Nie można się poddawać
Patrycja Pąśko: Jak wyglądały Twoje żużlowe początki? Kiedy zetknąłeś się z żużlem i co sprawiło, że chciałeś zostać zawodnikiem?
Szymon Szlauderbach: Powiem tak pokrótce – mieszkam w Lesznie i jestem z Leszna, w którym żużel to sport bardzo popularny. Często kibicowałem Unii Leszno, interesowałem się tym sportem, lubiłem motoryzację i motocykle. Nigdy jednak nie marzyłem o tym, żeby jeździć na żużlu, ani nie miałem takiego zamiaru, więc to, że uprawiam ten sport, to czysty przypadek.
Pewnego razu mój kolega, który był o rok starszy ode mnie i chodził do tej samej szkoły, zapisał się do szkółki żużlowej Romana Jankowskiego. Dzięki niemu sam się zapisałem, bo opowiedział mi, jak to wszystko wygląda. Wcześniej nie wiedziałem, jak to przebiega, i gdyby ten kolega nigdy nie spróbował jazdy na żużlu, to prawdopodobnie ja też bym nie spróbował. To był czysty przypadek – zapisałem się do szkółki w Lesznie. Był to na pewno bardzo ciekawy czas, ale też wiele się tam nauczyłem. Musiałem spędzać dużo czasu w warsztacie i na treningach. Tak to wszystko się zaczęło i jeżdżę do dziś.
Czy ten kolega również kontynuuje swoją karierę żużlową?
Niestety nie. Kolega trenował, ale nie jeździł zawodowo. Zajął się czymś innym. Tak jak mówiłem – gdyby nie on, to raczej ja też bym nie spróbował.
Na początku swojej żużlowej przygody miałeś jakiegoś idola? Jeśli tak, to kto nim był?
Chodząc na stadion w Lesznie i interesując się żużlem, bardzo lubiłem Leigha Adamsa, Damiana Balińskiego oraz Janusza Kołodzieja. Zaczynając jeździć, przebywając na stadionie, a później stając się zawodnikiem Unii Leszno, poznałem tych ludzi i stali się moimi kolegami. Damian Baliński czy Janusz Kołodziej – to była naprawdę super sprawa. Teraz, gdy o tym myślę, widzę, że wszystko bardzo fajnie się potoczyło.
Przechodząc przez czasy juniorskie – jakie było Twoje największe wyzwanie, gdy zaczynałeś pierwsze ligowe sezony?
Na pewno musiałem z roku na rok rozwijać się w każdej kwestii. Nie tylko sportowo, ale też budować tę bazę sprzętową. Miałem pomoc od klubu oraz od sponsorów, ale wiadomo, to nie było tak, że od razu dostałem wszystko, co najlepsze i miałem nieograniczony budżet. Musiałem rozwijać się z sezonu na sezon. Najpierw chodziło o to, żeby przejechać jeden rok, potem kolejny. Wszystko budowałem latami i zwracałem uwagę na każdy detal, żeby móc regularnie startować.
Twój ostatni sezon nie należał do najłatwiejszych, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Jak go wspominasz?
Nie był to dla mnie łatwy czas. Na pewno dużo przeżyłem. Jednak czasem po prostu nie idzie w życiu i w sporcie tak, jak sobie to zakładaliśmy. Trzeba jednak dążyć do celu i po prostu się starać; nie można się poddawać. Gdy przychodzą gorsze momenty, trzeba zacisnąć zęby i pracować tak, aby skierować wszystko w zamierzoną stronę. W sezonie 2025 nie było mi dane „super zapunktować” i odjechać wielu zawodów, ale staram się wyciągnąć z tego trudnego okresu jak najwięcej plusów.
Jak wyglądają Twoje obecne przygotowania do sezonu? Jak trenujesz?
