była kluczowa i jak wyglądają nastroje w drużynie przed rewanżem z Unią.
Robert Chmiel

Trener mówił przed chwilą, że nie znasz jeszcze dobrze torów w tej lidze, a mimo to radzisz sobie świetnie. Z czego wynika to, że wyrastasz na lidera łódzkiej drużyny?

Miło to słyszeć. Staram się jak mogę, ciężko pracuję. Dzisiejsze zawody jechałem trochę w ciemno – nie miałem pojęcia, jakie ustawienia będą najlepsze. Miałem przygotowane dwie konfiguracje w motocyklach. Przez cztery wyścigi korzystałem z jednej, ale do biegu nominowanego wziąłem drugi motocykl – i to był strzał w dziesiątkę. Dowiozłem trzy punkty, co bardzo mnie cieszy. Niestety, jako drużyna przegraliśmy wysoko – 60:30. Żeby wygrywać, punktować musi więcej zawodników. W czterech meczu nie wygramy. Wiadomo – to trudny teren. Mam jednak nadzieję, że u nas w Łodzi będzie znacznie lepiej.

 

Co ten mecz może Wam dać? Ścigaliście się na trudnym torze z bardzo mocnym rywalem. Co można z tego wyciągnąć na przyszłość?

Trudno mi mówić za całą drużynę, mogę mówić za siebie. Muszę dalej ciężko pracować i cały czas szukać szybkości. Nie byłem w najlepszej dyspozycji na początku – punktowałem, ale czułem, że mogło być lepiej. Gdybym zrobił 15 punktów, drugi zawodnik też 15 – byłoby 30. A punkty muszą dorzucać wszyscy. Co z tym zrobić? To już zadanie dla sztabu i trenerów.

 

Pierwsza seria wyglądała nieźle. Trener mówi, że później za bardzo pozmienialiście ustawienia.

Zmiany były konieczne, bo tor się zmieniał. Z mojej perspektywy: co bieg – inne ustawienia. Pierwszy wyszedł naprawdę dobrze, kilku chłopaków miało trafione ustawienia. Potem jednak tor się zmieniał – jedni szli w dobrą stronę, inni nie. Ja też szukałem. Nie mogłem dowieźć trójki, męczyłem się. Przełom przyszedł w 14. biegu – zmieniłem motocykl. To już poważna decyzja, zwłaszcza gdy wcześniej zdobywasz dwa czy trzy punkty. Ale powiedziałem sobie: nie mam nic do stracenia. Wcześniej przywiozłem zero, więc zaryzykowałem – i to się opłaciło. Choć wiadomo, to trudny tor – nie jeździliśmy tu często. Byłem tu tylko raz w zeszłym roku, w zimowych warunkach. A Leszno? To czołówka Metalkas 2. Ekstraligi.

Psychika się uspokoiła. Teraz mogę robić swoje
Psychika się uspokoiła. Teraz mogę robić swoje

W przyszłym tygodniu rewanż w Łodzi. Uważasz, że możecie wygrać z Unią Leszno?

Uważam, że mamy więcej niż tylko szansę. To nasz tor – teraz lepiej go znamy. Na początku sezonu był dla wielu z nas nowością, ale teraz mamy już lepsze rozeznanie i trafiamy z ustawieniami. Czujemy się pewniej i będziemy szybsi na naszym torze. Powinniśmy ten mecz wygrać – nie ma innej opcji na tym etapie sezonu.

 

Jak na debiutanta w tej lidze prezentujesz się bardzo solidnie. Ostatnio przywozisz więcej trójek. To zasługa lepiej dogranego sprzętu czy oswojenia z poziomem ligi?

Raczej to drugie. Widzę różnicę w sobie. Przez pierwsze trzy mecze miałem taki stres, że sam sobie zabierałem punkty. Teraz wyniki na mecz to średnio 8, 9, 10 punktów. To cieszy. Czuję się lepiej, luźniej i bardziej pewny siebie, co daje mi większy komfort psychiczny i spokój na torze w kolejnych meczach. Na pewno sprzęt jest na podobnym poziomie od początku sezonu, tylko właśnie w głowie troszeczkę się uspokoiło. Bo naprawdę psychika to ciężki temat i po prostu teraz jest lepiej niż w tych pierwszych meczach. Te pewne punkty – jak powiedzmy 8, 9, 10 – dały mi ten spokój.

 

Jak leży Ci łódzki tor w porównaniu z innymi w Polsce?

Staram się mówić, że każdy tor jest dobry – kilka lat temu miałem inne podejście, wiele torów mi nie pasowało. Ale ostatnio większość zawodów wychodzi na plus. Polubiłem nawet te obiekty, które wcześniej omijałem szerokim łukiem. A łódzki tor? To dla mnie nowość – przed Orłem startowałem tu może trzy razy. Teraz to nasz domowy tor i czuję na nim jak w domu. To specyficzne miejsce – zawodnicy lubią na nim jeździć, więc trudno mówić o „atucie toru”, ale ja już naprawdę dobrze się tu czuję.

Robert Chmiel

Jak wygląda atmosfera w drużynie? Macie na koncie jedno zwycięstwo. Czy pojawia się już nerwowość, czy jeszcze jest spokój?

Z Krosnem liczyliśmy na wygraną, ale pogoda zrobiła swoje – tor się zmienił. Teraz nie ma innej opcji niż wygrywanie. Nie zakładamy już nic innego. Nawet jeśli wygramy tylko dwoma punktami, to i tak poprawi to atmosferę. A ta, mimo wyników, nie jest zła. Wiadomo – porażki rodzą frustrację i zaczyna się kombinowanie, ale trzymamy się razem. Jest na tyle dobrze, że nie wpływa to negatywnie na jazdę i nastawienie przed kolejnymi meczami.

 

Rozmawialiście w drużynie o tym, że Tarnów wygrał i zepchnął Was na ostatnie miejsce?

Na razie mamy remis – jedziemy z Ostrowem i Tarnowem. Wczorajszy mecz Tarnowa dużo nie zmienia. Nie możemy liczyć, że ktoś zakończy sezon z zerem. Musimy skupić się na sobie, punktować. U siebie nie możemy przegrywać – to klucz do utrzymania.

 

Masz jakiś ulubiony numer startowy?

Dla mnie numer nie ma większego znaczenia. Po prostu dostaję plastron i mówię: „Załóżcie mi go na plecy, bo sam nie mogę” – i jadę. Takie jest moje podejście. Muszę stanąć na polu, które mi przydzielono, i z niego wystartować. Wiadomo, że pierwsze i drugie pole w pierwszej serii na łódzkim torze może trochę pomaga, tak było w ostatnim meczu, ale prywatnie nie przywiązuję do tego wagi. Po prostu trzeba jechać.

 

Robert Kubica wygrał 24h Le Mans. Co o tym sądzisz?

Śledzę Kubicę od dawna. Przed zawodami sprawdzałem wyniki – jechał szybko, agresywnie. Z tego, co pamiętam, dostał 5 sekund kary, ale zdołał to odrobić. Świetna jazda i zasłużone zwycięstwo.

Wstecz