Dwa oblicza
Drużyna na papierze zapowiadała się na solidnych walczaków lub „niegrzecznych chłopców”. Drogą do sukcesu miała być rywalizacja o miejsce w składzie, a zadanie pokierowania tą mieszanką wybuchową otrzymał trener, który zdobywa dopiero doświadczenie, ale jest głodny sukcesów, czyli Maciej Jąder.
Cztery ciosy na początek
Większa liczba zawodników powodowała, że nie dla każdego było miejsce w składzie. Miała działać zasad „najsłabszego ogniwa”, czyli kto z seniorów zdobędzie najmniej punktów, nie jedzie w kolejnym spotkaniu. Pierwszy od składu został odstawiony Tomasz Gapiński i drużyna udała się na inugurację sezonu do beniaminka z Rzeszowa. Tam atmosfera była podniosła, tłumy na trybunach i wyczuwalna radość z jechania w wyższej lidze. Orzeł najwyraźniej postanowił tego święta rzeszowianom nie psuć. Drużyna pojechała bardzo kiepsko. Słabe starty, a także tracenie pozycji na torze. Do tego bardzo słaby mecz Beckera (tylko 2 punkty), który miał być liderem tej drużyny. Mecz był mocnym falstartem i zakończył się wysoką wygraną gospodarzy 54:36. Po spotkaniu wywiązała się jeszcze „dyskusja” pomiędzy Oskarem Polisa a kibicami. Zawodnik rzucił, jak się za chwilę okazało znane w całej Polsce, hasło „zjedz snickersa”. I to symbolicznie już z Polisem zostanie, a on pojedzie jeszcze tylko w dwóch spotkaniach.
Przed meczem domowym z Poznaniem, od składu po słabym wstępie w Rzeszowie odsunięty zostaje Becker. Jednak mecz zostaje przełożony i decyzja nie wchodzi z życie. Orzeł w następnej kolejce udaje się do Bydgoszczy, gdzie nie jedzie Polis, a na torze pojawia się Gapiński (zdobywa tylko jeden punkt). Najlepiej jechali Becker (9+1) i Berntzon (10). Orzeł dostaje lanie 57:33, co może nie jest wielkimi zaskoczeniem, jednak styl, w jakim jedzie drużyna, martwi kibiców. Następnie na Moto Arenie pojawiają się Skorpiony z Poznania. Odrabiamy zaległości, a w związku z rotowaniu składem w łódzkiej drużynie mamy na torze Polisa zamiast Gapińskiego. I Polis robi 8 punktów. Mocno dokładają się Becker (11) i Berntzon (12+1), ale to za mało. Orzeł był w piekle, na chwilę odbił do nieba i znów runął do piekła. Tak w skrócie można opisać starcie z Poznaniem, które finalnie biało-niebiescy przegrywają 41:48. Po trzech porażkach na Moto Arenie przyszło się zmierzyć z ówczesnym liderem, drużyną Inpro Row Rybnik. Tym razem Orzeł pojechał bez Kaczmarka, a przed spotkaniem ukazał się na Interii tekst opisujący konflikty w drużynie o miejsce w składzie. Orzeł przegrał z liderem, ale pojechał najlepiej w tym sezonie. Był to ostatni mecz z Aleksandrem Grygolcem w składzie, junior wówczas znów przywiózł zero. W całym spotkaniu było 39:51. Wynik nie do końca oddaje wydarzenia na torze. Orzeł walczył i pozwalało to na powiew optymizmu. Choć drużyna zajmowała ostatnie miejsce w tabeli i widziano ją już jako pewnego spadkowicza.