Z racji tego, że ostatni sezon mnie nie zmęczył, pracę zacząłem od razu po zakończeniu ostatnich zawodów. W zasadzie w warsztacie mamy już wszystko gotowe. Motocykle są przygotowane, na koniec stycznia odbieramy silniki, więc sprzęt jest już ogarnięty, a ja cały czas trenuję. Lubię sport. Wiadomo, że zimą trzeba ćwiczyć i przygotować swoje ciało do sezonu, ale nie ukrywam, że po prostu sprawia mi to przyjemność. Trzy razy w tygodniu chodzę na zajęcia do Marcina Giernasa, razem z Marcinem Nowakiem. Dodatkowo gramy w squasha lub w padla, jeżdżę na basen, bo bardzo polubiłem pływanie, a także dużo biegam. Dużo jest u mnie tego sportu, bo to czas, w którym trzeba się odpowiednio przygotować. Wkrótce mamy też obóz z drużyną, więc na pewno nie ma nudy.
Jakie masz cele na zbliżający się sezon?
Chcę odjechać dobry sezon dla drużyny. Moją jazdą sprawić kibicom i klubowi radość – to jest podstawa. Chciałbym przejechać ten rok bez kontuzji, bo każda, nawet najmniejsza, może wybić z rytmu. Zależy mi też na poprawieniu swoich wyników, bo w sezonie 2025 pojechałem słabo, a wiadomo, że nic nie cieszy bardziej niż dobre wyścigi i wysokie punkty.
Zdrowotnie i fizycznie wszystko jest już w stu procentach w porządku?
Tak, jestem już zdrowy. Na sam koniec sezonu musiałem jeszcze trochę popracować z kontuzją, której doznałem na początku 2025 roku, ale dużo czasu już minęło i na pewno tego okresu nie przespałem. Pracowałem ciężko – sam oraz z rehabilitantem. Zrobiłem wszystko, żeby czuć się dobrze i funkcjonować normalnie.
A poza żużlem, jakie są Twoje zainteresowania?
Ostatnio mocno się nad tym zastanawiałem i w zasadzie wszystkie moje pasje opierają się na sporcie. W wolnych chwilach pływam – staram się robić to minimum raz w tygodniu. Gdy dopisuje pogoda, jeżdżę na rowerze. Biegam też kilka razy w tygodniu, po prostu dlatego, że to lubię. Oczywiście działa to dobrze na zdrowie, ale przede wszystkim sprawia mi frajdę. Całe moje życie opiera się na sporcie. Czasem znajdzie się chwila na saunę, bo ją lubię, ale wszystko kręci się wokół aktywności fizycznej. Poza żużlem i sportem nie mam obecnie niczego innego, co by mnie tak zajmowało.
Na koniec, czy chciałbyś coś przekazać czytelnikom "Łódzkiego Żużla "i kibicom Orła?
Nie mogę się doczekać startu sezonu. Mam nadzieję, że kibice będą nas wspierać i trzymać za nas kciuki. Ze swojej strony mogę obiecać, że dam z siebie wszystko w każdym meczu i w każdym wyjeździe na tor. Liczę na zaufanie kibiców, bo ich wsparcie naprawdę dużo znaczy – szczególnie w trudniejszych momentach. Mam nadzieję, że wspólnie przeżyjemy wiele dobrych emocji w tym sezonie
Subiektywny i bardzo wybiórczy przegląd ligowej stawki przed jej startem.
Jak wyglądają statystyki łódzkiej drużyny?
— W niedzielę mamy zaplanowany nasz pierwszy sparing. Przyjeżdża do nas bardzo mocna drużyna z Leszna w pełnym składzie. Na samym początku mierzymy się więc z twardymi przeciwnikami — mówił trener Orła, Maciej Jąder, podczas konferencji.
Patrząc na ten skład dość realistycznie, nie widzę tu nazwisk, które w obecnym układzie ligi gwarantowałyby walkę o czołowe miejsce w tabeli - pisze Martyna Stefaniak, kibicka Orła.
— Każdy dzień przybliża nas do momentu, kiedy w końcu będzie można wsiąść na motocykl i zacząć jeździć — mówi Seweryn Orgacki.
— Mamy bardzo fajny kontakt. Kiedy idziemy na wspólne posiłki, tak naprawdę nie możemy się oderwać od stołu, bo cały czas ktoś rzuca jakiś temat do rozmowy — opowiada Krzysztof Lewandowski.

