16/08/2026
Start Czytelnia Legenda wraca do żużlowego domu

Legenda wraca do żużlowego domu

07 lipca 2025
Hans Andersen i jego łódzki rozdział pełen walki, pasji i wierności. Przypominamy historię Hansa Andersena, który właśnie wrócił do Łodzi jako asystent trenera.
Hans Andersen-Polsat Sport

Przez sześć sezonów dawał serce na torze, ratował Orła przed sportową przepaścią i zapisał się w pamięci kibiców jako wzór profesjonalizmu. Hans Andersen był nie tylko liderem drużyny z Łodzi, ale też jednym z tych, o którym mówiono, że trudno go będzie zastąpić.

 

Transfer idealny

Kiedy w grudniu 2014 roku Orzeł Łódź ogłaszał pozyskanie Hansa Andersena, wielu kibiców z niedowierzaniem czytało komunikaty. Duńczyk z bogatym żużlowym CV, zwycięzca turniejów Grand Prix, mistrz świata w drużynie — miał wnieść klasę, doświadczenie i waleczność. Wniósł znacznie więcej. Już w pierwszym sezonie (2015) Andersen osiągnął średnią 2,354 pkt/bieg, będąc drugim najlepszym zawodnikiem całej ligi. W decydujących meczach ratował Orła przed spadkiem, a jego punkty często przesądzały o losach spotkań. Serwis „SportoweFakty” określił ten ruch jako „historię transferu idealnego”.

Lata sukcesów i walki

W kolejnych sezonach Andersen utrzymywał wysoką formę: w 2016 roku osiągnął średnią 2,200, a w 2017 – 2,203. To właśnie wtedy stał się niekwestionowanym liderem drużyny. W jednym z pamiętnych meczów przeciwko Gdańskowi jego odważny atak w 15. biegu zapewnił Orłowi remis i wywołał euforię na trybunach. W głosowaniu kibiców na bieg sezonu w 2017 roku jego starcie z Troyem Batchelorem zdobyło aż 63% głosów i zostało oficjalnie uznane za „bieg sezonu” w pierwszej lidze.

Andersen słynął z waleczności na trasie — potrafił wygrywać wyścigi niemal z każdej pozycji. Świetnie wykorzystywał momenty, gdy rywale wypychali się na zewnętrzną: zmieniał wtedy tor jazdy i przeprowadzał niekonwencjonalne ataki, zaskakując przeciwników. Był zadziorny, jechał agresywnie, ale czysto — nie odpuszczał, a mijanie go graniczyło z cudem. Wyróżniał się też nietypową techniką jazdy: charakterystycznie wysoko uniesione łokcie przyniosły mu pseudonim „Ugly Duck” (ang. „brzydkie kaczątko”) — nomen omen, baśń pod tym tytułem napisał jego słynny rodak, również Hans Andersen.

 

Gdy nie szło – też był

Lata 2018-2020 nie były już tak udane. Andersen borykał się z kontuzjami i osobistymi problemami. W 2019 roku wystartował w zaledwie pięciu meczach. – Mógłbym po prostu zniknąć. Ale Orzeł to dla mnie coś więcej niż klub. Chciałem dokończyć to, co zacząłem – mówił w wywiadzie dla „WP SportoweFakty”. W 2020 roku, choć przejechał tylko kilka biegów i wygrał zaledwie jeden wyścig, jego odejście do Lokomotivu Daugavpils zostało odebrane z dużym sentymentem. Oficjalnie zamknął wtedy swój rozdział w Łodzi.

 

Kibicowska legenda

Hans Andersen był nie tylko zawodnikiem. Stał się częścią łódzkiej żużlowej tożsamości. Zaskakiwał swoją otwartością i dystansem do siebie. Potrafił sprzedawać gadżety w sklepie z pamiątkami, czy pomagać prowadzić doping na łódzkim stadionie. Kibice traktowali go jak jednego z nich. Są tacy, którzy z dumą noszą tatuaże z jego numerem i nazwiskiem. Jest bardzo często wspominany na forum kibiców Orła. Jego nazwisko pojawia się na ankietach kibiców w kontekście nadania łódzkiej Moto Arenie jego imienia. Po zakończeniu przygody z Orłem Andersen występował jeszcze w Rawiczu (2023). W 2024 roku został asystentem trenera kadry Danii. Teraz wraca do Łodzi, by znów pomóc Orłowi — tym razem jako członek sztabu szkoleniowego. Często powtarzał, że Łódź to jego drugi dom. Więc pozostaje życzyć powodzenia, bo znów jesteś w domu, Hans.

W czasach jazdy w Orle współpracował z Maciejem Jądrem, który był jego mechanikiem, a czasem i managerem. Spotkali się także w Rawiczu, gdzie Jąder był trenerem, a Hans kończył swoją karierę zawodnika. Teraz będą prowadzić zespół Orła jako sztab trenerski. 

 

Foto: żrodło Polsat Sport

Wstecz