Przełamanie
Nim wróciliśmy na ligowe tory, była dwutygodniowa przerwa, która pozwoliła złapać oddech, ale także pojeździć trochę na luzie w Meczu Narodów, po czym trzeba było jechać do Ostrowa. Jednak już w zmienionym składzie. W łódzkim teamie pojawił się nowy junior. Bartosz Nowak, zawodnik Abramczyk Polonii Bydgoszcz trafił do Orła na wypożyczenie i zastąpił Aleksandra Grygolca. W Ostrowie, do czego już zdążyliśmy się przyzwyczaić, padał deszcz. Orzeł prowadził, jechał dobrze. Jednak mecz po szóstym biegu został przerwany przez opady. Orzeł sportowo prezentował się zupełnie inaczej niż na początku sezonu. Korzystnie. Spotkanie rozpoczęło się dla Orła fantastycznie, czyli od podwójnego zwycięstwa. Becker i Gapiński pokazali, że da się tam punktować.
W drugim biegu czekaliśmy na debiut Bartosza Nowaka. Ostrovia przywiozła podwójne zwycięstwo, a Bartosz Nowak zdobył swój pierwszy punkt w Orle. Mieliśmy remis 6:6. Mecz został przerwany przy stanie 16:20. Zabrakło dwóch, by wynik mógł być uznany. Zresztą cała sytuacja wokół prac na torze odbywała się w ogromnych emocjach. Narady i dyskusje trwały bardzo długo, po tym, jak przerwano procedurę startową po zakończeniu szóstego biegu. Później oglądaliśmy długie prace na torze, które finalnie przerwała kolejna fala opadów.
Po tym nieskończonym meczu drużyna udała się nad morze. Mecz w Gdańsku miał duży ciężar gatunkowy. Orzeł zero punktów w tabeli, Wybrzeże jeden. Czyli takie spotkanie o utrzymanie. Po raz pierwszy w tym sezonie skład Orła się powtórzył i trener Jąder wystawił tych samych zawodników jak w meczu z Ostrowem. Miejsce Polisa w składzie na stałe zajął już kapitan łódzkiej drużyny Tomasz Gapiński. Zaczęło się tak jak kibice H. Skrzydlewska Orzeł Łódź mogli sobie wmarzyć. Pierwsze dwa biegi i objęcie prowadzenia 2:10. To musiał być szok dla gospodarzy. Orzeł nie zamierzał na tym poprzestać i wymierzał kolejne ciosy. Następne dwa biegi łodzianie wygrali po 4:2 i na zakończenie pierwszej serii, kibicie widzieli wynik 6:18. Finalnie Orzeł wygrywa 41:49 i w piątej kolejce pojawia się radość z pierwszej wygranej. To był moment na radość łódzkich kibiców. Wygrana w Gdańsku dała optymizm, ponieważ nie była mocno przypadkowa, ale wypracowana w ostatnim czasie. Dyspozycja drużyny rosła i wreszcie wszyscy pojechali w miarę równe spotkanie, regularnie punktując (Becker 10, Basso 4, Gapiński 7+2. Kaczmarek 9+1, Berntzon 11+1, Bartkowiak 3+1, Nowak 5)
Czas kontrolowanej radości
Po wygranej nad morzem do Łodzi przyjechały Wilki z Krosna. Pogoda trochę płatała figle, ale dobrze przygotowany tor nie dał się deszczowi. Trzeba było co prawda godzinę poczekać, by zebrać wodę. Spotkanie wystartowało i było jechane w szybkim tempie, by krążące chmury nie zdążyły ewentualnie go przerwać. Łódzka drużyna była prawdziwym „timem”. Walczyła, była zadziorna, a jak komuś nie poszło to od razu lub w następnym biegu pomagał kolega. Drużyna Jądera utrzymała prowadzenie i wciąż je powiększyła. Wilki nie tylko zostały złapane, ale także mocno pogonione na łódzkiej Moto Arenie. Zobaczyliśmy wreszcie w czternastym starciu biegowe zwycięstwo Tomka Gapińskiego, który zaczął słabiej, ale rozkręcał się z każdym wyjazdem na tor. To była już inna drużyna niż na początku sezonu. Niby Ci sami ludzie, a jednak odmienieni. Drużyna walczy, jedzie ambitnie. Po meczu z Wilkami warto pochwalić bardzo dobrą jazdę Mateusza Bartkowiaka. Berntzon pojechał kolejne dobre zawody i nie tylko uzyskał najwyższą w drużynie zdobycz punktową, ale także najlepszy czas w biegu. Becker na swoim poziomie, ale znów ze słabszym momentem w meczu. Dobry występ i ważne punkty na koncie Daniela Kaczmarka. Orzeł wygrał 50:40 i jak się potem okaże, ta przewaga będzie miała swoją wagę.
