11/08/2026
Start Czytelnia Nadrób z nami zaległości

Nadrób z nami zaległości

04 maja 2024
Warto się przyjrzeć przebiegowi ostatniego meczu rybniczan w kontekście niedzielnego podjęcia ich na torze w Łodzi.
Nadrób z nami zaległości

 

FPodczas gdy byliśmy na Moto Arenie z zawodnikami H. Skrzydlewska Orzeł Łódź i #OrzechowaOsada PSŻ Poznań, na Śląsku odbywał się mecz pomiędzy Innpro ROW Rybnik, a Textom Stal Rzeszów. 

 

Gospodarze przystępowali do spotkania bez porażki. Cel na ten mecz był jasny, zwyciężyć kolejny raz i w zależności od wyniku dołączyć do wiodącego prym w tabeli zespołu z Krosna lub nawet pokusić się o zajęcie pierwszej lokaty po trzech kolejkach. Rzeszowianie natomiast mierzyli w wygraną pozwalającą przeskoczyć rywali z Rybnika i uplasować bliżej czołówki.

Ze względu, na co raz wyższą temperaturę zmieniły się warunki na torze i sami gospodarze wspominali, że nawierzchnia jest stosunkowo twarda, może zaskoczyć, a praca polewaczek będzie wręcz niezbędna. Nie bez znaczenia dla przebiegu meczu pozostawał również wpływ wyższej temperatury na zachowanie silników będących sercem motocykli, czułych na wahania słupka rtęci i wymagających precyzyjnego ustawienia w zależności od panujących warunków.

Na pierwszy bieg pod taśmą zameldowali się Rohan Tungate, Marcin Nowak, Jakub Jamróg i Jacob Thorssell.

Tungate dosłownie wystrzelił, a chwilę później dołączył do niego kolega z drużyny, Jakub Jamróg. Dwójka z Rzeszowa musiała gonić rywali od pierwszego okrążenia. Ambicja Marcina Nowaka na nic się zdała, mimo wielu prób nie udało się zagrozić parze z Rybnika i w inauguracyjnym biegu to gospodarze tryumfowali ustalając rezultat na 5:1. Rzekomy spór z poprzedniego spotkania okazał się niczym innym jak sportowym nieporozumieniem, które szybko zostało wyjaśnione. W tym biegu para Tungate – Jamróg współpracowała od podniesienia taśmy.

 

W juniorskim biegu rywalizowali Bartosz Curzytek, Kacper Tkocz, Jakub Poczta i Paweł Trześniewski.

Paweł Trześniewski wystartował bardzo szeroko z pola czwartego. Na pierwszym łuku nie było pewności czy jego manewr się powiedzie. Tuż za wyjściem na prostą wszystko się wyjaśniło i junior z Rybnika wyprzedził rywali, wychodząc na prowadzenie. Stawkę zamknął Kacper Tkocz, a rzeszowianie uplasowali się w środku. Na drugim okrążeniu Tkocz rozdzielił parę z Rzeszowa i przesunął się na punktującą pozycję. Niestety, po rozpoczęciu trzeciego już na pierwszym łuku Bartosz Curzytek źle ocenił tor, jaki obrał rywal i doszło do kolizji między zawodnikiem z Rzeszowa, a Kacprem Tkoczem. Bardzo groźnie wyglądający upadek, w wyniku którego rybniczanin uderzył o bandę, zakończył się szczęśliwie, pomimo wjazdu ambulansu na tor i transportu żużlowca na noszach. Bieg został przerwany, a z powtórki został wykluczony Curzytek oraz niezdolny do jazdy Tkocz. W dogrywce start lepiej wyszedł Jakubowi Poczcie, a Trześniewski musiał go gonić. Wyglądało, że nie uda mu się znaleźć sposobu na rywala, jednak na ostatnim łuku pojechał szeroko i wychodząc, wybrał ścieżkę, która pozwoliła na mijankę i wygranie pojedynku. Po dwóch biegach Rybnik prowadził 8:3.

