Było... i minęło - część druga rozmowy z Witoldem Skrzydlewskim
- Internetowi znawcy niech wskażą wolnego Polaka...
- Wpływy z biletów są mniejsze niż wypłata za punkty dla najskuteczniejszego zawodnika...
- Mówię to już z całkowitą odpowiedzialnością, to jest już koniec w żużlu…
- Ten sport sam się wykańcza….
Przeczytaj pierwszą część rozmowy
Rozmowa przeprowadzona 16 maja
Po tym co Pan mówi nie wierzę, że Pan już się poddał…
To nie jest tak, że bez walki. Gdyby tak było, to bym w tym roku nie wkładał środków. My jutro ogłosimy nowego zawodnika [rozmawialiśmy dzień przed konferencją prasową przed meczem z Ostrowem. przyp.red.], więc ja chcę, by Orzeł się utrzymał. Nie tylko mówię to, działam tutaj intensywnie, by tak było. To rodzi oczywiście kolejne koszty. Temat pewnie wróci we wrześniu. Zrobię duże spotkanie, zaproszę kogo trzeba i wtedy to finalnie ogłoszę. Jeśli się ktoś zgłosi, za złotówkę oddam klub... Wydałem na niego przez te wszystkie lata kilkadziesiąt milionów. Moja firma byłaby w zupełnie innym miejscu, gdyby te środki były w nią zainwestowane. Ani ja, ani moja rodzina nie zasłużyliśmy, by nas opluwać. Ktoś powie, że to jacyś ludzie w Internecie, często bez imienia i nazwiska. Może tak jest. Nie czytam tego, by była jasność, ale nie da się od tego uciec. Spotykam ludzi, dzwonią do mnie, chcą czytać mi to, co tam jest napisane. Jest trochę tak, że skoro ktoś na mnie pluje, a ktoś inny czyta i ma inne zdanie, to czemu nie napisze? Jak nie ma takich reakcji, to jest ogólne przyzwolenie na takie plucie.
Tak to działa nie tylko wobec Pana. Jak coś, słusznie czy niesłusznie, nie pasuje komuś w restauracji to pisze o tym od razu. Jak smakowało, pisze o tym bardzo mało osób. Chciałbym dopytać, bo to wydaje mi się ważne w naszej rozmowie, czym jest dla pana konkretnie to plucie?
Jestem twardym gościem, mogę krytykę przyjmować, ale nie mogę przyjmować kłamstw. Nawet obrażanie mnie nie rusza. Jak ktoś napisze Skrzydlewski cham czy tam głupi albo gruby, pseudobiznesmen czy tam nawet ch…. to olewam. Jednak naprawdę mam dość tekstów w stylu, że Skrzydlewski specjalnie nie chce awansować - to mi po prostu ubliża. Jak ktoś mówi, że są chętni sponsorzy, tylko że ja nie chcę, stoję na drodze, to niech pokaże tę kolejkę sponsorów, a nie wymyśla. Jeżeli piszą, że dla mnie klub to pralnia brudnych pieniędzy, to ręce opadają. Właśnie teraz nie zapłaciłem naszym dostawcom z Holandii za kwiaty, bo trzeba było na wypłaty zawodników przekazać środki. Po prostu zasypać dziurę w klubie. Holender poczeka, pewnie nic się nie stanie. Ja realnie czasami nadwyrężam działalność i płynność mojej firmy, by w tym klubie wszystko działało i na szczęście działa w najważniejszych kwestiach. Nigdzie nikt nie przeczyta, że nie płacimy lub z czymś zalegamy. To zapewniam. W wyścigu na torze już nie pojadę, więc za punkty do końca odpowiadać nie mogę.