Po dwóch kolejnych wygranych Orzeł pojechał do Ostrowa odjechać przełożone spotkanie. Orzeł je przegrał 47:43, ale po bardzo zaciętym i wyrównanym spotkaniu. „Szkoda bardzo, ale dalej widzę duże podstawy do optymizmu. Jeszcze miesiąc temu bralibyśmy taki wynik z pocałowaniem ręki, a dziś walczyliśmy jak równy z równym z Ostrovią w pełnym składzie. Głowa do góry Orły, jedziemy dalej!” - napisał użytkownik Bartosz Kurek na naszym profilu. O wyniku meczu decydowały biegi nominowane. W pierwszym, Chris Holder był daleko z przodu, jednak Luke Becker na dystansie pokonał Tobiasza Musielaka. Na tablicy remis i o wyniku meczu miał zdecydować ostatni bieg! Ten nie wyszedł drużynie Orła. Od samego początku Czugunow i Jakobsen byli na prowadzeniu, którego nie oddali. Jedyny punkt dla łodzi przywiózł Berntzon. Mimo dobrego meczu, Tomasz Gapiński, który doskonale czuł się tam na torze, mógł dać chyba w tym starciu coś więcej. Po pierwszych siedmiu spotkaniach Orzeł miał na koncie dwa zwycięstwa i pięć porażek.
Rundę rewanżową zaczynaliśmy na raty. Pierwotny termin spotkania z Rzeszowem nie doszedł do skutku ze względu na deszcz. Jednak co się odwlecze… Tydzień później Orzeł nie pozostawił na swoim torze złudzeń ekipie z Rzeszowa. To, co przed meczem wydawało się raczej mało prawdopodobne, czyli odrobienie aż 18 punktów z Rzeszowa, przyklepane zostało już przed biegami nominowanymi. Trener Maciej Jąder przed meczem mówił — Myślę, że my ten tor łódzki mamy odczarowany. I to się potwierdziło. Orzeł zdeklasował rzeszowski team. Wysłał jasny sygnał do reszty ligi - Nasze ostatnie mecze to nie przypadek, a łódzka Moto Arena będzie naszą twierdzą. Wynik 61: 29 poszedł w świat, a trzy punkty zostały w Łodzi.
Potem wyjazd do Poznania gdzie Skorpiony okazały się drugi raz w tym sezonie lepsze Orłów. Wynik 51:39.
I dwa dni później mecz, który kibice na pewno zapamiętają na długo. Orzeł wygrywa u siebie po zaciętym boju z faworyzowana Polonią Bydgoszcz. Pierwszy bieg nominowany to zestawienie Soerensen, Becker, Lyager i Gapiński. Walcząca o pełną pulę para z Bydgoszczy ruszyła lepiej spod taśmy. Becker gonił, ale przewaga Gryfów rosła z każdą sekundą. Polonia wygrała bieg 5-1 i odwróciła losy meczu. Kibice w Łodzi zadrżeli, bo na tablicy wyników zrobiło się 43-41 i przed ostatnim wyścigiem to goście byli na prowadzeniu.
