11/08/2026
Start Czytelnia Ten sport zdycha - pierwsza część rozmowy z Witoldem Skrzydlewskim

Ten sport zdycha - pierwsza część rozmowy z Witoldem Skrzydlewskim

21 maja 2024
Czy to naprawdę jego ostatni rok w żużlu oraz co go w tej dyscyplinie wkurza, opowiedział nam Witold Skrzydlewski, prezes i główny sponsor Orła Łódź.
Ten sport zdycha - pierwsza część rozmowy z Witoldem Skrzydlewskim

Rozmowa przeprowadzona 16 maja

 

Łódzki Żużel: Zacznijmy od ostatnich dni, zapytam o pana wrażenia po siódmej edycji Meczu Narodów.

Witold Skrzydlewski: Wrażenia mam bardzo pozytywne, przede wszystkim dopisała publiczność. W tym roku bilet kosztował pięć złotych, a nie złotówkę. Cały dochód z biletów przeznaczamy na cele charytatywne, tu nie chodzi o zarobek, ale ta zmiana ceny spowodowała, że z biletów faktycznie skorzystano.

Wcześniej, jak ktoś kupił kilka sztuk po złotówce, a potem zmieniły mu się plany, to machnął ręką. Teraz to już była jakaś wartość i jak ktoś nie mógł być na stadionie, to oddał lub sprzedał bilet. We wcześniejszych latach mieliśmy przez to puste miejsca na trybunach, teraz tego nie było. Siły w drużynach też były w tym roku bardziej wyrównane, a co za tym idzie, emocje były do samego końca. Gdyby się nasz Basso nie przewrócił, mielibyśmy jeszcze bieg o pierwsze miejsce. Mieliśmy za to bieg o trzecie miejsce. Tutaj sędzia chyba chciał nam wygonić wszystkich ze stadionu zarządzając przed tym biegiem równanie i polewanie. Bardzo ważne jest dla zawodników, by kibicie na koniec też z nimi byli. Po tym trudzie, gdy wyjdą odebrać puchary, to chcą to zrobić przy trybunach, na których są kibice.

 

Tak źle to chyba nie było, część kibiców została.

Myślę, że może początkowo rzeczywiście sporo kibiców zostało, ale gdy sędzia zarządził równanie, niestety kibicie zaczęli wychodzić. To jedyna rzecz, która tego dnia do końca nam nie zagrała w tym święcie żużla. Wręczenie pucharów jest piękną puentą tego wydarzenia, a zawodnicy zasługują, by odbierać je przy wypełnionych trybunach.

 

Internet huczał, że Mecz Narodów to był taki trochę casting do ewentualnego wzmocnienia Orła.

To nieprawda. Tam nie było zawodników, którymi można by było zastąpić naszych. Oczywiście, mówię o tych, którzy są ewentualnie do podpisu. Wydawanie pieniędzy na zawodników o podobnym lub z niższym poziomem do tych, którzy są w składzie, jest zupełnie bez sensu. Internetowi znawcy niech wskażą wolnego Polaka, który mógłby zrobić różnicę. Nie ma takiego. Gdyby nasi zawodnicy, w meczach ligowych, jechali z taką wolą walki i chęcią rywalizacji jak w Meczu Narodów, to prawdopodobnie nie bylibyśmy na ostatnim miejscu. 

 

Pamięta Pan ile Orzeł miał punktów w poprzednim sezonie po czterech meczach?

Nie.

 

Cztery, a przecież finalnie tamten sezon był uznany za sportowa katastrofę…

Nie patrzę tak na to, nie myślę, czy to będzie katastrofa czy nie. Ktoś powie na przykład, że mało ludzi przychodzi na stadion, bo słabo jadą. Ja widzę, że bez względu na to jak jadą, przychodzi tyle samo osób - czyli mało. W tym roku, w tych pierwszych meczach, wpływy z biletów są mniejsze niż wypłata za punkty dla najskuteczniejszego zawodnika drużyny. To o czym my tu mówimy. Jak ten żużel robić i dla kogo? Widzew, czy wygrywa czy nie, ma pełny stadion. ŁKS od dawna wiadomo, że spadnie, a na meczu są ludzie. My jeszcze nie tak dawno jechaliśmy finał ligi z Zieloną Górą i mieliśmy sprzedanych dwa tysiące biletów. Łódź nie jest dla żużla.

 

Jednak w tym roku stadion już dwa razy był wypełniony bardzo przyzwoicie. Było IMME, teraz Mecz Narodów.

Nie możemy tak do tego podchodzić. Teraz mieliśmy bilety po 5 zł. To starczyło tylko na ochronę, sędziego i osoby dodatkowe. Moja rodzinna dołożyła do tego 150 tysięcy złotych. Nie o to chodzi w tym wypadku, bo taka jest idea Meczu Narodów i moja rodzina jest jego fundatorem. Dla mnie, i mówię to już z całkowitą odpowiedzialnością, to jest już koniec w żużlu. Mam dość opluwania mnie w Internecie. Jak słyszę od ludzi, że tam piszą: Skrzydlewski nie chce sponsorów. No to mnie coś zalewa. Dlatego ja naprawdę bardzo uczciwie mówię - ten klub kosztuje złotówkę i będzie za tyle do wzięcia. Bez żadnych długów, co naprawdę jest sytuacją bardzo niespotykaną. Koniec i kropka po tym sezonie. W każdej chwili mogę go oddać, w tym roku dołożyłem do klubu dwa i pół miliona. 