Dzisiaj będąc w Ekstralidze można mniej dokładać niż będąc, tak jak Orzeł, szczebel niżej. Przecież dokładnie tak samo jest w piłce nożnej. Więc ktoś ma mnie za kretyna, że ja celowo wolę by było gorzej i więcej dokładać bo mam takie widzimisię? Zupełnie nie. Potrafię liczyć. Sama telewizja w Ekstralidze daje ok. 8 milionów złotych. Warto awansować chociażby po to, by zrobić taki numer, jak zrobił Ostrów i Krosno. Tu nawet mogę powiedzieć, że Krosno to zaszalało, bo wzięło wtedy Doylea, a Ostrów zostawił swój skład. Nie ma już wtedy na rynku zawodników, których można rozsądnie zakontraktować i dadzą oni istotną różnicę. Można już tylko przepłacać za towar, który nie zszedł w pierwszym rozdaniu. Przykład Ostrowa jest bardzo znamienny. Jak wchodzili do Ekstraligi to mieli prawie sześć milionów długu, a po spadku, mieli na plusie trzy. Ja naprawdę potrafię dodawać.
Tu pojawia się argument, że Pan wcześniej oddawał wywalczone awanse mówiąc wprost, że nie chce.
Tak. To były zupełnie inne czasy i okoliczności niż w ostatnich latach. Wtedy z praw telewizyjnych klub nie dostawał nawet miliona. Dziś jest to ponad osiem razy tyle. Stawki zawodników były jednak tylko o połowę mniejsze niż obecnie, ale nic to. Najważniejsze, że nie mieliśmy wtedy stadionu i wielu innych rzeczy organizacyjnych. Miałem pomysł, by awansować w pierwszym roku po otwarciu stadionu. Mieliśmy wtedy niby na papierze skład, który powinien się o ten awans bić, a myśmy się wtedy ledwo utrzymali. Stadion nie był na czas. Musieliśmy kombinować, przekładać mecze, jeździć na początku tylko na wyjeździe. To zasługa władz miasta, że z tym stadionem zupełnie nie dotrzymano dat. Wtedy nam się to wszystko posypało, a ja za mecz na otwarcie stadionu to finalnie dostałem wyrok.
Daję na klub pieniądze, a nie pożyczam, tak jak wielu innych prezesów czy też właścicieli klubów. Chciałem z tego żużla wyjść już 15 lat temu. Wiem, co ludzie mówią, że ja bajki opowiadam. Kto mnie zna, ten wie, jak było. Żużel to była niesamowita pasja mojej córki. Miałem takich znajomych, którzy nie dbali o pasje dzieci i to się bardzo różnie kończyło. Bardzo chciałem, by Aśka miała swoją pasję, więc brnąłem w ten żużel dalej.
Pan dzisiaj mówi, nawet w wielu ostatnich wywiadach to się powtarza, że nie zna się na żużlu, że go nie lubi. Oglądałem wiele archiwalnych zdjęć, a także filmów na starym stadionie. Pan tam był zaangażowany na maksa. Był Pan na treningach, wyciągał zawodnikom motocykle z samochodów. Pełne zaangażowanie było.
Ja nie jestem fanem tego sportu, ale jak za coś już się biorę, to ja chcę być dobry. Nie tylko dobry, ale po prostu number one. Rzeczy to czasem i można i trzeba po prostu zrobić pod publikę. Wiele rzeczy pod publikę zrobiłem, by to dobrze działało i mogło się rozwijać. Pracuję na maksa. Podam taki inny przykład. Jak byłem prezesem Widzewa, to była bardzo duża walka o licencję. Robiłem wszystko, by tę licencję zdobyć, a potem chciałem się wycofać. Nie wycofałem się, bo mnie namówili bym został. Później ten Widzew spadł. Dołożyłem oczywiście do tego kasy. Minęły lata i jest nowy piękny stadion, nikt mnie tam nawet nie zaprosił. Nie byłem na meczu od lat mimo, że to moja drużyna. Znajomi mówią, chodź zabiorę cię, mam tam miejsca, ale odmawiam. Szanujmy się. Skoro klub mnie nie chce, to ja nie będę tam wchodził na jakieś listy czy też się przemykał. Byłem przesłuchiwany przez prokuratora za to, że wymyśliłem sposób w jaki klub może uwolnić się od gigantycznych długów. Udało się to wyprostować.