Historia czarnego sportu lubi takie momenty, gdy wszystko nie jest rozstrzygnięte do ostatniego biegu. Polonia wystawiła parę Huckenbeck-Buczkowski, a atak Gryfów mieli odeprzeć Berntzon i Basso. Berntzon ruszył najlepiej, Basso próbował domknąć Buczkowskiego. Nie dał rady i pojechał szerzej. Gonił i zjechał bliżej kredy, lekko wypychając zawodnika z Bydgoszczy. Na drugim łuku Buczkowski nie utrzymał maszyny i uderzył w tylne koło Berntzona, który na szczęście zachował tor jazdy i nie padł. Wywrotkę zaliczył Buczkowski i bieg został przerwany. Wykluczenie zawodnika Gryfów sprawiło, że Orzeł poczuł krew. W powtórce Kai Huckenbeck w pojedynkę musiał walczyć o utrzymanie minimalnej przewagi zespołu. Mieliśmy wachlarz wszystkich możliwości zakończenia meczu, zależnie od wyniku tego biegu. Wygrana Łodzian, niezależnie od rozmiaru (5-1 lub 4-2) oznaczała co najmniej remis w całym spotkaniu. Huckenbeck miał utrudniony start, gdyż ruszał spod bandy. Łodzianie wystartowali idealnie, zamknęli Niemca i popędzili po podwójne zwycięstwo. Taka postawa wprawiła kibiców w euforię, gdyż dzięki podwójnej wygranej udało się pokonać aspirującą do Ekstraligi Polonię. Bydgoszcz opuściła Łódź z bonusem, ale dwa punkty zostały w gnieździe Orłów. Kibice długo świętowali z drużyną. Odtańczyli wspólnie taniec radości labado i gorąco oklaskiwali zawodników.
Jedziemy o play-offy
Po wygranej z Bydgoszczą sytuacja Orła w tabeli zmieniła się na tyle, że drużyna już nie tylko myślała o utrzymaniu, ale mogła myśleć o udziale w play-off. Na początek przyszła porażka na ciężkim terenie, czyli w Rybniku. To spotkanie wyglądało trochę jak zbicie ze ścianą. Zabrakło… wszystkiego. Przede wszystkim szybkości, co mogło też wynikać ze zmienności toru i dostosowania ustawień. Widać było różnicę w sprzęcie, a do tego w wielu biegach wkradały się błędy, które skutkowały stratą pozycji. Orzeł jechał trochę tak jak na początku sezonu, czyli jeden zawodnik punktuje, a drugi przywozi zero. Tak nie da się wygrywać biegów, ale jedno zaznaczmy, było widać chęci do walki. Ten mecz pewnie mimo przegranej może okazać się bardzo potrzebny do przygotowania się do najważniejszych pojedynków na finał sezonu. Orzeł przegrał wysoko 54:36.
Nieobliczalność Orła w tym sezonie była duża. Raz zaskakiwał pozywanie raz negatywnie. Po walce do ostatniego biegu w Ostrowie ,przed rewanżem w Łodzi, kibicie oczekiwali dobrego meczu i zwycięstwa, ale przyszedł zimny prysznic, Było mocne zbicie z silnym rywalem i własnym torem. — Gospodarze chcieli chyba nas tutaj przechytrzyć tym mocno przyczepnym torem, ale nie spojrzeli w program. My mamy zawodników, którzy świetnie sobie na takich torach radzą. Dopiero później zaczęli ubijać i to pomogło im trochę lepiej jechać — mówił po meczu trener gości. Tor był trudny. Niestety nie radzili sobie z nim przez pierwszą część spotkania gospodarze. To jaką siłą dysponował Ostrów, pokazała już seria pierwsza. W otwierającym spotkanie biegu Chris Holder (z czasem 57,71) pobił rekord toru, który należał do Bartosza Zmarzlika. Jednak nie utrzymał długo tego tytułu, bo w trzecim biegu Tobiasz Musielak ustanowił nowy rekord toru (czas 57,65). Jedyna jaskółka nadzieji w pierwszej serii to bieg juniorski wygrany przez Orła 5:1. To był taki mecz, w którym ewidentnie pazur do jazdy