Pasja przez całe życie
Wiktoria Najmrodzka:Jak zaczęła się twoja przygoda z żużlem?
Patryk Sobczyński: Jak byłem malutki, na żużel zabrał mnie dziadek. To taka rodzinna historia. Pierwszy mecz obejrzałem jak skończyłem dwa latka.
Dwa lata? Tyle bodźców? Nie bałeś się, pamiętasz?
Ponoć w ogóle się nie bałem, przynajmniej z opowieści, sam niestety nie pamiętam. Ale jeśli ufać opowieścią, to właśnie żużel jest moją pasją od zawsze.
A kiedy był ten moment, że zacząłeś bardziej wkręcać w ten sport, mam na myśli, kiedy zacząłeś interesować się zasadami żużla, zawodnikami, fanklubem?
Jeszcze za czasów końcówki TŻ Łódź, czyli 2004 rok. Miałem wtedy 7 lat. W podobnym czasie też zacząłem rozpoznawać zawodników i pamiętałem wyniki. Kiedy tak całkowicie wciągnął mnie żużel? Mniej więcej w sezonie 2010-2011, praktycznie potrafię wyrywkowo powiedzieć na przykład, jaki był wynik w danym roku z danego meczu, albo jacy zawodnicy w nim konkurowali. Ogólnie słyszałem już niejedną opinię, że jestem chodzącą encyklopedią, jeżeli chodzi właśnie o żużel i wyniki naszego klubu.
Nie ukrywam, jest to imponujące, niemal jak twoje zaangażowanie w kibicowanie razem z trybunami — jak to się stało, że jesteś bębniarzem?
Bęben przejąłem po Marku, jak dobrze pamiętam w 2016 roku. Chciałem go odciążyć, bo nie dość, że prowadził doping to właśnie miał ten bęben. Od tamtej pory jestem bębniarzem. Jak tak sobie liczę, to minęło już 10 lat. Kawał czasu...
Czy masz jakieś takie historie związane z żużlem, które łączą się z pewnymi rodzajami sentymentu?
To jest trudne pytanie, aby odpowiedzieć tak z marszu. Pamiętam wiele sytuacji. Teraz na myśl przyszedł mi jeden z upadków. To było już kilka lat temu. Byłem na meczu, na którym dwóch zawodników przeleciało przez bandę, a jeden przebił przez nią głową. Bandy nie wyglądały tak jak obecnie. Przede wszystkim nie były dmuchane. Wryło mi się to w pamięć.
Który z sezonów najlepiej wspominasz?
Chyba 2020, jak jeszcze jeździł u nas Brady Kurtz. Moim zdaniem był to jeden z lepszych sezonów. No i oczywiście sezony 2014 i 2016, kiedy doszliśmy do finału pierwszej ligi. Wyjazd na Łotwę do Daugavpils. To były dobre sezony.
Czy umiałbyś wskazać swojego ulubionego zawodnika?
Hans Andersen. Niestety już nie jeździ, ale był legendą Orła przez pięć albo sześć sezonów. To taka żywa legenda. Przyszedł tutaj znienacka praktycznie, po czasie został liderem zespołu. Przede wszystkim to zawsze uśmiechnięty i otwarty do kibiców facet. Mam tatuaż z jego sylwetką
na przedramieniu. Utrzymujemy kontakt do dziś.
Kolejne pytanie z kategorii „ulubione/najlepsze”. Masz taki wybrany mecz wyjazdowy, który szczególnie został w twojej głowie?
Play-offy w Grudziądzu w 2014. U nas jeździli wtedy Puszakowski, Lindbaeck, Jamróg, Doyle... Pamiętam, jak pojechaliśmy tam w niedzielę, ale mecz był odwołany, bo jeden z zawodników, jak dobrze pamiętam, chyba Sebastian Ułamek nie chciał wtedy jechać, bo było mokro na torze. Mecz został przełożony na środę — i w środę też pojechaliśmy. W Grudządzu nistety przegraliśmy, ale w dwumeczu jednym punktem byliśmy lepsi. Naprawdę dobrze oglądało się ten
mecz.
Poza żużlem, czym się jeszcze interesujesz? Czy to jest tak, że żużel pochłania całe Twoje życie?
W tym sezonie mam mniej czasu na żużel, więc też już nie ma takich robionych opraw, większych na materiale, kiedyś też się tym zajmowałem, czyli szkicowaniem i malowaniem. Teraz to przeważnie tylko żyje człowiek dniem meczowym. W dorosłości po prostu jest dużo mniej czasu na wszystko. Tak to jeszcze z innych pasji to piłka nożna, no ale na razie z powodów zdrowotnych to też trzeba było ją odłożyć.
Rozumiem, trzymam kciuki, abyś wrócił do piłki, jak najszybciej. A myślałeś kiedyś, żeby jeździć samemu, nawet tak hobbystycznie?
Nie oszukujmy się. To jest kosztowna zabawa. Jest żużlowa liga amatorów. Są kluby w Zielonej Górze. Tam sami amatorzy jeżdżą właśnie. Niestety jest kosztowne, bo sam motocykl, nawet taki odkupiony od jakiegoś zawodnika, który przejechał kilka sezonów, to jest koszt od 10 do 15 tysięcy złotych za sztukę, a bezpieczeństwo przede wszystkim, więc to nie móże być też byle jaki sprzęt... Ale naprawdę lubię to, co robię, czuję satysfakcję, więc niczego nie żałuję.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Kacper Zieliński o Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów, swoich ostatnich zawodach w Czechach i ambitnych planach na przyszłość.
Marcin Nowak o początku sezonu, przygotowaniach do meczu z Krosnem i o tym, jak kluczowa dla wyników jest atmosfera w drużynie.
Robert Chmiel o przyszłotygodniowym meczu w Łodzi, gdzie pojawi się jako „Wilk” z Krosna. Wracamy także do jego ubiegłorocznych startów w barwach Orła.
Szok poznawczy i niech to dobro trwa jak najdłużej.