 

W kolejnej rywalizacji startował Nicki Pedersen, który 21 lat wcześniej reprezentował barwy drużyny z Rybnika. Tym razem chciał pokazać, że pomimo licznych kontuzji nadal ma sporo do zaoferowania i nie zamierza być tłem dla zawodników byłego klubu. Obok niego przy taśmie zameldowali się Krystian Pieszczek z Rzeszowa oraz dwójka z Rybnika, Norick Bloedorn i Grzegorz Walasek. Start wygrał Norick Bloedorn, który przy wyjściu z drugiego łuku przyblokował Pedersena i Pieszczka, ale nie zdołał stworzyć miejsca dla Walaska. Ten, chwilę później wszedł w kontakt z Nickim, co niestety zakończyło się upadkiem Pedersena. Bieg przerwano, a zawodnik Stali Rzeszów został wykluczony. Odprowadzony do parku maszyn przez kamerzystę dał upust swoim emocjom, wyrażając dość dobitnie niezadowolenie z decyzji sędziego. W powtórzonym biegu od startu prowadzili zawodnicy gospodarzy, ale Pieszczek nie zamierzał poddać wyścigu. Najpierw rozdzielił rybniczan, a następnie wysunął się na prowadzenie. Do końca biegu kontrolował Walaska i dowiózł 3 punkty, wyciągając maksimum z warunków, jakie pozostały po wykluczeniu Pedersena. Po trzech biegach 11:6.

 

Ostatni bieg przed przerwą techniczną obsadzili Jesper Knudsen, Maksym Borowiak, Bartosz Curzytek i Brady Kurtz. Ten ostatni mógł poszczycić się serią 22 biegów, w których zajmował pierwszą lub drugą lokatę. Podczas meczu z Rzeszowem miał szansę wyśrubować ten wynik. Wykonał start praktycznie spod płotu i najwidoczniej miał konkretny plan na bieg, bo już pierwsze wejście w łuk dało mu drugą pozycję. Tuż za nim podążał partner z zespołu. Kurtz potrzebował trzech okrążeń, by rozpracować Knudsena. Po raz kolejny wykorzystując jazdę szeroko, minął zawodnika Rzeszowa i objął prowadzenie. Dowiózł 3 punkty, co dało rezultat 4:2 i 15:8 w całych zawodach.

 

Nadszedł czas na kosmetykę toru i szybką rewizję założeń taktycznych. Pierwsze cztery biegi obfitowały w emocje i w dwóch z nich zdarzyły się upadki, które nieco zaburzyły obraz zawodów. Nie mniej, zgodnie z oczekiwaniami zawodnicy ROW Rybnik doskonale bronili swojego terenu.

Po przewie, na torze stawili się Jacob Thorssell i Jesper Knudsen z Rzeszowa oraz Jakub Jamróg i Norick Bloedorn z Rybnika. Start nie wyglądał obiecująco dla gospodarzy, jednak już po pierwszym łuku udało im się rozdzielić zawodników Stali i zająć drugą i trzecią pozycję. Bloedorn i Jamróg próbowali dogonić Thorssella, ale nie udało się i bieg zakończył się 3:3. Na tym etapie rywalizacji mieliśmy 18:11

 

W 6 biegu zobaczyliśmy Krystiana Pieszczka, Grzegorza Walaska, Marcina Nowaka oraz Maksyma Borowiaka. Walasek objął prowadzenie po starcie. Para z Rzeszowa próbowała dogonić zawodnika gospodarzy, jednak z każdym okrążeniem zwiększał się dystans dzielący go od pozostałych żużlowców. Rezultat po biegu to 21:14 dla Rybnika.

 

Siódma rywalizacja tego dnia to konfrontacja Rohana Tungate’a prezentującego imponującą średnią 2,27 i niesamowitego Brady’ego Kurtza z Jakubem Pocztą i Nickim Pedersenem. Zapowiadało się na mocny bieg. Od podniesienia taśmy prowadził jadący z pierwszego toru Kurtz, za nim podążał wyraźnie podminowany, w wyniku wcześniejszego wykluczenia, Pedersen. Trójkę zamykał Tungate, który usiłował atakować zawodnika Rzeszowa, ale nie robiło to wrażenia na Duńczyku. Tungate próbował na ostatnim okrążeniu przechylić szalę zwycięstwa i zapewnić 5 punktów swojej drużynie, jednak doświadczenie Pedersena wzięło górę i bieg zakończył się rezultatem 4:2. Mimo przegranej, Nicki pogratulował zwycięzcy, okazując uznanie dla doskonałej jazdy australijskiego żużlowca. Mieliśmy już 25:16 i przewaga gospodarzy systematycznie się powiększała.

