Między kolejkami 2/26
Żar leje się z nieba. Ostatnia rzecz, jaką człowiek chce teraz robić, to robić cokolwiek. A tym bardziej robić to tak, by wnosiło to coś niekoniecznie wielkiego ale ciekawego – bo to przecież żaden kurs filozofii dla zaawansowanych. Chodzi o to, by dać Wam coś w zamian, jeżeli stracicie na nas dwie minuty. I tak sobie od tego słońca wymyśliliśmy, że będziemy pisać tylko dobrze, choć niekoniecznie o dobrych rzeczach.
Temperatura
„Jest pijana, no i buja się po klubach. Gdy z nią tańczę, ręce schodzą na jej uda...”.
Jak się okazuje, temperatura może też nieźle zabujać najbliższą kolejką. W piątek Ekstraliga ma podjąć decyzję, co z niedzielnymi meczami. Bardzo dobrze – przynajmniej raz nie zwalimy wszystkiego na deszcz.
Morris
Gość nam imponuje. Postulowalibyśmy wręcz, żeby otworzył jakiś autorski kurs pod tytułem: „Jak ogarniać tory, które wydają się nam absolutnie nie do ogarnięcia”. Fajne argumenty fruwają w ogóle w przestrzeni publicznej. A to że w lidze tak się nie da, a to że ludzie nie będą siedzieć tyle na trybunach, a to że SGP to coś zupełnie innego, albo że przecież są terminy rezerwowe. Klasyka gatunku.
Zielone
Takie do palenia. I czasem przynoszące spore problemy. Taki jeden ananas z Wilków dał się na tym złapać po raz drugi. Co prawda rzecz działa się w Danii, ale konsekwencje będą raczej odczuwalne na wszystkich frontach. Swoją drogą to zabawne, że zawodnik lojalnie poinformował klub, ale duńska federacja już tego nie zrobiła. Co nie zmienia faktu, że z trawki zrobiła się zielona trawka i trzeba będzie chyba poszukać innych zajęć. Ale szczerość chłopaka trzeba docenić.
Srebro
To trofeum zdobył Oliver Berntzon w indywidualnych mistrzostwach Danii. Cyferki Szweda: 0, 3, 2, 3, 3. I dokładnie takiego planu trzymajmy się na Rybnik, najlepiej modyfikując jedynie to nieszczęsne zero na początku.
Dwa lata
Tak, dokładnie na tyle opiewa nowy kontrakt w Łodzi. Zach Cook. I to jest świetna informacja, biorąc pod uwagę, jak rośnie jego forma i jak ważną częścią drużyny się staje. Co prawda, chłopak bywa czasem kompletnie nieprzewidywalny – choć na przekór bywa też przewidywalny. Bo jak przywozi zero, to w następnym biegu często inkasuje trójkę. We wtorek w Anglii też było godnie, bo: 16+1 (2*, 2, 3, 3, 3, 3). Z takim nastawieniem prosimy meldować się w Rybniku!
15:30
To dokładnie ten moment, w którym w dniu meczu przyszło oficjalne potwierdzenie, że Andreas Lyager został zatwierdzony do składu Piły. Nam to się od razu kojarzy z kultowym westernem „3:10 do Yumy”. Fabuła szła jakoś tak: „Pociąg o 15:10 jest jedyną szansą na dostarczenie złoczyńcy do sądu i zarobienie nagrody ratującej gospodarstwo przed bankructwem”. Czy czytaliście gdzieś lepszą recenzję meczu w Pile
Drukowanie internetu
Zjawisko powszechnie znane, czasem używane w najróżniejszych kręgach. O jednym z takich przypadków wspomniał już były dyrektor Orła, Jan Konikiewicz, na kanale Macieja Musiała. Generalnie chodzi o to, że Jan Konikiewicz po tym całym pamiętnym „Kolegium Żużlowym” wrzucił na platformę X mema sprzed lat, znanego szerzej jako „Rzeźniczak”. Wrzucamy Wam go tutaj poniżej, żebyście sami już niczego nie musieli drukować. No i ten właśnie wpis pewien sztab ludzi zacnych i odpowiednich skwapliwie wydrukował, po czym podsunął Prezesowi pod nos. No i on zadzwonił do Konikiewicza powiedzieć, że to przecież nieprawda, że on mu kazał wypier…. Duże serce i kochajmy się wszyscy!