był po stronie drużyny z Ostrowa. Orzeł wyglądał przez pierwsze 10 biegów, jakby jak nie dojechał na to spotkanie. To był taki mecz, w którym Orzeł miał zrywy, a Ostrów jechał swoje. Ostateczny wynik 39:51. Mecz z Gdańskiem został przełożony przez opady i Orzeł udał się do Krosna, by zapewnić już sobie udział w play-off. I ten plan wykonał. Przegrał po zaciętym meczu 49:41, ale punkt bonusowy pojechał do Łodzi, Na mecz trzeba było poczekać. Deszcz, który wiele godzin władał nad Krosnem, ustąpił dopiero przed godziną 16:00. Pobyt w ekstralidze dał Krosnu plandekę i była szansa odjechać to spotkanie. Co prawda z opóźnieniem, ponieważ po jej zdjęciu niezbędne było wykonanie prac, szczególnie na łukach by tor nadawał się do jazdy. Ten mecz był wyrównany i Orzeł nie pozwalał odskakiwać rywalom. W Krośnie mega spotkanie jechał Vaclav Milik, który zrobił komplet w pięciu startach. Niestety w łódzkim teamie zawodził ten, dzięki którego punktom Orzeł dotąd wygrywał, czyli Oliver Berntozn (tylko cztery punkty w spotkaniu). Natomiast świetne zawody pojechał Becker (15+1)
Na sam koniec Orzeł u siebie pojechał przełożone wcześniej spotkanie z Gdańskiem. Ten mecz był o nic jeżeli chodzi o pozycję w tabeli obu zespołów. Jednak Orzeł miał go wygrać, by serię zasadniczą zakończyć w dobrym nastroju, a kolejne zdobyte punkty miały potwierdzić, że ten sezon sportowo jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego. I tak się stało. Po tym spotkaniu do tabeli dla Orła zostały dopisane trzy punkty. Spotkanie było pod kontrolą łódzkiej drużyny, więc trener Maciej Jąder mógł spełnić swoją obietnicę, że w tym meczu da więcej jazdy juniorom. Swoje pierwsze punkty w sezonie zdobył Seweryn Orgacki, a Orzeł wygrał 49:41
Przewrotny sezon
W tym sezonie było wszystko. Przegrane spotkania. Zawirowania w składzie. Niespodziane zwycięstwa. Jednak sezon nie skończył się jak rok temu na rundzie zasadniczej. Wtedy był niby lepszy skład na papierze, legendarny trener, a jednak po ostatnim meczu Orzeł czekał na raport z Landshut drżąc czy zostaną w lidze, czy nie. W tym roku dorobek to pięc zwycięstw, dziewięć porażek i trzy zdobyte bonusy. Daje to nie tylko spokojne utrzymanie, ale wejście do play-off. Drużyna jechała w atmosferze zawirowań wokół przyszłości klubu i deklaracji właściciela, że albo znajdzie się chętny na Orła, albo po sezonie klub zostanie zlikwidowany. Sportowo jednak można uznać, że patrząc na potencjał, ten sezon był udany. Na jego ostateczne podsumowanie jeszcze przyjdzie czas. Formuła play-off pozwala na wejście do półfinału nawet po przegranej rywalizacji w ćwierćfinale (lucky loser). Wszystko w głowach i motocyklach zawodników Orła.
Opinie kibiców
Poprosiliśmy kibiców o podsumowanie tego sezonu w wykonaniu zawodników Orła. - W przekroju całego sezonu jestem zadowolony z chłopaków. Oli Berntzon czy Luke Becker mocne punkty, Bartkowiak również mocny jako junior i pewność dorzucenia kilku punktów w meczu. Trochę gorzej polscy seniorzy, ale widać, że się starają, szukają, walczą i oby mocno odpalili w play-off. Na osobny komentarz zasługuje Bartek Nowak. Chłopak wjechał mocno z buta i z marszu, stworzył z Bartkowiakiem niesamowicie mocną formację juniorską, a widok przywiezionego za plecami wielkiego Nickiego bezcenny - napisał Bartosz Kurek.