 

Na tym etapie uwidoczniły się wyraźnie dominujące tory startowe. Oba skrajne zapewniły po trzy zwycięstwa, a ze środkowych praktycznie nie dało się wygrać. Czyżby receptą na dobry wynik było korzystanie z pola 1 i 4?

Po kolejnej przerwie technicznej do biegu przystąpili Walasek, Thorssell, Borowiak oraz wprowadzony w wyniku zmiany taktycznej Nowak. Taki manewr okazał się strzałem w dziesiątkę, bo startujący z czwórki zawodnik Stali zdołał dość szybko objechać Borowiaka, a na kolejnym okrążeniu współpracując z Thorssellem, wziął na warsztat Walaska. Obaj zawodnicy z Rzeszowa dali z siebie wszystko, przez co w tym biegu ROW Rybnik musiał zadowolić się 1 punktem. Przewaga gospodarzy zmalała i na tablicy widniało 26:21.

 

Bieg numer 9 to rywalizacja par Nowak – Pieszczek kontra Tungate – Kurtz. Nowak wyskoczył na prowadzenie, ale Kurtz jadący na czwartym torze miał już plan na ten wyścig. Szybko przesunął się na pozycję tuż za liderem i przy kolejnym łuku ruszył do przodu, jednocześnie dając pole manewru koledze z drużyny. Tym sposobem dwóch zawodników z Rybnika przejęło czołówkę biegu. Nowak spojrzał nerwowo na motocykl, coś było nie tak. Chwilę później dogonił go Pieszczek, a defekt sprzętu uniemożliwił żużlowcowi z Rzeszowa ukończenie biegu. Ponownie zrobiła się spora przewaga 31:22.

 

Żurawie musiały gonić. Do kolejnego wyścigu stawili się Wiktor Rafalski i Nicki Pedersen, odpowiednio na torach 2 i 4. Gospodarzy reprezentowali Jamróg i Bloedorn. Z początku to druga para wysunęła się na prowadzenie, jednak ambitnie jeżdżący Duńczyk ze Stali Rzeszów tylko czekał na okazję i minął obu rywali, gdy nadarzyła się sposobność. Dziki Nicki dowiózł 3 punkty, jednak przewaga gospodarzy pozostała na niezmienionym poziomie, 34:25. Nawet kolejna wizyta kamerzysty w parku maszyn drużyny z Rzeszowa spotkała się z większą przychylnością Pedersena.

 

Po dziesięciu biegach zmieniła się statystyka zwycięstw na korzyść zewnętrznego toru nr 4. Kolejny wyścig pozwalał myśleć, że będzie podobnie, gdyż na tym polu ustawił się Rohan Tungate. Obok Nowak, Bloedorn i przy kredzie Thorssell. Ten ostatni objął szybko prowadzenie, a przetasowania miały miejsce na pozycjach 2-4. Nowak próbował atakować i ten manewr o mało nie pozbawił go miejsca tuż za liderem, gdy przed linią mety niebezpiecznie zbliżył się Tungate. Po 11 biegach było 38:27.

 

W kolejnym wyścigu gospodarzy reprezentowali Trześniewski i Jamróg. Po stronie Rzeszowa mogliśmy zobaczyć Pieszczka i Pocztę. Początek biegu ułożył się dokładnie wg kolejności startu. Trześniewski, zastępujący Kacpra Tkocza, który został odtransportowany w celu przeprowadzenia dodatkowych badań, prowadził. Za nim Pieszczek, Jamróg, a stawkę zamykał Poczta. Wystarczyło jedno okrążenie i doszło najpierw do próby przyblokowania i wypchnięcia zawodnika Rzeszowa, by już chwilę później dwójka reprezentantów ROW Rybnik oglądała tył motocykla Pieszczka. Jamróg nie zamierzał łatwo oddać punktów i trzymał się bardzo blisko rywala. Dojeżdżał przy wyjściach z łuku, nie dawał odetchnąć. Pieszczek musiał bezustannie kontrolować zawodnika z Rybnika. Twarda walka i nieustępliwość opłaciły się, wszystko rozegrało się na ostatnim łuku. Rozpędzony rekin pojechał po zewnętrznej, przyciął przy wyjściu i połknął rzeszowskiego żurawia na końcowym odcinku wyścigu. Niesamowita rywalizacja przez cały bieg, radość wśród kibiców gospodarzy. 4:2 i różnica wzrosła do 13 punktów. Wynik 42:29 zdecydowanie przekreślił marzenia gości o wywiezieniu z Rybnika choćby remisu. 