Optymizm
A właściwie jego chroniczny brak był główną przyczyną odejścia Jana Konikiewicza z klubu. Tak przynajmniej wynika z dużego wywiadu dla WP oraz podcastu, który wyżej przytoczyliśmy. Brzmi to trochę jak Bogusław Wołoszański w latach swojej najlepszej formy w „Sensacjach XX wieku”. Przeczytajcie poniższy cytat pana Jana dla Wirtualnej Polski, ale koniecznie mając w głowie głos legendarnego dziennikarza:„Szukanie spisków, powielanie nieprawdziwych teorii. Na dłuższą metę nie da się funkcjonować w takiej atmosferze, a tego nie zmienię w tej szczelnej, klubowej łódzkiej twierdzy. Odniosłem wrażenie, że nawet jeśli zaczyna dziać się dobrze, to trzeba coś wymyślić i z czymś walczyć. A jak nic nie ma pod ręką, to trzeba odkurzyć starą płytę”. Zawsze powtarzamy, że trzeba słuchać dobrej muzyki. Więc szukajcie nowych płyt.
Tabela
Ona na szczęście też jest całkiem optymistyczna. Mimo bolesnej porażki, Orzeł nadal znajduje się w strefie play-off. Rzeszów też przegrał – banalne jest szukanie szczęścia w nieszczęściu innych, ale gdzieś tego słońca trzeba jednak wypatrywać. Tak jak wygląda na to, że trochę złapano je w Ostrowie. Tam w jakimś sensie nasz łódzki duet „Gapiński – Matuszak” wyciąga drużynę z dna tabeli i powoli przesuwa ją w górę. Słuchaliśmy też pana Finfy z Krosna i on, mimo siódmej porażki, też widzi jeszcze szanse na wielką „remontadę” i wejście do fazy play-off. Jedno, co się nie zmienia, to lider tej tabeli – Jerzy Kanclerz. I przy okazji, zupełnie poważnie w tej niepoważnej rubryce, chcielibyśmy napisać: wielki szacun za te 300 turniejów SGP zaliczonych na żywo.
Jedzenie
Jednym z gigantycznych plusów wyjazdu do Rybnika jest to, że jeśli chodzi o stadionowe żarcie, Rybnik od lat robi absolutny sztos. Tam są świetne kiełbaski z grilla, kaszanki, ciasta, pączki, a nawet takie smażone okienka, jakie kiedyś były tradycją w naszych domach. Naprawdę petarda. I chcieliśmy już napisać, że jak na torze nie pójdzie, to chociaż to jedzenie trochę wynagrodzi kibicom z Łodzi daleką drogę. Ale właśnie sobie przypomnieliśmy, że przecież nie można mieć w życiu za wiele. Bo tam kibiców gości zamkną w klatce i będą tak trzymać. I podawać buły przez kraty. Więc życzymy dobrych posiłków po drodze.
(MJ,ŁB)
— Słyszałem już niejedną opinię, że jestem chodzącą encyklopedią, jeżeli chodzi właśnie o żużel i wyniki naszego klubu — przyznaje Patryk Sobczyński.
Subiektywny, ironiczny, wybiórczy, czasami poważny przegląd wydarzeń na torze i wokół niego.
Kacper Zieliński o Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów, swoich ostatnich zawodach w Czechach i ambitnych planach na przyszłość.
Marcin Nowak o początku sezonu, przygotowaniach do meczu z Krosnem i o tym, jak kluczowa dla wyników jest atmosfera w drużynie.
Robert Chmiel o przyszłotygodniowym meczu w Łodzi, gdzie pojawi się jako „Wilk” z Krosna. Wracamy także do jego ubiegłorocznych startów w barwach Orła.
Szok poznawczy i niech to dobro trwa jak najdłużej.