Ja mam 72 lata i już nie chce się szarpać. Dzisiaj to jest często tak, że ktoś mówi - no dobra, ja dam na ten klub pięć czy dziesięć tysięcy, ale niech potem Skrzydlewski zrobi ze mną interes na sto tysięcy.
Mówi Pan, że kiedyś grał pod publikę. Myślę, że tak jest cały czas. Pan świetnie się czuje w mediach, wie co i jak powiedzieć, rzuca takie „smaczki” od czasu do czasu. Media Pana lubią. Dzwonią, pytają, zapraszają. Wiedzą, że będzie ciekawy materiał i wzbudzi zainteresowanie. Pan z jednej strony mówi - biorę odpowiedzialność za skład, a chwilę później, że nie wie ile okrążeń ma bieg. To musi wywoływać reakcje Internetu i komentarze.
Jak szedłem do programu tego Puki, to się naprawdę zastanawiałem, ile my tych kółek jedziemy. Miałem przeświadczenie, że pięć. Jak trwała rozmowa, to do tego nawiązałem, a przecież kiedyś nasz startowy też się pomylił i skrócił bieg o jedno okrążenie. Nie mam nic do tego, że ludzie nawiązują do moich wypowiedzi. Mogą się śmiać, komentować. To jest okej. Mnie wkurzają, te sprawy, o których już mówiłem, czyli pisanie nieprawdy. Ze mną dzisiaj jest tak jak było z Panem Ptakiem czy też Cackiem. Oni też wkładali swoje ciężko zarobione pieniądze w sport, a wszyscy stali z boku i mówili - nich płaci, bo ma i tyle. Ludzie się śmiali, obrażali i tak dalej. Przecież tu są wokół firmy, które mogłyby pomóc. Dzisiaj ktoś powie, tu nie ma wyników, ale kiedyś wyniki były. Przed sezonem nie było wiadomo czy będą wyniki czy nie i też kolejki chętnych nie było. Więc Skrzydlewski sam już dalej płacić nie będzie.
Próbuję dobrze zrozumieć. Czego dzisiaj jest w Panu więcej? Rozgoryczenia i frustracji, żalu czy też już chłodnej logicznej kalkulacji - włożyłem w to mnóstwo pieniędzy i wystarczy?
Od wielu miesięcy mówiłem w wywiadach i na konferencjach, że ten sezon będzie bardzo zależał od kibiców. Można to sprawdzić i szybko w tym całym Internecie wyszukać. Kibiców nie ma na naszym stadionie. Bardzo bym chciał, by to wybrzmiało, bo może wtedy wiele osób zrozumie, co chcę powiedzieć. Nie obrażam tych, którzy przychodzą, ja ich doceniam. Nie obrażam się na tych, którzy nie przychodzą. Chodzi o pewne zasady zdrowego funkcjonowania żużlowego klubu. Te wyglądają mniej więcej tak, że mecz u siebie opłacają kibice. Czyli, że z biletów wystarcza na punkty dla zawodników. Czasami nawet jest górka, by zostało na dokładkę do meczu wyjazdowego, a nawet jak jej nie ma, to z pieniędzy zgromadzonych od sponsorów powinno to być regulowane. Na podpisy jest z dotacji od miasta, wpływów z praw telewizyjnych i innych środków. Dzisiaj u nas to zupełnie nie funkcjonuje. Powiem więcej, gdyby przyjąć, że ten Skrzydlewski weźmie na siebie podpisy, czyli kładzie na stół te trzy miliony czy więcej, bo jest tego trochę więcej, to nic więcej nie powinno już do niego należeć. Jednak dzisiaj to znów by się nie spinało, czyli trzeba dokładać jeszcze więcej.
