Niezdrowe emocje
Wczorajszy niedojechany z powodu deszczu mecz w Ostrowie Wielkopolskim znów wywołał sporo emocji i komentarzy. My lubimy powtarzać, że żużel to emocje i zachęcamy - wkręć się w nie, ale zupełnie nie o takie emocje nam chodzi i nie o taki żużel. Bez dwóch zdań, to co wydarzyło się wczoraj w Ostrowie było antyreklamą żużla. Relacje, czas, ogłoszenie decyzji, zmiany decyzji…Tam panował kompletny chaos. Nie trzeba być specjalistą od żużla, toru i tych wszystkich niuansów, by będąc wczoraj na stadionie zobaczyć, że coś tam było nie tak. Najlepszą decyzję podjęli chyba kibice, którzy po przerwaniu meczu, po prostu wyszli ze stadionu. Garstka, która została, podziwiała blisko półtoragodzinne zmagania traktorów na torze. W deszczu, marznąć w przemoczonych ubraniach, a ostatecznie i tak już nie zobaczyli sportowych zmagań.
Będąc na stadionie, nie wiedziałem co powiedział trener Maciej Jąder w przebitkach dla Canal Plus. A o to po meczu, wokół stadionu jak w sieci były największe emocje. - Gospodarze robią wszystko, żeby tor zepsuć do reszty. Nie chcą jechać, bo przegrywają. Rozumiem to, ale jest też komisarz, który niepotrzebnie rusza tor szczotką. Przestało padać, trzeba było poczekać 15 minut, nie ruszać toru, a na moje on nie będzie się nadawać do jazdy – stwierdził trener Orła.
Miałem podobne odczucia patrząc na to co się dzieje na torze. Najpierw długie narady, potem wyjazd dwóch maszyn, ale długi czas pracował tylko jeden traktor. W drugim był trener gospodarzy i odbywała się tam intensywna dyskusja z komisarzem. To nie była chwila rozmowy, trwało to wiele minut, w których nie działo się kompletnie nic. Czas, który został stracony, by szybko poprawić tor. Później tego czasu zabrakło, gdy nadeszły kolejne opady. Była też okazja, tak jak wskazywał trener Jąder, dojechać te dwa biegi i uznać mecz za odbyty. W momencie, gdy nie padało, to w sumie niewiele się działo. Drużyny czekały, decyzji nie było. W luźnych rozmowach, także zawodnicy wskazywali, że można jechać. Mógł to sprawdzić sędzia i nawet przez moment chciał, bo zarządził próbę toru. Ostatecznie się ona nie odbyła. Traktory zaorały nawierzchnię i to w zasadzie był koniec meczu…
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Przed kamerami i w naradach każdy sztab gra o swoje. Jak wygrywasz chcesz kończyć, jak przegrywasz i widzisz, że tego dnia Ci nie idzie to wiadomo, że będziesz szukał opcji by nie kończyć takich zawodów. Trener Ostrowa w wypowiedziach pomeczowych narzekał na postawę swojego zespołu. Mówił, że nie wie, dlaczego drużyna w ostatnich spotkaniach na własnym obiekcie prezentuje się słabiej od oczekiwań i że szukają rozwiązań. Tak więc czas w tym wypadku się przyda.
Przypomnijmy, że rok temu mecz odbywał się w podobnych okolicznościach. Różnica jest tylko taka, że wtedy sędziemu udało się docisnąć te osiem biegów po czym przerwał zawody. Wtedy team Ostrowa mówił, że nie trzeba przerywać, można jechać, będą warunki i tak dalej. Chcieli odwrócić losy meczu. Teraz wiedząc, że wynik nie będzie zaliczony, nie spieszyło im się do dalszej jazdy.
Ponad godzinę przed meczem nad stadionem były bardzo ciemne chmury. Spodziewaliśmy się powtórki sprzed roku. Świadomość tego, jak będzie przebiegał mecz, pewnie miał też sędzia rozpoczynając zawody. Chciał jechać bardzo szybko, nie było kosmetyki toru i można zakładać, że gdyby nie upadek i powtórka biegu czwartego, to udałoby się upchnąć te osiem biegów nim rozpadało się na dobre. Jeżeli żużel ma być widowiskiem, to sceny z Ostrowa psują ten sport. Z jednej strony słyszymy o skracaniu meczów by lepiej się to oglądało w tv, a w finale dostajemy taki obrazek jak wczoraj.
Przepis o zaliczeniu meczu po ośmiu biegach może i jest absurdalny. Budzi kontrowersje od dawna. Jak jest zły to proszę niech liga go zmieni, ale skoro jest, to można z niego korzystać. Robienie draki z tego, że łódzka drużyna chciała dojechać jeszcze dwa biegi jest zupełnie śmieszne. Przyjechali na stadion, zawody wystartowały, prowadzili. To czemu ich nie dociągnąć chociażby do tych ośmiu biegów. Warunki do tego by je odjechać, gdyby była wola walki z dwóch stron też by się znalazły. Kolejny mecz Ostrowa z Orłem zakończony w okolicznościach pogodowych wzbudza bardzo wielkie i niepotrzebne emocje. Rok temu było ich dużo, także pod parkiem maszyn. W tym też ich nie brakowało. Niewybredne hasła, kierowane w kierunku trenera Jądera, od zgromadzonych kibiców wokół parku nie tylko są niepotrzebne. One nie powinny paść. Cytować nie będziemy, ale nie była to sytuacja z tych na które można machnąć ręką i powiedzieć nic się nie stało.
Bardzo celnie skomentował wydarzenia na torze w Ostrowie Karol Bierzynski w serwisie X:
Klasyka tematu. Opady ustały, więc zamiast wyjeżdżać sprzętem w ekspresowym tempie, najpierw narada w kiblu, teraz komisarz będzie chodził i kopał butem w tor i tak sobie na spokojnie poczekamy do kolejnego deszczu
I kolejny jego wpis:
hahaha dłubali, dłubali i wyczekali deszczu.
Sędzia Andrzej Kraskiewicz i komisarz Jacek Krzyżaniak - nazwiska do zapisania i zapamiętania. Absolutnie niewybaczalna kompromitacja.
Nic dodać i nic ująć.
Łukasz Bazylewicz
— Słyszałem już niejedną opinię, że jestem chodzącą encyklopedią, jeżeli chodzi właśnie o żużel i wyniki naszego klubu — przyznaje Patryk Sobczyński.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Kacper Zieliński o Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów, swoich ostatnich zawodach w Czechach i ambitnych planach na przyszłość.
Marcin Nowak o początku sezonu, przygotowaniach do meczu z Krosnem i o tym, jak kluczowa dla wyników jest atmosfera w drużynie.
Robert Chmiel o przyszłotygodniowym meczu w Łodzi, gdzie pojawi się jako „Wilk” z Krosna. Wracamy także do jego ubiegłorocznych startów w barwach Orła.




