Chciałbym zostać w Orle na dłużej
Wywiady z obozu w Cetniewie
Można usłyszeć, jak mówią w kontekście Twojej osoby – ten, który ma w sobie sporo śrubek.
Pozbierało się ich przez te lata. W ubiegłym sezonie w czerwcu miałem najgorszy wypadek w swojej karierze. Złamałem rękę. Miałem uszkodzoną śledzionę. Trzeba ją było usunąć. Na szczęście można bez niej żyć. Dość szybko doszedłem do formy. Odpoczywałem przez dwa miesiące, przeszedłem rehabilitację, a potem rozpocząłem treningi. Jestem dobrze przygotowany do sezonu.
W jaki sposób się przygotowywałeś?
Ponieważ poprzedni sezon skończył się dla mnie szybko, miałem czas, żeby popracować z psychologiem sportowym. Zmieniłem też sposób trenowania. Na początku mojej kariery dużo pomagał mi tata, który też jeździł na motocyklach w zawodach. Z nim ćwiczyłem bardziej siłowo. Kiedy trafiłem do ekstraligi, bardziej stawiałem na ćwiczenia kardio i gimnastyczne. I tak trenowałem do zeszłego roku. To daje dobre wyniki na początku sezonu, niestety w jego trakcie, kiedy dużo się jeździ i już nie ma tyle czasu na treningi, to traci się moc. Dlatego tym razem zdecydowałem się przygotowywać do sezonu po staremu, jak to robiłem wcześniej i wydaje mi się, że to da lepsze wyniki.
Wspomniałeś o tacie. To dzięki niemu w Twoim życiu pojawił się żużel?
Zdecydowanie tak. Startował na trawie i na długich torach – był wicemistrzem Europy. Jeżeli chodzi o żużel, to jeździł w polskiej lidze między innymi w Pile i we Wrocławiu. Natomiast ja na początku trochę jeździłem na crossie, ale nie było na to pieniędzy. Tata miał znajomych z czasów, kiedy startował i w sumie to spowodowało, że zostałem żużlowcem. Na motocyklu jeżdżę od 12 roku życia, na żużlowy wsiadłem, kiedy miałem 14 lat i po pół roku wziąłem udział w pierwszych zawodach.
W jakich ligach oprócz polskiej jeszcze jeździsz?
Od pięciu lat jeżdżę także w lidze szwedzkiej i u siebie w Czechach.
W jakiej formie jest czeski żużel?
Z roku na rok jest na coraz gorszym poziomie. Nie ma pieniędzy na ten sport. Nie jest on propagowany. Nie pisze się o nim zbytnio. Ale ciągle są organizowane ważne wydarzenia, np. Grand Prix w Pradze czy Złoty Kask w Pardubicach.
Brałeś udział w tych zawodach?
Wygrałem nawet Złoty Kask w roku 2017. I to zwycięstwo dla mnie jako Czecha jest najważniejsze. Tym bardziej, że zawody odbywają się w mojej rodzinnej miejscowości. Czesi czekali aż 26 lat, żeby wygrał ich rodak. Ostatnim, który zwyciężył był Tomasz Topinka w 1996 roku.
Inne twoje ważne osiągnięcia sportowe?
Indywidualne mistrzostwo Europy w 2016 roku, trzecie miejsce rok później, trzecie miejsce w jednej z rund Grand Prix.
Byłeś w Wandzie Kraków, potem dwa lata w Rybniku, pięć lat we Wrocławiu, na chwilę wróciłeś do Rybnika, by na 4 lata zostać w Krośnie. A teraz zobaczymy Cię w barwach Orła Łódź.
I mam nadzieję, że będę mógł tu pojeździć wiele lat, bo nie lubię zmieniać klubów. Wiele wcześniejszych zmian nie wynikało z tego, że to ja chciałem odejść. Dlatego mam nadzieję, że Łódź będzie moim nowym domem.
Dlaczego Orzeł?
Po pierwsze, dlatego że to młoda drużyna, po drugie tworzą ją zawodnicy, którzy mają sporo do udowodnienia. Tak się złożyło, że są w niej chłopacy, którzy zostali niefajnie potraktowani w poprzednich klubach. To będzie ambitna drużyna.
Jeździłeś na Moto Arenie jako zawodnik innych klubów. Co sądzisz o naszym torze?
Nie osiągnąłem tutaj żadnego dobrego wyniku aż do zeszłego roku, kiedy udało mi się tutaj zdobyć chyba z 12 punktów. Dzięki temu poczułem się pewniej na łódzkim torze. Nie jest to mój ulubiony tor, ale jestem dobrze przygotowany.
Znałeś pewnie już wcześniej chłopaków z drużyny?
Jednych mniej, drugich bardziej. Podczas wyjazdu na obóz do Cetniewa dużo rozmawiałem z młodszymi chłopakami, bo wcześniej nie było ku temu okazji. Oczywiście dużo trenowaliśmy, ale równie ważny był czas na integrację. To super, że mogliśmy się wszyscy spotkać. Jak ruszy sezon, już nie będzie takiej możliwości.
Mecze żużlowe są specyficzne – z jednej strony jedziecie jako drużyna, z drugiej indywidualnie walczycie o punkty. Bardzo ważne jest dobre zgranie podczas wyścigów. Jeżeli pogoda na to pozwoli, w połowie marca zaplanowane są treningi na torze.
Czekam na nie. Tutaj doświadczeniem będą służyć starsi zawodnicy, tacy jak ja. Będziemy dzielić się naszymi umiejętnościami jazdy w parach, żeby zdobywać punkty dla drużyny. Będziemy doradzać też chłopakom w kwestii ustawienia motocykli. Z kolei młodsi zawodnicy lepiej znają łódzki tor, więc pod tym względem będziemy patrzeć na nich.
Możecie się wzajemnie od siebie uczyć. Drużyna żużla w tym sezonie to miks młodości i doświadczenia.
Wyobraź sobie, że pierwszy raz w mojej karierze, jestem najstarszym zawodnikiem w drużynie. Lata lecą, ale mam nadzieję, że przy młodych też będę czuł się młodo.
Opowiedz jeszcze o swoich pasjach. Co jest ważne dla Ciebie poza żużlem?
Lubię jazdę na rowerze, często gram w squasha. Ale od czterech lat najważniejsza jest moja rodzina. Mam dwóch synów. Uczę starszego jeździć na motorku. Widzi, jak ja jeżdżę i jego też do tego ciągnie. Więc daję mu możliwość, żeby spróbował. A potem sam zdecyduje, czy będzie chciał jeździć czy nie.
Żona i synowie kibicują Ci podczas meczów?
Żona od malutkiego zabierała chłopaków na treningi i zawody. A czy mi kibicują? Można tak powiedzieć. Są mali, więc na stadionie interesuje ich wszystko, nie zawsze są to wyścigi.
— Słyszałem już niejedną opinię, że jestem chodzącą encyklopedią, jeżeli chodzi właśnie o żużel i wyniki naszego klubu — przyznaje Patryk Sobczyński.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Kacper Zieliński o Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów, swoich ostatnich zawodach w Czechach i ambitnych planach na przyszłość.
Marcin Nowak o początku sezonu, przygotowaniach do meczu z Krosnem i o tym, jak kluczowa dla wyników jest atmosfera w drużynie.
Robert Chmiel o przyszłotygodniowym meczu w Łodzi, gdzie pojawi się jako „Wilk” z Krosna. Wracamy także do jego ubiegłorocznych startów w barwach Orła.

