Trzeba cierpliwości
Scenariuszy jakie słyszałem, to było całe mnóstwo. Któryś na pewno się spełni. Słyszy się o bogatych inwestorach, by zaraz usłyszeć, że jednak nikogo konkretnego nie ma.
Zacznijmy od najlepszego scenariusza o jakim słyszałem. Mówi się o firmach, których nazw nie wymienię, ale które są już obecne w żużlu i łożą spore pieniądze na ten sport. Przedstawiciele tych firm chcieliby przejąć ten klub i go dalej rozwijać. Obecnie tam gdzie dają pieniądze nie mają nic do gadania, a tutaj mogliby prowadzić klub we własnym stylu. Jeśli to by się udało, to jestem przekonany, że żużel w Łodzi będzie na wyższym poziomie niż jest obecnie. Docierają do mnie sygnały, że Witold Skrzydlewski ma swoje wymagania, które nie do końca każdy chce spełnić. Podobno jednym z wymogów, jest zostawienie części reklam firmy obecnego właściciela. Już nie mówię nawet o tym, że 20% akcji spółki ma stowarzyszenie KŻ Orzeł Łódź i dalej Witold Skrzydlewski miałby wgląd w funkcjonowanie klubu i później mógłby na przykład wypowiadać się w prasie na temat jego funkcjonowania. Potencjalnym nowym właścicielom ta opcja może nie odpowiadać.
Kolejny scenariusz o którym się mówi jest taki, że klub przejmuje miasto. Też jest to możliwe, ale czy to się spełni? Miasto na pewno nie pozwoli, żeby nasz nowoczesny obiekt stał pusty. Musi więc działać i pomóc. Ten stadion, to jest nasza najmocniejsza karta przetargowa, która powinna żużel w Łodzi utrzymać. Bym powiedział wręcz, że jest to nasz skarb. Gdyby był stary stadion, to jestem pewien, że groziłaby totalna likwidacja żużla. Na miejscu starego stadionu powstałoby osiedle i jest po temacie.
Chodzą też głosy, że może faktycznie dojść do tego, że nikt nie zdecyduje się na przejęcie klubu z rąk Skrzydlewskiego i poczeka sobie na otwarcie totalnie nowego podmiotu bez żadnych powiązań z obecnym właścicielem. Wtedy startujemy od Krajowej Ligi Żużlowej i zaczynamy kompletnie od początku. Nazwałbym to kompletnie „nowym otwarciem”. Ta opcja ma zwolenników. Zresztą jak się czyta wpisy kibiców, to wielu z nich to absolutnie akceptuje. Spadek w tych okolicznościach z 2 Ekstraligi nikt by chyba nie traktował jako tragedii.
Najważniejsza informacja jest taka, że według mojej opinii nie ma scenariusza, że to koniec żużla w Łodzi. Coś na pewno będzie, tylko musimy uzbroić się w cierpliwość i poczekać chociaż do 30 września. Musimy się pogodzić raczej z faktem, że nastąpi rozbiór składu, który po kilku modyfikacjach, mógłby być w przyszłym roku całkiem groźny. Niestety, o tym zapomnijmy, bo czas leci i zawodnicy gdzieś się na pewno dogadują. Najdłużej mogą poczekać Tomasz Gapiński, czy Daniel Kaczmarek, którzy na pewno nie będą mieli zbyt wielu ofert po takim sezonie. Od czasu reaktywacji żużla w Łodzi takiej sytuacji nie było, ale pamiętajcie - po burzy zawsze wychodzi słońce.
Żużlok
— Słyszałem już niejedną opinię, że jestem chodzącą encyklopedią, jeżeli chodzi właśnie o żużel i wyniki naszego klubu — przyznaje Patryk Sobczyński.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Kacper Zieliński o Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów, swoich ostatnich zawodach w Czechach i ambitnych planach na przyszłość.
Marcin Nowak o początku sezonu, przygotowaniach do meczu z Krosnem i o tym, jak kluczowa dla wyników jest atmosfera w drużynie.
Robert Chmiel o przyszłotygodniowym meczu w Łodzi, gdzie pojawi się jako „Wilk” z Krosna. Wracamy także do jego ubiegłorocznych startów w barwach Orła.

