Żużlowe legendy w Łodzi
Kontynuując temat początków łódzkiego żużla po reaktywacji, tym razem poruszę temat naszych zawodników z lat 1995-2000. Z tego okresu jest najwięcej do opowiedzenia, bo to czasy do których wracam z największym sentymentem jak już nie raz zresztą wspominałem.
Listę absolutnie otwiera nie kto inny jak Sam Ermolenko. Kto nie zna tego zawodnika? To było ogromne wydarzenie kiedy przychodził do Łodzi. Reaktywowany klub po 15 latach przerwy i trafia do nas taki stranieri, który 2 lata wcześniej w niemieckim Pocking, został indywidualnym mistrzem świata. Wyjątkowa sprawa, która na pewno przyciągnęła wielu kibiców na stadion.
Wiedzieliśmy, że jak Sudden Sam pojawi się pod taśmą, to oprócz tego, że w zasadzie gwarantuje 3 punkty w wyścigu, to jeszcze jak będzie mógł, to pomoże swojemu koledze z pary. Zapewne kibice z tamtych czasów pamiętają, że potrafił choćby holować na 5:1 naszego wychowanka Marcina Pieca. Wyobraźcie to sobie. Mistrz świata asekuruje do mety naszego wychowanka. W obecnych realiach, to sytuacja, którą ciężko sobie wyobrazić, bo po pierwsze nie ma w naszych szeregach zawodnika tego kalibru, a dwa nie mamy od lat żadnych zawodników wychowanych w naszym mieście. A właśnie dla takich momentów kibice przybywali na stadion. To był prawdziwy magnes. Fani chcieli obejrzeć mistrza świata i zawodników z Łodzi, wyszkolonych na naszym czarnym jak smoła torze. A jak jeszcze przywozili punkty, to unosiła się prawdziwa euforia na naszym kameralnym obiekcie. Jednak nie tylko Sam Ermolenko, to zawodnik o którym warto pamiętać.
Mieliśmy w tamtych czasach choćby duży zaciąg z Gorzowa. Marek Hućko, Piotr Rembas, Jarosław Łukaszewski. Szczególnie ten ostatni zaskarbił sobie sympatię fanów, bo zawsze walczył do samego końca, był bardzo skuteczny, lojalny. Chętnie też udzielał rad młodym adeptom. Obecnie możemy go obserwować w teamie Oskara Palucha. Dla mnie, to legenda tego klubu i warto o tym pamiętać.
Z sentymentem wspominam też młodziutkiego na tamte czasy Duńczyka Charliego Gjedde. Gdy zaczął startować w Łodzi, to miał 17 lat, a wtedy tak samo jak Ermolenko gwarantował co mecz dwucyfrowe wyniki. Każdy wtedy był przekonany, że oglądamy przyszłego mistrza świata. Niestety kariera tak się poukładała, że Charlie do czołówki nigdy się nie zbliżył.
Nie sposób opowiedzieć tu o każdym zawodniku, który w tych czasach startował w łódzkim klubie. Charakterystycznych postaci było multum. Co za tym idzie anegdot jest cała masa, ale taka jedna z ciekawszych według mnie jest związana z wychowankiem Unii Tarnów, Pawłem Świerzbem. Otóż jak przyjechał do Łodzi pierwszy raz, to ktoś pokierował go na stadion piłkarski, który mieścił się dokładnie w tym miejscu, w którym stoi obecnie Moto Arena. Tam dookoła boiska była taka niska betonowa ściana. Powiedział, że w życiu na takim torze jeździć nie będzie, gdzie bandę okalającą tor ma stanowić betonowa ściana. Kamień z serca spadł mu na pewno jak się okazało, że tor żużlowy mieści się obok i tam jest banda z klasycznej siatki.
Żużlok
— Słyszałem już niejedną opinię, że jestem chodzącą encyklopedią, jeżeli chodzi właśnie o żużel i wyniki naszego klubu — przyznaje Patryk Sobczyński.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Kacper Zieliński o Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów, swoich ostatnich zawodach w Czechach i ambitnych planach na przyszłość.
Marcin Nowak o początku sezonu, przygotowaniach do meczu z Krosnem i o tym, jak kluczowa dla wyników jest atmosfera w drużynie.
Robert Chmiel o przyszłotygodniowym meczu w Łodzi, gdzie pojawi się jako „Wilk” z Krosna. Wracamy także do jego ubiegłorocznych startów w barwach Orła.