Mam wrażenie, że jednak postawienie sprawy w ten sposób, to jest trochę zaproszenie do negocjacji. Może nie definitywnie zostawię ten żużel, ale może zróbmy to na trochę innych zasadach…
Zapraszam. Niech ktoś przyjdzie i powie, jak to widzi. Niech ma siłę, pomysły, energię, środki i weźmie klub. Jeśli tak się stanie, oferuję, że biorę na siebie utrzymanie topowego lidera przez cały sezon. To jest około półtora miliona złotych. Czyli nie chcę uciekać, jak mi zarzucają. Mogę zostać w gronie sponsorów i to tych bardziej hojnych. To wszystko co mogę ewentualnie zaoferować. Przecież gdybym myślał tylko biznesowo, to zostałbym sponsorem całej ligi. To jest rocznie około siedemset tysięcy dzielone na dziewięć części, czyli wszystkie kluby plus spółka Ekstraligi, która zarządza rozgrywkami. Byłaby H. Skrzydlewska 2 Ekstraliga, a moja firma miałaby promocję i ekspozycję większą niż obecnie na 5-6 lat, za cenę jednego roku dokładania do klubu. Nikt by na mnie nie pluł, a jednak swoje środki wkładam do klubu, co zapewnia jego funkcjonowanie przez kolejny sezon. W Łodzi nie ma niestety równego traktowania. My płacimy najwyższą stawkę wśród klubów za wynajem obiektu. Z czego to wynika? Z tego, że ten cham Skrzydlewski ma. Dlaczego ja mam być tym frajerem?
Co zatem zrobić żeby nie spaść?
Nie ma prezesa, który by powiedział, że chce spaść. Już mówiłem, że prezes nie wsiądzie i nie pojedzie. Zrobiłbym wiele, by pomóc tu i teraz drużynie. Jeżeli zagraniczni zawodnicy by nie jechali, to można by było dokonać jakiegoś ruchu, ale oni jadą. Tu na przykład jest do wzięcia Zagar, ale zamienić jednego co robi 10 na drugiego co zrobi 10, to bez sensu. My mamy problem z Polakami, a tych na rynku, którzy zmienią obraz, nie ma. Nasz problem polega na tym, że nawet jak wygrywamy bieg, to nasz drugi zawodnik przyjeżdża czwarty. Brakuje chociaż tego jednego punktu. Zawodzi formacja juniorska, a szczególnie Olek Grygolec. Wierzyłem w niego i stworzyłem mu warunki. To miał być dla niego decydujący rok i nic z tego nie wyszło. Dlatego tutaj będziemy się wzmacniać. To jest też dowód na to, że nie wywiesiłem białej flagi. Dokładam środki i jak tylko jest taka możliwość, to wykonujemy ruch. Jak Janusz Ślączka z zawodnika został trenerem, to z dnia na dzień zmienił swoje podejście, a trener Jąder ma wiedzę, pasję, zaangażowanie, ale czasem brakuje mu konsekwencji i tej stanowczości. W klubie jest wiele rzeczy, które pewnie wymagają poprawy. Trener był dobrym zawodnikiem. Ma swój warsztat i to nie tylko w kwestii wiedzy, ale fizyczny z prawdziwego zdarzenia. Zna się doskonale na sprzęcie.
Powiedział Pan wiele o rzeczach na zewnątrz. Czyli kibicie, miasto, liga…
Widzę, co nie działa w klubie. Naprawdę widzę, choć wiele osób mówi, że jestem w tej kwestii ślepy. Nie wszystko da się jednak zmienić, a jak jest próba zmiany, to nie przynosi ona oczekiwanych rezultatów. Potem to nie tylko finansowo, ale czasowo tutaj w firmie działamy, by odkręcać różne kwestie w klubie, chociaż powinniśmy pracować. Dlatego po tych 18 latach czas zdjąć te obowiązki z mojej firmy.
— Słyszałem już niejedną opinię, że jestem chodzącą encyklopedią, jeżeli chodzi właśnie o żużel i wyniki naszego klubu — przyznaje Patryk Sobczyński.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Kacper Zieliński o Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów, swoich ostatnich zawodach w Czechach i ambitnych planach na przyszłość.
Marcin Nowak o początku sezonu, przygotowaniach do meczu z Krosnem i o tym, jak kluczowa dla wyników jest atmosfera w drużynie.
Robert Chmiel o przyszłotygodniowym meczu w Łodzi, gdzie pojawi się jako „Wilk” z Krosna. Wracamy także do jego ubiegłorocznych startów w barwach Orła.



