11/08/2026
Start Czytelnia Dalsza opowieść o legendach w Łodzi

Dalsza opowieść o legendach w Łodzi

09 sierpnia 2024
Ronnie Correy strasznie mi przypomina Luka Beckera. Jeśli Becker zapuściłby wąsa, to byliby niemal identyczni.
Dalsza opowieść o legendach w Łodzi

Ostatnio wspomniałem o kilku legendach jak Łukaszewski, Ermolenko, Gjedde, ale to stanowczo za mało, żeby zakończyć ten temat na jednej części. Ciekawych zawodników broniących naszych barw było zdecydowanie więcej. Wiadomo, najwięcej kolorytu dodawali zawsze tak zwani „stranieri”. Trzeba wspomnieć, że Sam Ermolenko nie był jedynym Amerykaninem startującym w Łodzi.

Był jeszcze niejaki Ronnie Correy. Bardzo sympatyczny zawodnik. Nie odjechał co prawda wielu meczów w Łodzi, ale to też był bardzo uznany zawodnik na arenie międzynarodowej, który miał z nami podpisany kontrakt. Jak już znalazł się w składzie, to zawsze dostarczał sporo zdobycze punktowe. I taka mała ciekawostka. On mi strasznie przypomina Luka Beckera, który broni naszych barw obecnie. Jeśli Becker zapuściłby wąsa, to byliby niemal identyczni. Zerknijcie sobie w międzyczasie.

Ostatnio tylko wspomniałem to nazwisko, ale myślę, że zasługuje na kilka słów więcej. Chodzi o Marka Hućko, bo to też ważny zawodnik z czasów po reaktywacji żużla w naszym mieście. Jego łatwo można było poznać, bo spod kasku wystawały mu długie włosy. Sylwetka może nieco siermiężna, toporna, ale zdobywał dla nas bardzo dużo punktów. Był to gwarant 8-10 punktów na mecz. Mało kto o tym wie, ale ten zawodnik miał też bardzo duży udział w rozwoju kariery Bartosza Zmarzlika. To on trenował obecnego mistrza świata i jego brata Pawła jak zaczynali swoją przygodę z żużlem. Szkolił ich na tym słynnym minitorze, na którym obecnie stoi dom Bartosza.

Tak na koniec nie mogę nie wspomnieć o kolejnym zawodniku z Gorzowa, który spędził u nas bardzo dużo lat, aż ostatecznie zamieszkał w naszym mieście. Chodzi o Tomasza Zywertowskiego. Pamiętam, jak przychodził do Łodzi. Był jeszcze wtedy juniorem. Nie zdobywał może dużo punktów, ale zawsze jechał do końca i był waleczny. Pomału można było obserwować jego systematyczny rozwój. W 2002 roku stał się już bodajże najlepszym juniorem II ligi. W kolejnych sezonach, jako senior kontynuował karierę u nas i punktował całkiem solidnie. Miał nawet bardzo udany sezon 2005, gdzie była totalna bieda w klubie i do momentu aż nie skończył mu się sprzęt, to co mecz zdobywał „dwucyfrówki”. W późniejszej fazie sezonu wyniki drastycznie spadły.

Po tym roku jak wszyscy wiemy, nastąpiła era Orła Łódź, bo klub przejął Witold Skrzydlewski. Tomasz miał wobec tego sezonu bardzo duże oczekiwania. Podkreślał, że jest przygotowany najlepiej w całej swojej karierze. W pierwszych meczach wyglądało to imponująco. Zdobył nawet przeciwko Kolejarzowi Rawicz komplet punktów. Później jednak o punkty było coraz ciężej. Finalnie sezon zakończył z bardzo słabym wynikiem. Średnia ledwo przekraczająca jeden punkt na bieg na pewno nie spełniała jego, jak i kibiców oczekiwań. W mojej opinii było to spowodowane uwolnieniem rynku dla obcokrajowców.

Zjechało się do nas mnóstwo zagranicznych zawodników i poniekąd wyparli oni wielu Polaków. Nie tylko Tomasz był ofiarą tego przepisu. Teraz to nie do pomyślenia, żeby w składach mogli być sami obcokrajowcy. Takie jednak mieliśmy czasy i dopiero później polski żużel z tego się otrząsnął i wprowadzili różne zapisy chroniące poniekąd interes polskich zawodników. Na całe szczęście.

Żużlok

Ronnie Correy
Lucke Bicker
Wstecz