Utarliśmy trochę nosa Ostrovi
Tym spotkaniem H. Skrzydlewska Orzeł Łódź kończy sezon. Czy jest to dla ciebie znamienne, że jest to właśnie na Ostrowskim torze.
Myślę, że nie. Nie ma to znaczenia jakiegoś większego. Oczywiście cieszę się, że trafiliśmy akurat na Ostrów i mogliśmy z Ostrovią rywalizować. Dobrze się tu czuje i dobrze mi się tu jeździ i było to chyba widać.
Również ostrowscy kibice żywo zareagowali na twoją obecność na torze. Czy po dłuższym czasie coś się tutaj zmieniło, tor was jakoś zaskoczył, czy wiedziałeś jak się tutaj odnaleźć?
Wiedziałem, ale miałem dzisiaj problemy na starcie. Chyba to było dziś widać. Nie miałem tego momentu wyjścia spod taśmy. Na dystansie nie wyglądało to najgorzej. Dopiero na ten ostatni, czternasty wyścig zaryzykowaliśmy i zmieniliśmy ustawienia i w końcu udało się lepiej wyjechać z tego startu. Jest to trochę smutne, że sezon się kończy, bo ja w ostatnich tygodniach jeżdżę coraz lepiej, a rozgrywki dla nas się już niestety skończyły.
Czy oznacza to, że można już myśleć o przyszłym sezonie
Nie wiem. Zobaczymy co czas pokaże. Mam nadzieję że w naszym klubie, w Orle wszystko się poukłada i wszystko będzie dobrze, że wystartujemy dalej, a co do składu to będzie już trzeba nowego, czy też starego szefa pytać. Mam nadzieję, że wszystko się poukłada, że klub będzie istniał i że będziemy startować dalej.
To nie jest pierwszy raz kiedy mówiło się o sprzedaży Orła, czy to w jakiś sposób na was wpływa? Czy wy czuliście tutaj taką presję, że to może być ten ostatni mecz?
Wcześniej już czuliśmy, że dzieje się coś złego. Było jedno spotkanie, drugie z szefem, z panem Witoldem Skrzydlewskim i zapewniał nas, że dojedziemy rozgrywki do końca. Wtedy się troszeczkę uspokoiliśmy. Ta medialna nagonka, wymiana różnych zdań była niepotrzebna. Mieliśmy pewne obawy co do dalszej przyszłości naszego klubu i naszych startów, ale na szczęścia pan prezes uspokoił sytuację. Wyjaśnił nam i to ciśnienie z nas zeszło i skupiliśmy się na na meczu z Ostrovią. Myślę, że patrząc na całokształt tego sezonu, to wypadliśmy nie najgorzej, bo Ostrovia jest pretendentem do awansu do Ekstraligi. Myślę, że trochę stracha im napędziliśmy i meczem w Łodzi i w Ostrowie.
Poszliście do kibiców i podziękowaliście im za ten sezon, a co Wy usłyszeliście od nich?
Myślę, że ci najwierniejsi kibice, którzy dzisiaj byli, zrozumieli całą sytuację jaka była w ostatnich tygodniach. Nie było dzisiaj wyzywania, brzydkich słów. My im podziękowaliśmy również za cały sezon, że pomimo słabszych wyników, to zawsze z nami byli i jeździli na wyjazdy, kibicowali, za co im jeszcze raz wielkie, wielkie dzięki.
Czy jako kapitan czułeś zmiany w zespole, kiedy na początku sezonu panowała zasada najsłabszego ogniwa, później zniknęła, a dzisiaj Oskar wrócił do was. Jak to wyglądało od środka?
Początek sezonu był dla nas ciężki. Rywalizowaliśmy o miejsce w składzie i ta atmosfera nie była zbyt dobra na początku. Chyba wtedy ścigaliśmy się bardziej na treningach, niż na zawodach. Każdy chciał być w składzie i myślę, że to był największy problem dla nas Polaków. Każdy z nas bardziej się skupiał na treningach, niż na meczach. Dopiero później, gdy to się już uspokoiło i to było chyba widać, to staliśmy się bardziej drużyną, niż pojedynczymi zawodnikami. Zaczynało to wyglądać coraz lepiej, więc wyszło jak wyszło. Myślę, że ten sezon nie był tragiczny, patrząc na początek sezonu, to podciągnęliśmy wynik i wygrywaliśmy mecze. Cieszymy się z tego, że dobrnęliśmy do play-offów, bo zeszły rok był jeszcze gorszy, a teoretycznie mieliśmy lepszy skład, a broniliśmy się przed spadkiem. W tym roku utarliśmy trochę nosa kibicom, trenerom i zawodnikom Ostrovi.
— Słyszałem już niejedną opinię, że jestem chodzącą encyklopedią, jeżeli chodzi właśnie o żużel i wyniki naszego klubu — przyznaje Patryk Sobczyński.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Kacper Zieliński o Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów, swoich ostatnich zawodach w Czechach i ambitnych planach na przyszłość.
Marcin Nowak o początku sezonu, przygotowaniach do meczu z Krosnem i o tym, jak kluczowa dla wyników jest atmosfera w drużynie.
Robert Chmiel o przyszłotygodniowym meczu w Łodzi, gdzie pojawi się jako „Wilk” z Krosna. Wracamy także do jego ubiegłorocznych startów w barwach Orła.