Marcin Marczuk zwraca uwagę na postawę Mateusza Bartkowiaka: - Trochę się obawiałem sytuacji znanej z tego i innych klubów, że gość przychodzi ligę niżej na swój ostatni sezon juniorki. Byle tylko go odjechać, coś tam zarobić i skończyć jeździć. Tu widać ząb, ambicje, zaangażowanie i robienie postępów. Generalnie zapowiada się na solidnego jeźdźca u24 na 2 Ekstraligę w kolejnych latach.
Sporo fanów zyskał także Oliver Berntzon. Filip Wiklinski pisze tak: -Oli Berntzon, przed sezonem mówiło się, że słabo sobie radzi na naszym torze, a okazało się zupełnie inaczej. Radosław Turek dodaje: -Każdy sądził, że będzie średniakiem, a wyrósł na lidera. Gdyby nie ta ostatnia forma, byłby jednym z najlepszych w lidze. Jak najszybciej trzeba się z nim dogadać na przyszły sezon. Wnikliwą ocenę postawy drużyny zrobił Mateusz Rupercht. I cytujemy w całości: "Generalnie trzeba powiedzieć, że cała drużyna na plus. Luke Becker - bardzo mocny punkt w teamie i najrówniejsza jazda w całym sezonie. Oliver Bertzon - chciałoby się aby na przestrzeni wszystkich startów jeździł równiej i więcej punktował, ale jeśli uda się poskładać drużynę na przyszły sezon jak dla mnie jeden z mocniejszych filarów. Basso - jakoś początek roku słaby, ale im dalej tym lepiej Brawo. Juniorzy - jak dla mnie jedna z najmocniejszych formacji całej ligi, walczaki, którzy potrafili przywozić za sobą doświadczonych seniorów - Rewelacja. Polscy seniorzy - Gapiński, Kaczmarek - Tomasz bardzo doświadczony, aczkolwiek brakowało błysku w jeździe oraz takiego zacięcia na wydrę (nie mam pretensji bo napewno z tyłu głowy pozostał ślad po ubiegłorocznych kontuzjach), Daniel stabilnie, ale poniżej moich (kibica) i pewnie także swoich oczekiwań. Oskar Polis - pytanie tylko czy sam się wyautował, czy ktoś bardzo mocno mu pomógł - bez komentarza. Trener Maciej Jąder - dobrze prowadzona drużyna, ale jako wierny kibic i entuzjasta żużla chciałbym widzieć więcej charyzmy i swojego zdania."
STATYSTKI ZAWODNIKÓW
Luke Becker
Mecze: 14
Biegi:70
Punkty: 133 + 6
Średnia biegowa: 1.986
Średnia meczowa: 9.929
% pkt drużyny 22.09
Najlepsze spotkanie: Wilki Krosno vs Orzeł Łódź (2,2*,3,3,3,2) 15 + 1
Najsłabsze spotkanie: Stal Rzeszów vs Orzeł Łódź (0,1,-,1) 2
Oliver Berntzon
Mecze: 14
Biegi: 76
Punkty: 139 + 7
Średnia biegowa: 1.921
Średnia meczowa: 10.429
% pkt drużyny: 23.09
Najlepsze spotkanie: Orzeł Łódź vs PSŻ Poznań (1,3,3,2*,1,2) 12 + 1
Najsłabsze spotkanie: Wilki Krosno vs Orzeł Łódź (0,2,2,0,0,0) 4
Daniel Kaczmarek
Mecze: 13
Biegi: 55
Punkty: 72 + 8
