Pierwszy sezon Janusza Ślączki jako trenera w Łodzi
W środowisku żużlowym od wielu lat mówi się, że trener Janusz Ślączka zyskał uznanie prezesa Orła Łódź jeszcze przed rozpoczęciem formalnej współpracy z klubem. Podobno miało to miejsce w 2009 roku, kiedy Orzeł rywalizował w finale drugiej ligi ze Speedway Miskolc, czyli drużyną trenowaną przez Ślączkę. Łódzka drużyna była wtedy faworytem do awansu, a jednak finał wygrała drużyna przeciwna.
Orzeł wywalczył awans rok później i w 2011 roku zameldował się w I lidze, a trenerem łodzian został nie kto inny jak właśnie Janusz Ślączka, który objął stanowisko z określoną wizją składu drużyny.
– Ściągnęliśmy takich żużlowców, jakich życzył sobie trener Ślączka. Myślę, że jego oczekiwania spełniliśmy w 90 proc – mówiła po prezentacji drużyny prezes klubu Agnieszka Szafran [cytat za „Sportowymi Faktami”].
Debiut i pierwsze zwycięstwo
Debiut Orła w I lidze odbył się podczas meczu domowego z Rybnikiem. Orzeł zwyciężył 46:43. Nowy trener wystawił na ten mecz: Daniela Jeleniewskiego, Jacka Rempałę, Mateusza Szczepaniaka, Łukasza Jankowskiego, Rafała Trojanowskiego, Adriana Osmólskiego i Linusa Sundstroema.
Porażka, porażka i jeszcze raz porażka
Druga kolejka sezonu 2011 przyniosła porażkę łodzian w Gnieźnie. Trener Janusz Ślączka po przegranym meczu tak wypowiadał się dla „Expressu Ilustrowanego”: – Szykujemy się do wzmocnień. Jeśli chcemy powalczyć o czołowe lokaty, to trzeba w zespole nowych.
Kolejną klęskę Orły poniosły w Gdańsku, gdzie gospodarze uzyskali aż trzydzieści punktów przewagi. Podczas meczu w Bydgoszczy Janusz Ślączka postanowił dać szansę zawodnikom, którzy jeszcze nie startowali. Wystawił Mateusza Kowalczyka, Piotra Dyma, Damiana Michalskiego i Kiriła Cukanowa. Nie była to najlepsza decyzja. Polonia Bydgoszcz pokonała wtedy Orły 66:24. Tym samym Łodzianie nadal zajmowali ostatnie miejsce w tabeli.
Kolejną przegraną Orzeł zaliczył w Grudziądzu (59:31), a podczas rewanżu łodzianom nie udało się odrobić strat (39:50). Drużyna Janusza Ślączki miała na swoim koncie pięć przegranych z rzędu, jedynie dwa punkty na koncie i ostatnie miejsce w tabeli.
– Nie tak miało być. Ale pytam się, co ja mam zrobić? Robię wszystko od rana do wieczora, wszyscy tu siedzimy i przygotowujemy, aby było jak najlepiej, a wyniku nie ma. Można przegrać, ale nie tak, że dopiero w 12 biegu Łukasz Jankowski wygrał bieg. To trochę za późno – mówił bezradny szkoleniowiec Orła. – Wszystko, co chcą zawodnicy, to im się robi, ale wyniku nie ma. Przecież chcieli taki tor i taki dostali. Wszystko im odpowiadało do meczu. A na meczu nie wiem, co oni robią – kontynuował Ślączka w rozmowie ze „Sportowymi Faktami”.
Domowe zwycięstwo i przegrana na Łotwie
Drugie zwycięstwo w sezonie Orły odniosły na swoim torze podczas meczu z Lokomotiv Daugavpils (46:44). Rewanż na Łotwie nie był jednak dla drużyny Janusza Ślączki już tak łaskawy. Nie tylko z powodu na opadów deszczu, które utrudniały jazdę, ale głównie przez fatalną postawę Orłów. Spotkanie ze względu na pogodę zakończone zostało przy wyniku: 46:13.
Czas odbić się od dna tabeli
Niedługo później Orły pod wodzą trenera Ślączki zaliczyły kolejną przegraną na domowym stadionie podczas meczu z Bydgoszczą (32:58). Oznaczało to, że Orzeł Łódź nadal zajmował ostatnie miejsce w tabeli i jeśli ta sytuacja nie uległaby zmianie, to łodzianom groził powrót do II ligi. Przed podopiecznymi Janusza Ślączki zostało już niewiele okazji do zdobycia cennych punktów. Nadzieję budziły zbliżające się spotkania z Lechmą Poznań, z którą Orzeł po raz pierwszy w sezonie zmierzył się w drugiej połowie czerwca. Wówczas Lechmia i Orzeł były uznawane za dwie najsłabsze drużyny w lidze. Trener Janusz Ślączka dobrze wykorzystał okazję i Orły zwyciężyły najpierw na swoim domowym torze (53:37), a następnie w Poznaniu pokonali gospodarzy (41:49).
Dobra passa trwała również podczas rewanżu z Gdańskiem. Łodzianie wygrali wtedy 48:42, jednak punkt bonusowy wrócił z Wybrzeżem na Pomorze (przyp. redakcji: podczas pierwszego meczu Orzeł przegrał 60:30). Pasmo zwycięstw zostało przerwane podczas rewanżu z Gnieznem. Podopieczni Janusza Ślączki przegrali 33:57.
7/8… w sumie to plan minimum
Pierwszy sezon w I lidze z trenerem Januszem Ślączką trzymał kibiców Orła w niepewności o utrzymanie niemal do samego końca. Trener miał ambitne cele, ale udało się mu wykonać jedynie plan minimum. Klub uniknął najgorszego, czyli spadku z powrotem do II ligi.
Patrycja Pąśko
W tekście wykorzystano cytaty ze „Sportowych Faktów” i z „Expressu Ilustrowanego”.
— Słyszałem już niejedną opinię, że jestem chodzącą encyklopedią, jeżeli chodzi właśnie o żużel i wyniki naszego klubu — przyznaje Patryk Sobczyński.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Kacper Zieliński o Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów, swoich ostatnich zawodach w Czechach i ambitnych planach na przyszłość.
Marcin Nowak o początku sezonu, przygotowaniach do meczu z Krosnem i o tym, jak kluczowa dla wyników jest atmosfera w drużynie.
Robert Chmiel o przyszłotygodniowym meczu w Łodzi, gdzie pojawi się jako „Wilk” z Krosna. Wracamy także do jego ubiegłorocznych startów w barwach Orła.