Nicki Pedersen nie zamierzał odpuścić pomimo nikłych szans na powodzenie jego drużyny w całych zawodach. Sportowa złość, jaką wywołała u niego sytuacja związana z wykluczeniem, towarzyszyła Duńczykowi przez wszystkie etapy spotkania. Dowiezienie trzech punktów nie było oczywiste, bo pod taśmą obok Nickiego zameldowali się będący w fenomenalnej dyspozycji Brady Kurtz, Jacob Thorssell i Grzegorz Walasek. Pedersen ruszył mocno, ale australijski żużlowiec reprezentujący ROW Rybnik po raz kolejny pokazał, że doskonale jeździ na własnym torze i już na wyjściu z pierwszego wirażu objął prowadzenie. Nicki przykleił się do rywala i na kolejnym łuku zawodnicy zamienili się miejscami. Pozostali dwaj żużlowcy również ambitnie walczyli o punkty, więc co chwila dochodziło do przetasowania. Brady Kurtz wyszedł na czoło na trzecim okrążeniu i kontrolował Pedersena do samego końca. Walasek przegrał rywalizację z żurawiami, bieg na remis. Wynik 45:32. Stal Rzeszów walczyła o każdy punkt, mając na uwadze rewanż i potencjalny bonus. 

Pierwszy z biegów nominowanych to rywalizacja Nowak, Tungate, Pedersen i Bloedorn. Zawodnicy Rzeszowa ruszyli ostro do odrabiania strat i zajęli dwie czołowe pozycje po pierwszym łuku. Gospodarze przez cały bieg nie znaleźli sposobu, by choćby zagrozić dominacji żurawi i różnica w całym spotkaniu zmalała do 9 punktów zatrzymując wynik na 46:37.

 

W ostatnim biegu w Rybniku zobaczyliśmy ponownie Nickiego Pedersena, który chwilę wcześniej odjechał z 3 punktami. Duńczyk dostał kolejną szansę, by spróbować pokonać perfekcyjnie jeżdżącego rywala z Australii, gdyż do towarzystwa nominowano mu Brady’ego Kurtza, który skompletował wygrane we wszystkich wyścigach tego dnia. Pod taśmą stanęli również Jakub Jamróg i Krystian Pieszczek. Kurtz ruszył w swoim stylu, pojechał po kredzie, ale chwilę później bieg przerwano. Sędzia analizował moment startu i Australijczyk otrzymał ostrzeżenie. Ochłodziło to zapał zawodnika ROW Rybnik, bo w powtórce to Nicki Pedersen ruszył pierwszy i zdecydowanie przewodził stawce. Kurtz próbował atakować, ale pomylił się i stracił sporo odległości. Utrzymał mimo wszystko drugą pozycję. Taki układ na torze oglądaliśmy do samego końca. Obyło się bez wielkich emocji, a Duńczyk pomimo porażki mógł poczuć się ciut lepiej, gdyż udało mu się pokonać niesamowitego Brady’ego Kurtza. Wynik zatrzymał się na 49:40.

 

Zgodnie z przedmeczowymi typowaniami zespół Innpro ROW Rybnik wskoczył na fotel lidera tabeli, potwierdzając doskonałą dyspozycję. Pozostaje wierzyć, że przyjazd na łódzką Moto Arenę będzie pierwszą porażką na koncie zespołu prezesa Mrozka. Dla H. Skrzydlewska Orzeł Łódź może to być punkt zwrotny w sezonie, od którego żużlowcy z centralnej Polski będą już wyłącznie łapać wiatr pod skrzydła.

 

Sandra Wysocka


FOT. z transmisji Canal + Sport

 

Wstecz