Mama, żona, fanka
Od czego zaczęła się twoja z żużlem?
Po raz pierwszy na żużel wyciągnął mnie mój świętej pamięci tata. Wtedy byliśmy z mężem rok po ślubie. Szczerze powiem, że moje pierwsze wrażenia nie zachęcały mnie do tego, żeby ponownie przyjść na mecz. Nie widziałam nic nadzwyczajnego w tym, że na torze jeździ czterech panów w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. Później miałam przerwę, aż nie urodziłam syna — Patryka, który obecnie jest bębniarzem. Zaczęło się to na nowo. Mój syn we mnie zaszczepił pasję do żużla. Mój tata, czyli jego dziadek zabrał Patryka na mecz, gdy miał trochę więcej niż rok. Powiedział mu, że jest coś takiego jak żużel, motory. Jak to małe dziecko… zaświeciły mu się oczy i poszliśmy. Od tamtej pory chodzimy na praktycznie każdy mecz. Często też wyjeżdżamy na mecze za drużyną, żeby im kibicować. Tak to się właśnie zaczęło.
Pamiętasz, w którym sezonie to się zaczęło?
To był chyba 1998 rok. Później urodziła nam się córka. Miała praktycznie 3 miesiące, jak była pierwszy raz na żużlu. Oczywiście cały mecz przespała, jak to dziecko, ale baliśmy się, że nie da rady przez ten hałas. Jakoś jej to jednak nie przeszkadzało i teraz nadal chodzi na mecze w miarę możliwości, jak praca jej na to pozwala.
Po Patryku, kto pierwszy złapał tego żużlowego bakcyla, pani, czy mąż?
Ja chodziłam na mecze ze względu na syna, więc pierwszy wkręcił się mój mąż, ja dopiero później. Musiałam przekonać się do tego.
Pamiętasz Wasz pierwszy mecz wyjazdowy?
To był Rzeszów w 2014 roku. Jechaliśmy wtedy o awans do wyższej ligi. Niestety, nie wygraliśmy. Byliśmy tam we trójkę, ja, mąż i Patryk, córka została w domu.
Gdybyś miała wspomnieć jeden mecz, który najbardziej zapadł Ci w pamięć byłby to?
Mecz na starym stadionie, jechaliśmy z Zieloną Górą. Do ostatniego biegu było na styku. Nie było wtedy na starym stadionie klatki dla kibiców przyjezdnych. My siedzieliśmy na wejściu w pierwszy łuk, pomiędzy kibicami z Zielonej Góry. Wiem, że to byli oni, bo obok mnie siedziała pani w koszulce z myszką miki i dlatego tak mi się to utrwaliło. Jeśli dobrze pamiętam, to wygraliśmy, ale to była minimalna różnica punktów i ta pani, która siedziała obok, podała mi rękę, pogratulowała i powiedziała — no to widzimy się w Zielonej Górze. Niestety, nie pojechaliśmy na ten mecz rewanżowy. Z tego, co kojarzę, to tam przegraliśmy i w dwumeczu byliśmy gorsi.
Czy ta wspólna pasja, chodzenie na mecze sprawia, że jesteście ze sobą bliżej jako rodzina?
Myślę, że tak. Któregoś roku, nie jestem w stanie teraz powiedzieć, w którym konkretnie, ale pamiętam, że podczas meczu wyjazdowego w Święta Wielkanocne nie byliśmy w stanie pojechać tam za Orłem. Dzieciaki były wtedy jeszcze na tyle małe i niesamodzielne, żeby pojechać na ten mecz. Siedzieliśmy w domu i oglądaliśmy transmisję w telewizji. Oczywiście dzieci bardzo chciały kibicować. Córka wzięła garnek, łyżkę i jako bębniarz bębniła, był szał ciał, krzyki w domu. Ja mówię — uspokójcie się. Okna w domu były pootwierane, bo było już w miarę ciepło. - Sąsiedzi nie będą wiedzieli o co chodzi. Oczywiście to nic nie dało. Kibicowali przed telewizorem i dopingowali Orła.
Na meczach Patryk pełni rolę bębniarza, jest mocno zaangażowany w kibicowskie życie
To już była jego decyzja. Na starym stadionie, przejęli to od starej wiary, między innymi od świętej pamięci Mirka. Od nich właśnie Patryk z Markiem i jeszcze jednym kolegą Mateuszem zaczęli się w to wkręcać. Ja nie miałam z tym nic wspólnego.
Czujesz dumę z syna, że tak się zaangażował i dzięki swoim działaniom jest jednym z bardziej aktywnych kibiców?
Oczywiście, że jestem dumna z niego, że ma taką pasję. Nie ukrywam tego. Jak już się w to mocno zaangażował to później, gdy była możliwość, by ktoś wziął ich tam pod swoje skrzydła, to jeździli z innymi kibicami, kiedy my z mężem akurat nie mogliśmy. Cieszy mnie, że wśród kibiców jest rozpoznawalny. Myślę, że jest też szanowany w tym gronie.
Ze sportów tylko żużel was tak zainteresował, czy są też inne dyscypliny, na które również państwo razem chodzicie?
Raczej żużel. Od czasu do czasu pójdziemy na siatkówkę na budowlanych. Jak tylko zaczyna się sezon żużlowy, to jest on w pierwszej kolejności.
(Rozmawiała: Patrycja Pąśko)
— Słyszałem już niejedną opinię, że jestem chodzącą encyklopedią, jeżeli chodzi właśnie o żużel i wyniki naszego klubu — przyznaje Patryk Sobczyński.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Kacper Zieliński o Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów, swoich ostatnich zawodach w Czechach i ambitnych planach na przyszłość.
Marcin Nowak o początku sezonu, przygotowaniach do meczu z Krosnem i o tym, jak kluczowa dla wyników jest atmosfera w drużynie.
Robert Chmiel o przyszłotygodniowym meczu w Łodzi, gdzie pojawi się jako „Wilk” z Krosna. Wracamy także do jego ubiegłorocznych startów w barwach Orła.




