11/08/2026
Start Czytelnia Taki to był klimat

Taki to był klimat

Co piątek w samo południe

26 lipca 2024
U jednego błotnik niebieski, kołpak czerwony, obszycie zielone, kevlar fioletowy i do tego połatany, bo miał już kilka lat.
Taki to był klimat

Ostatnio było trochę wspomnień z samego początku reaktywacji żużla w Łodzi, o moich pierwszych odczuciach, wrażeniach. Kiedy to pisałem, wróciły sentymenty i uzmysłowiłem sobie jak ten żużel bardzo się zmienił. Czy na lepsze?

 

Na pewno pod wieloma względami tak. Niestety po drodze kilka rzeczy zostało zatraconych, zapomnianych. Kiedyś żużel był nieco bardziej obskurny, biedniej opakowany, ale z większą duszą. Wtedy chodziło tylko o ściganie, bo nie było dookoła za dużo tej całej otoczki i spinki spowodowanej telewizją i coraz to bardziej rozbudowanymi regulaminami. Bardzo lubię słuchać różnych podcastów z zawodnikami, którzy opowiadają właśnie o żużlu z lat 90. Tyle ciekawych historii wówczas się tworzyło. Drużyny to były wtedy prawdziwe drużyny. Zawodnicy spędzali ze sobą dużo czasu, przeżywali różne przygody w trasach gdy jeździli wspólnie, przebywali wiele godzin na stadionie przy motocyklach. U nas wtedy też można było w każdej chwili do nich na stadion zajrzeć i zobaczyć jak toczy się życie w klubie. Urok wtedy miały nawet te motocykle, które często widać było, że są polepione z różnych innych maszyn. U jednego błotnik niebieski, kołpak czerwony, obszycie zielone, kevlar fioletowy i do tego połatany, bo miał już kilka lat. To był klimacik. Zawodnicy i tak wsiadali na te motocykle, wyjeżdżali na te nierówne, często przyczepne tory i walczyli.

Taki to był klimat
Taki to był klimat

Nasz tor to w ogóle był wymagający. Szczególnie jak był jeszcze czarny. Zawodnicy walczyli na nim niekiedy o przetrwanie, a kibice po meczu wychodzili, jakby kończyli zmianę w kopalni. Czy ktoś wtedy na to narzekał? Absolutnie nie, a co najlepsze, to wtedy frekwencja była niekiedy większa niż jest obecnie.

 

Jak w 1999 roku przyjechał Włókniarz Częstochowa w składzie ze Sławomirem Drabikiem i Markiem Loramem, to stadion był pełny. Marketing wtedy? A co to takiego? Wtedy po prostu był głód żużla i odpowiedni klimat w klubie. Kto pamięta choćby to, że była kiedyś pod wieżyczką orkiestra, która miała swoje przyśpiewki na różne okazje w meczu? „Sam Ermolenko naszym przyjacielem jest!” - to się niosło często gdy nasza legenda wygrywała wyścig. Tych piosenek oczywiście było dużo więcej. Do tego obowiązkowy szampan dla każdego zwycięzcy biegu. To były takie małe rzeczy, ale tworzyły całość w odbiorze. Były jakieś cele, marzenia. Ludzie w klubie i wokół niego pełni pasji do tego sportu, co udzielało się każdemu. Teraz tacy ludzie też oczywiście, że są, ale nie wszyscy i tu jest mały problem.

 

Do klubów, do związku zostali dopuszczeni ludzie, którzy traktują ten sport tylko jako pracę na etat. Weszła duża komercja, profesjonalizacja, co oczywiście ma swoje plusy, bo mamy obecnie pięknie te nasz sport „ubrany” i za to należą się pochwały, ale coś po drodze trochę uciekło. No cóż, taki mamy po prostu klimat. W jakim kierunku zmierza ten żużel? Czas nam wszystko pokaże. Oby ta droga była właściwa, bo później nie będzie odwrotu.

 

Żużlok
(zdjęcia z archiwum  Mariusz Sujki i Grzegorz Nowaka)

Wstecz