 

Nie wszyscy biorą to do końca poważnie. Pan mówił to już we wcześniejszych latach. Zakładam, że wiele osób myśli - Skrzydlewski teraz mówi oddam, a jesienią zmieni zdanie i zacznie się budowa nowego składu i przygotowania do sezonu…

Nie będzie tak. Jak tutaj siedzimy i patrzę na portret mojej mamy, mówię, że to koniec. Mnie już na to nie stać. Mogę dołożyć pół miliona, milion i to będzie bez uszczerbku dla działalności mojej firmy. Ostatnie lata to już są za duże wydatki. Jestem poważny, odpowiedzialny, więc spinamy się i dokładamy, ale obciążenie rzędu cztery, pięć milionów, to już jest za duży koszt i ryzyko dla mojej firmy.

Ten sport zdycha - pierwsza część rozmowy z Witoldem Skrzydlewskim
Ten sport zdycha - pierwsza część rozmowy z Witoldem Skrzydlewskim

Żużel to jest w Polsce droga zabawa?

Jest to bardzo droga dyscyplina. Mimo, że pochłania ogromne środki, to wiele rzeczy nie działa racjonalne. Powtarzam pewne sprawy od lat. Często mnie za to krytykują albo mówią, że wymyślam. Wiele schematów jest w żużlu patologicznych. Byle jaki zawodnik robi dwa, trzy punkty i kasuje dychę. On może być słaby, jechać na jakimś odgrzewanym silniku, ale tu dwa, tu cztery punkty i biznes się kręci. Do tego weźmie dwie, trzy stówy za przygotowania i można żyć spokojnie i radośnie. Moim zdaniem ten sport sam się wykańcza. On zdechnie, bo ma zły regulamin. Od lat mówię, że mamy głupoty z tymi play-offami. Tabela po sezonie zasadniczym powinna być przecięta na pół i jedziemy dalej mecz i rewanż. Jedni o awans, drudzy o spadek. Dzisiaj ósmy spada, siódmy już nic nie robi, a reszta jeszcze jedzie. Wszyscy powinni jechać taką samą liczbę meczy. To by bardzo pomogło w kontratakowaniu zawodników, a przez to wyrównało poziom ligi. Ona po prostu byłaby lepszym produktem, bardziej zaciętym i emocjonującym dla kibica. Dzisiaj rozmowa z zawodnikami jest trudna. Oni patrzą w kierunku mocnych drużyn, bo tam pojadą więcej spotkań, zarobią więcej. Potem mamy kumulację najlepszych w jednej czy drugiej drużynie. Gdyby była taka sam liczba spotkań, to zawodnik mógłby wybrać teoretycznie słabszy team i być w nim prawdziwą gwiazdą. Kolejna kwestia to sztuczne wypromowanie juniorów za naprawdę wielkie pieniądze. Jak chcesz jechać, to staraj się i bądź najlepszy. Dzisiaj zawodnik zrobi kilka kółek lepiej na torze i chce pół miliona za podpis. Idę dalej i pytam po co sztucznie określamy liczbę Polaków, niech rynek wybiera.

 

Pod względem rywalizacji żużel stał się bardzo przewidywalny.

To kolejna kwestia, która zabija szansę na prawdziwe sportowe emocje. Sport to powinny być też niespodzianki, a nie przewidywalne do bólu mecze. Załóżmy, że w sobotę w Warszawie jest Grand Prix, ale pada tam deszcz. Przekładają więc turniej na niedzielę, ale mieliśmy wtedy jechać mecz z drużyną, która ma zawodnika w turnieju. Wtedy ten mecz się nie odbędzie, bo jeden zawodnik jest gdzie indziej. To jest niebywałe, bo zabija szanse dla innych, kiedy mogliby się pokazać. W piłce, jak zawodnik jest kontuzjowany, to gra za niego ktoś z ławki. W żużlu tak nie ma. Dlatego ten sport jest nudny jak marmolada. Kiedy słyszę komentatorów, którzy mówią czy tor jest przyczepny, jakie przełożenia i tak dalej, to mam wrażenie, że ktoś robi z widza głupka. Sztuczne szukanie emocji w meczu, który wiadomo kto wygra. Nie mogę już tego słuchać. Sport jest tylko wtedy ciekawy, kiedy jest nieprzewidywalny.

Przecież jak popatrzymy na Ekstraligę, to zajmujące by było tylko wtedy, gdyby na przykład Lublin pojechał mecz bez dwóch gwiazd, bo właśnie na przykład są na jakimś turnieju. Niech pokażą co tam mają w rezerwie. Jak jadą samymi armatami, to te mecze są już rozegrane przed ich rozpoczęciem. Emocjonowanie się tym czy rywal wyjdzie z trzydziestki czy nie wyjdzie, nie ma nic wspólnego ze sportowymi emocjami. Te całe zastępstwa zawodnika zupełnie nieznane w innych sportach, teraz mają być jeszcze rozszerzone o zastępstwa medyczne. To jest kompletna paranoja. Kiedyś pewien profesor mi powiedział, że żużel to jest objazdowy cyrk na kółkach. Strasznie się na niego wtedy wkurzyłem. Dzisiaj go za to przepraszam przy każdym spotkaniu i przyznaję mu rację.

Chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię. Czemu nie przeprowadza się w żużlu regularnych badań antydopingowych, tak jak na przykład w kolarstwie? Kilku zawodników zbadanych w ciągu roku to przecież żadne badanie. Sześć razy w tygodniu w samolocie, potem dojazdy samochodem do stadionów i musi być jeszcze siła, by się ścigać. Nie wierzę w cuda, że nie wspomagają się w jakiś sposób, często przecież to zawodnicy koło czterdziestki.

 

 

 

Przeczytaj część drugą: Było… i minęło

Wstecz