Średnia biegowa: 1.455
Średnia meczowa: 6.154
% pkt drużyny 11.96
Najlepsze spotkanie: Orzeł Łódź vs Stal Rzeszów (3,2*,2*,2*,2) 11 + 3
Najsłabsze spotkanie: TŻ Ostrovia vs Orzeł Łódź (0,0,1,0) 1
Tomasz Gapiński
Mecze: 12
Biegi: 49
Punkty: 58 + 7
Średnia biegowa: 1.327
Średnia meczowa: 5.417
% pkt drużyny: 9.63
Najlepsze spotkanie: Orzeł Łódź vs Wilki Krosno (0,2,2,2*,3) 9 + 1
Najsłabsze spotkanie: PSŻ Poznań vs Orzeł Łódź (0,1,-,0) 1
Benjamin Basso (U-24)
Mecze: 14
Biegi: 59
Punkty: 78 + 7
Średnia biegowa: 1.441
Średnia meczowa: 6.071
% pkt drużyny: 12.96
Najlepsze spotkanie: Orzeł Łódź vs Polonia Bydgoszcz (0,3,1*,3,3) 10 + 1
Najsłabsze spotkanie: Orzeł Łódź vs TŻ Ostrovia (0,1,-,0,-) 1
Mateusz Bartkowiak (junior)
Mecze: 14
Biegi 54
Punkty: 69 + 11
Średnia biegowa: 1.481
Średnia meczowa: 5.714
% pkt drużyny: 11.46
Najlepsze spotkanie: PSŻ Poznań vs Orzeł Łódź (1,1,3,3,3) 11
Najsłabsze spotkanie: Stal Rzeszów vs Orzeł Łódź (0,1*,0) 1 + 1
Bartosz Nowak (junior)
Mecze: 10
Biegi: 31
Punkty: 32 + 3
Średnia biegowa: 1.129
Średnia meczowa: 3.500
% pkt drużyny: 5.32
Najlepsze spotkanie: Orzeł Łódź vs Polonia Bydgoszcz (3,2,1) 6
Najsłabsze spotkanie: Wilki Krosno vs Orzeł Łódź (0,0,0) 0
Oskar Polis
Mecze: 3
Biegi: 14
Punkty: 17 + 2
Średnia biegowa: 1.357
Średnia meczowa: 6.333
% pkt drużyny: 2.82
Wszystkie mecze:
Stal Rzeszów vs Orzeł Łódź (2,1*,2,0,1*) 6 + 2
Orzeł Łódź vs PSŻ Poznań (0,2,3,2,1) 8
Orzeł Łódź vs ROW Rybnik (2,1,d,0) 3
Aleksander Grygolec (junior)
Mecze: 4
Biegi 8
Punkty: 2 + 0
Średnia biegowa: 0.250
Średnia meczowa: 0.500
% pkt drużyny: 0.33
Wszystkie mecze:
Stal Rzeszów vs Orzeł Łódź (2,0,0) 2
Polonia Bydgoszcz vs Orzeł Łódź (0,0,-) 0
Orzeł Łódź vs PSŻ Poznań (d,-,-) 0
Orzeł Łódź vs ROW Rybnik (u,d,-) 0
Seweryn Orgacki (junior)
Mecze: 4
Biegi: 6
Punkty: 2 + 1
Średnia biegowa: 0.500
Średnia meczowa: 0.750
% pkt drużyny: 0.33
Wszystkie mecze:
— Słyszałem już niejedną opinię, że jestem chodzącą encyklopedią, jeżeli chodzi właśnie o żużel i wyniki naszego klubu — przyznaje Patryk Sobczyński.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Kacper Zieliński o Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów, swoich ostatnich zawodach w Czechach i ambitnych planach na przyszłość.
Marcin Nowak o początku sezonu, przygotowaniach do meczu z Krosnem i o tym, jak kluczowa dla wyników jest atmosfera w drużynie.
Robert Chmiel o przyszłotygodniowym meczu w Łodzi, gdzie pojawi się jako „Wilk” z Krosna. Wracamy także do jego ubiegłorocznych startów w barwach Orła.










